Napisano
19.02.2006 - 21:51
Podrzucę wam opinię fizyka-teoretyka-amatora, nazwijmy go Ariel:P
Zacznę od pewnej tezy, jakikolwiek nie byłby to mechanizm informujący o aktualnym czasie, bo zakładam, iż chronometr odmierza czas od momentu wystartowania i odnosi go do początkowo ustawionej daty, zawsze ma jakąs granicę. Dla przykładu trzy cyfrowy wskażnik ma granicę 999 i wchodząc na jednostkę 10tys poprostu zeruje licznik i działa dalej (nie wklepuje sie do niego funkcji ERROR gdyż nie zakłada sie jego tak długiej używalności w celach badawczych, po prostu za 30 lat ktoś kupi nowszy, lepszy, etc.), wszelkiego rodzaju elektronika z ograniczonym programem wyświetlania tak właśnie robi, układy mechaniczne mają to naturalnie. Zatem dla uproszczenia założę, iż granicą naszego chronometru było 9999, w 10tys jednostek (powiedzmy, że odmierzanych lat) licznik przeskakuje na 0000 i mierzy dalej. W myśl tego co napisałem, umieszczam go w równie teoretycznie wytworzonym tunelu czasowym (zauważcie, że nie piszę o przestrzennym, bo nie chcę się dodatkowo zagłębiać w tej materii). W owym tunelu czas płynie nieubłaganie szybciej tak, jak w zależnosciach między układami inercjalnymi i nieinercjalnymi (zakres fizyki z dawnej klasy 7mej szkoły podstawowej). Po określonym czasie jaki minął tutaj na Ziemi z mojego punktu widzenia, wyjmuję mój chronometr i odczytuję datę. U mnie minęło dla przykładu miesiąc czasu, ale w tynelu, jako że jego przepływ był zakrzywiony i przyspieszony, minęło załóżmy, że 9 i pół tys. lat. Dokonuję odczytu daty z chronometru i cóż widzę? (podkreślam, iż ustawiłem w dniu startu chronometru datę 2006) Ni mniej ni więcej tylko datę 1506. Czy zatem mogę wnioskować, iż mój chronometr cofnął się w czasie? W żadnym wypadku, jednak data jaką odczytuje jest w moim odczuciu cofnięta, czyżby wskazówki ruszyły do tyłu? Chwila pomyślenia i już mam logiczne wytłumaczenie zarówno dla Ktosiufa, zaciekle zaprzeczającego temu, jakoby zegar nie mógł "cofnąć" wskazówek, jak i dla zwolenników tej teorii, mówiących o wstecznej podróży w czasie. Póki co nie natrafiłem jeszcze na przekonujące rozmyślania, mówiące o cofaniu się w czasie, ale nie zgadzam sie z niemożnością zaistnienia opisanej na początku tematu sytuacji do czego zaciekle nakłania ktosiuf swoim rozumowaniem. To zaś czy całość opowiadania o Antarktydzie brzmi wystarczająco przekonuwująco pozostawiam juz osobnej decyzji czytających temat.
Poddam od razu dla chcących mnie przekonać o tym, iż cofnięcie w czasie to nie problem, owszem jedyna mądra na tyle osoba, by to wymyśleć jako pierwsza w naszej współczesnej nauce (Albert Einstein ze swoja szczególną teorią względności - zdaje się, że 2 klasa liceum ogólnokształcącego) stworzył możliwości mówiące, iz podróżując szybciej niż światło możemy (teoretycznie, póki co) naginać bieg czasu, ale jeszcze musimy zrobić coś z zasadą zachowania energii, która to nie chce pozwolić, by ta sama energia znajdowała się w dwóch miejscach jednocześnie oddalonych o ogromne odległości, co z kolei wymusza podróżowanie z prędkościami powyżej jednej jednostki świetlnej. Jak niemniej, wszystko to, to teoretyka i bez ostatecznych dowodów teoretyką pozostanie.