Moje oczy Mariuszu, to brzmi jak bajka... anioły, doskonałości, bogowie ?
Wybacz ale śmieszy mnie to co napisałeś.
Co Cię śmieszy, to że stary testament jest pełen okrucieństw ? Jak pisałem w debacie z Refusedem, pozwól iż przypomnę :
Z początku obierzmy sobie może Księgę Rodzaju, z jakże lubianą historią Noego –w rzeczywistości będącego po prostu przeróbką, babilońskiego mitu o potopie, który pojawia się zresztą w wielu innych kulturach. Zgodzimy się wszyscy, że opowieść o zwierzątkach podróżujących parami na Arkę jest urocza, jednakże morał jaki z niej wypływa mniej. Po prostu Bogu, przestali się podobać ludzie. Stwierdził iż źle się stało, bo ludzie rozmnażają się w sposób związany z grzechem, są chciwi, zazdrośni i zabijają się nawzajem… a przecież tylko Jahwe, może się dopuszczać tak „chwalebnych” czynów. Tak więc, nie przejmując się zbytnio konsekwencjami za wyjątkiem jednej rodziny, potopił wszystkich jak szło, tudzież przypadkowymi ofiarami okazały się też, niewinne zwierzęta. W uszach już mi pobrzmiewa, twarda argumentacja Refused’a, że Księgi Rodzaju, nie możemy interpretować dosłownie. Ale właśnie o to poniekąd mi chodzi, sami wybieramy sobie fragmenty pisma, które odczytujemy dosłownie a które tylko jako symbolikę, lub alegorię. Taka nauka, nieuchronnie prowadzi do nas do rozumowanie, iż wszystkie katastrofy, w których giną ludzie, są karą boską. Tak przy okazji, czy to nie przejaw krańcowego egocentryzmu, wierzyć np. w trzęsienie ziemi, o tak niewiarygodnej sile, że trzeba je przypisać, sile wyższej? Dlaczego, jakakolwiek istota boska, mająca na „głowie” cały wszechświat, bawiła by się w karanie za jakieś grzeszki? Ale co tam, wszak to Bóg, którego to poczynań, nie jesteśmy godni kwestionować, on tylko może decydować, kogo zostawić przy życiu a kogo utopić.
Kiedy doszło do zniszczenia Sodomy i Gomory, odpowiednikiem Noego stał się siostrzeniec Abrahama Lot. Bóg zdecydował się oszczędzić Lota i całą jego rodzinę, uznawszy go za człowieka wielkiej prawości, zapewne inni nie byli tego godni, lub w jakiś sposób nie spodobali się Bogu. Jahwe wysyła więc do Lota, dwóch aniołów – pod postacią „mężów”- aby Ci ostrzegli Lota, przed zbliżającym się deszczem siarki. Lot ugościł anioły w swym domu, jak należy, ale wkrótce lud dowiedziawszy się o gościach jego, zgromadził się pod domem jego i zaczął żądając, by wydał im swych gości
„ wywołali Lota i rzekli do niego: Gdzie tu są ci ludzi, którzy przyszli do ciebie tego wieczoru? Wyprowadź ich do nas, abyśmy mogli z nimi poswawolić.” (Rdz 19,5)
Odwaga, z jaką Lot bronił swych gości wykazuję, że Bóg dobrze wybrał go jako jedynego sprawiedliwego w całej Sodomie. Jednakże, traci on swą cnotę, gdy przejdziemy do argumentów, użytych przy obronie gości
„[…] rzekł im: Bracia moi, proszę wad, nie dopuszczajcie się tego występku! Mam dwie córki, które jeszcze nie żyły z mężczyzną, pozwólcie, że je wyprowadzę do was; postąpicie z nimi, jak się wam podoba, bylibyście tym ludziom niczego nie czynili, bo przecież są oni pod moim dachem!” (Rdz 19 7-

Jakkolwiek nie rozpatrywać tejże uroczej historyjki, rola kobiet w kulcie Jahwe pozostaję jednoznaczna – służyć mężczyźnie. W każdym razie, próba przehandlowania dziewictwa córek, nie była potrzebna, gdyż aniołowie(podobnie jak i Bóg) nie mieli ochoty się bawić i oślepili całe zgromadzenie. W każdym razie, wszyscy domownicy uszli cało, na prawie wszyscy, oprócz żony Lota, która popełniła przestępstwo, obejrzawszy się za siebie na płonące miasto, po czym Bóg uznał za stosowne zamienienie jej w słup soli. Obie młode panienki pojawiają się, jeszcze raz w piśmie, otóż po ucieczce z Sodomy, razem z tatusiem, zamieszkały w jaskini, gdzie spragnione męskiego towarzystwa, postanowiły upić tatusia i odbyć z nim stosunek. Lot spił się tak, że nie zauważył nawet kiedy starsza córka wślizgnęła się do jego łoża i kiedy z niego wyszła, jednakże był wystarczająco trzeźwy, by ją zapłodnić. Kolejnej nocy przyszła pora na młodszą i historia powtórzyła się, tyle tylko, że z inną obsadą. Jeśli ta patologiczna rodzina, naprawdę była najlepszym, czym mogła się pochwalić Sodoma, to postępowanie Boże, znajduję swoje uzasadnienie.
Przypowieścią tą, pragnę rozpocząć argument pierwszy „Stary Testament”.Chciałbym również dopowiedzieć, iż zmieniłem trochę styl jaki obrałem, ponieważ stwierdziłem, że samo argumentowanie cytatów, na wiele się nie zda.
Wujek Lota, Abraham był ojcem-założycielem, wszystkich trzech monoteistycznym religią na świecie, tak niekwestionowany status patriarchy, czyni daną osobę ustępującą jedynie samemu Bogu, ale twórca, największego na świecie urojenia, to główny bohater najsłynniejszej historii biblii, czyli z poświęceniem Izaaka. Otóż Bóg, kazał Abrahamowi uczynić ofiarę, z długo oczekiwanego przez niego syna, większość rodziców, zapewne wolała by się odwrócić od Boga, ale nie Abraham. On zbudował więc ołtarz, zebrał drewno na odpowiedni stos i już był trzymywał w ręce nóż, by odebrać synowi życie, gdy nagle, w ostatniej chwili, objawił mu się anioł i oświadczył, że Pan Bóg tak naprawdę sobie tylko żartował i tak naprawdę nie chce śmierci Izaaka, chodziło mu tylko o sprawdzenie wiary Abrahama. Przerażające jest to, że po takiej obleśnej wręcz historii, nadal oddajemy cześć temu samemu Bogu, chcąc nawracać na „jedyną ścieżkę” innych ludzi! Zapewne i w tym przypadku Refused będzie argumentować to tak, że przypowieści o Abrahamie nie możemy odczytywać dosłownie. Jeżeli nie mamy odczytywać tego dosłownie to jak? Jako alegorię? Alegorię czego? Bo chyba niczego naprawdę wartościowego. Pouczenie moralne? Jakiż to morał wypływa z tej przerażającej historii? W tym momencie chcę wykazać, że moralność z jaką odnosi się KrK, wcale nie wypływa z Pisma, a co za tym idzie z Boga. Rzec można, że Bóg po prostu ją sobie przypisał. Religijni apologeci, starają się nawet w tej przypowieści doszukać oznaki dobrej woli Boga, bo czyż nie jest wspaniałe to, iż w ostatniej chwili, Bóg zesłał anioła, aby Abraham nie musiał odbierać życia, swojemu synowi?
Podobnej historii możemy doszukać się w Księdze Hioba, gdzie to przedstawione jest jego życie. Hiob jest człowiekiem bogobojnym i prowadzi życie bogate w dostatek, ucztując, bawiąc się i trwoniąc swój majątek. Wtedy na niebieskich zastępach Szatan(ówcześnie jeden z aniołów, będących w „gwardii honorowej Boga”, nie ma on nic wspólnego, z dzisiejszymi wyobrażeniami jego osoby) zarzuca Hiobowi, iż ufa i wierzy Boga, bo jego życie jest pełne dostatku, miłości i radości. Bóg idąc w zakład z Szatanem -co dla mnie samo w sobie uwłacza jego wszechwiedzy- nie przejmując się tym, że niszczy biednemu Hiobowi życie, wystawia go na „próbę wiary”(Pamiętam, jak dziś ile śmiechu przysporzyła mi ta przypowieść na religii w gimnazjum, skrócona do granic możliwości, przedstawiająca w tym wszystkim Boga, jako miłego kolesia). Hiob traci majątek, Bóg zabija jego synów – bo w końcu, ile warte jest życie kilku osób, skoro można wygrać zakład-, Hioba opuszczają przyjaciele, zostaję sam, po czym leżąc goły dostaje jeszcze porządnego kopniaka w postaci trądu. Miły koleś z tego Boga nieprawdaż? Jak komuś zatruć życie to na całej linii… Hiob się jednak nie poddaję i mimo przeciwności, przeklinając Boga równocześnie wciąż oddaję się pod opiekę Boga i ufa mu. Tutaj następuję coś, co dla mnie samego jest niezrozumiałe wręcz… otóż Bóg przywraca mu jego dobra, „daje” mu nowych synów, ściąga z niego trąd i daje Hiobowi możliwość dłuższego życia. Chciałbym się ostać jeszcze przy tym: „daję mu nowych synów” zanim przejdziemy do kolejnego wątku, otóż, jaki był problem w tym by wskrzesić do życia synów jego, skoro Jezus nie miał z tym problemu, a i Łazarz został do życia przywrócony, może Bóg po prostu miał zły dzień, albo co… Po za tym, co dało mu prawo decydować o życiu swych „dzieci” kiedy i po co kto umrze? Mając jeszcze czelność zastępować synów jego nowymi. I co stałą się duszami, synów jego, których Bóg uśmiercił? Najgorsze jest to, że Hiob nie miał nic przeciwko temu, a przynajmniej nie wspomina o tym Pismo, chyba żaden kochający i normalny rodzic, od tak nie przyjął by śmierci swych dzieci, argumentując sobie to tym, że zrobi sobie nowych… Zresztą, w jakim to absurdzie się przy tym wątku pogrążamy… Skończymy to i wpadnijmy w odwiedziny do Mojżesza.
Niewyobrażalna wściekłość starotestamentowego Boga, ilekroć ktoś z jego wybranego narodu próbował flirtować z jakimś obcym bogiem, kojarzy się za to wyłącznie z prymitywną zazdrością nie dość, że najgorszego typu, to jeszcze o wyraźnie seksualnym podłożu; w tym wypadku dzisiejszy etyk, miałby nie lada problem ze wskazaniem wzorca do naśladowania. Pokusa seksualnej niewierności jest zupełnie zrozumiała, nawet dla tych którzy nigdy jej nie doświadczyli. Jednakże nieodparta skłonność do czczenia cudzych bogów, dla nas ludzi współczesnych, jest czymś, z czym trudno jest się identyfikować. Być może jest to po prostu zwykła naiwność z mojej strony, ale sądzę, że przestrzeganie przykazania „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” jest błahostką. To drobiazg, można rzec, choćby w porównaniu z „Nie pożądaj żony bliźniego swego”. Tymczasem przez cały Stary Testament z nużącą monotonią jak w kiepskich serialu, gdy tylko Pan Izraela odwróci się na moment, ludzie rzucają się do ołtarzy Baala, czy też innych bożków no i wreszcie do niefortunnego złotego cielca, jednakże do samego problemu „zazdrości”, wrócę później.
Bardzie niż Abraham, wzorcem moralnym dla wyznawców religii monoteistycznych może być Mojżesz, o ile ten pierwszy był najstarszym z patriarchów, to ten był pierwszym, który ustanowił doktrynę judaistyczna. Historia ze złotym cielcem, jest jedną z tych, które lubię ponieważ, w dosłowny sposób ilustrują gniew miłosiernego Boga.
Gdy Mojżesz na Górze Synaj właśnie łączył się z Panem Bogiem, odbierając od niego boską ręką spisane kamienne tablice, ludzie na dole, nie marnowali czasu:
„A gdy lud widział, że Mojżesz opóźniał swój powrót z góry, zebrał się przed Aaronem i powiedział do niego: uczyć nam boga, który by szedł przed nami, bo nie wiemy, co się stało z Mojżeszem, tym mężem, który nas wyprowadził z ziemi egipskiej” (Wj 32,1)
Aaron namówił więc wszystkich, by oddali m całe złoto jakie posiadają, stopił je i sporządził złotego cielca, nie marnując czasu, dla nowopowstałego bóstwa wybudował też ołtarz, aby ludzie mogli składać mu ofiary. No cóż, mądre to nie było, drwić sobie z Boga za jego plecami. Może i gawędził właśnie z Mojżeszem, ale przecież Pan jest wszechwiedzący i nic się przed nim nie ukryje. Toteż, od razu zesłał Mojżesza na dół, by ten stał się egzekutorem jego woli. Zszedł więc posłuszny Mojżesz na dół z kamiennymi tablicami, lecz gdy zobaczył złotego cielca, tak go to rozgniewało, że potłukł boskie przykazania, tak jak i cielca, którego spalił i zmielił na proszek, który kazał wypić Izraelitom. Później zwołał Mojżesz do siebie mężów z kapłańskiego rodu lewitów, i kazał im pochwycić za miecz i zabić tak wielu ludzi jak tylko się da. W skutek czego życie straciło jakieś trzy tysiące osób, ale to przecież za mało by załagodzić boską zazdrość i dąsy. Jednakże Pan się dopiero rozkręcał z ostatnich słów tej niechybnie przerażającej księgi czytamy, że dodatkowo ukarał jeszcze lud za to, iż uczynił on sobie złotego cielca. W księdze liczb doszukamy się natomiast o zdarzeniu, które dla dzisiejszego chrześcijanina było by chyba lekko obraźliwe, otóż Bóg podburzył Mojżesza do ataku na Madianitów. Izraelici z tym poradzili sobie bez problemu, szybko wyrzynając wszystkich mężczyzn i spalili madianickie miasta, oszczędzili jednak kobiety i dzieci. Samowolne politowanie żołnierzy, rozwścieczyło jednak Boga i polecił im Mojżesz wymordować również kobiety i dzieci.
„Jedynie wszystkie dziewczęta, które jeszcze nie obcowały z mężczyzną, zostawcie dla siebie przy życiu.”(Lb. 31,18)
Pardon, Mojżesz nie jest chyba jednak właściwym wzorcem moralnym, przekładając to na nasze czasy. Jeśli dzisiaj jakiś współczesny interpretator pisma, przypisuje masakrze Madianitów symboliczne czy alegoryczne znaczenie, to jest to bardzo opaczna alegoria.
Chyba najbardziej skutecznym kusicielem spośród obcych bogów był Baal. W księdze licz doczytamy się również, iż wielu synów Izraela dało się skusić Moabitom i zaczęli oddawać cześć Baalowi. Nie trzeba chyba napominać, iż Bóg zareagował z charakterystyczną dla siebie furią…
„I rzekł Pan do Mojżesza: Zbierz wszystkich przywódców ludu i powieś ich dla Pana wprost słońca, a wtedy odwróci się zapalczywość gniewu Pana od Izraela” (Lb 25,4)
Trudno jest mi zaakceptować, wręcz drakońską karę za flirtowanie z obcym bogiem –zważając choćby na dzisiejsze standardy moralne i poczucie sprawiedliwości-, jednakże samo przewinienie i tak wydaję mi się śmieszne, w porównaniu z wydaniem własnej córki bandzie rozgoryczonych gwałcicieli.
Maniakalna zazdrość Jahwe przewija się dosłownie przez Stary Testament. To ona jest źródłem pierwszego z dziesięciu przykazań, tym samym Bóg wyraźnie zaznaczył co jest dla niego naprawdę ważne. Przyobiecał również Mojżeszowi, że wygna z ich własnej ziemi każdego:
„Amorytę, Kananejczyka, Hetytę(W piśmie było przez CH, jednakże Word niefortunnie nie pozwał mi napisać przez CH, samoistnie zmieniając na H), Peryzzytę, Chiwwitę i Jebusytę”(Wj 34,11)
No cóż, po prostu mieli pecha, jednakże w zamian sformułował dość jednoznacznie swoje żądanie:
„Natomiast zburzcie ich ołtarze, skruszcie czczone przez nich stele i wyrąbcie szery. Nie będziesz oddawał pokłonu bogu obcemu, bo Pan ma na imię Zazdrosny: jest Bogiem zazdrosnym. Nie będziesz zawierał przymierzy z mieszkańcami tego kraju, aby gdy będą uprawiać nierząd z bogami obcymi i składać ofiary bogom swoim, nie zaprosili cię do spożywania ich ofiary. A także nie możesz brać ich córek za żony dla swych synów, aby one, uprawiając nierząd z obcymi bogami, nie przywiodły twoich synów do nierządu z bogami obcymi. Nie uczynisz sobie bogów ulanych z metalu” (Wj 34,13-17)
Sympatyczny koleś nieprawdaż? Tak przy okazji, niech nikomu, kto jeszcze o tym nie wie, nie wydaję się, iż boski bohater biblijnych opowieści żywi jakiekolwiek skrupuły przed ludobójstwem. Przede wszystkim Pan nakazał odmiennie traktować podbite ludy i te, które żyły w sąsiedztwie. Te drugie miały jednak o tyle szczęścia, że Ci mogli się oddać Izraelitom, jednakże, jeżeli tego nie uczynili należało ich napaść, wybić w pień wszystkich mężczyzn a kobiety i niewiasty przejąć na własność, dla spełniania własnych potrzeb. Jednakże i tak możemy to potraktować jako humanitarne rozwiązanie, mając na względzie co Pan kazał zrobić z mieszkańcami Ziemi Obiecanej:
„Ale z miast narodów tych, które Pan, Bóg twój, podawa tobie w dziedzictwo, żadnej duży żywić nie będziesz. Lecz do szczętu wytracisz je, Hetejczyka, AMorejczyka, Chananejczyka i Ferenezejczyka , Hewejczyka, i Jebuzejczyka, jak rozkazał Pan, Bóg twój”(V Mój 20 16-17)
Czym dalej pogrążam się w tej debacie, tym coraz „sympatyczniejszy” robi się Jahwe.
Oto na przykład niepełny wykaz czynów, za które karać należy śmiercią:
-złorzeczenie rodzicom
-cudzołóstwo
-seks z macochą lub synową
-homoseksualizm
-poślubienie jednocześnie kobiety i jej córki
-obcowanie płciowe ze zwierzęciem
Karą śmierci należy również karać za pracę w szabat, co doskonale zobrazowane zostało w Księdze Liczb. Otóż synowie Izraela złapali w szabat człowieka zbierającego drwa na opał na pustkowiu. Schwytawszy go natychmiast, spytali Pana co mają z nim zrobić, tego dnia Bóg był widocznie nie w humorze, bo nie bawił w się kary pośrednie, gdyż:
„rzekł do Mojżesza: Człowiek ten musi umrzeć – cała społeczność ma go poza obozem ukamieniować. Wyprowadziło go więc całe zgromadzenie poza obóz i ukamieniowało według rozkazu, jaki wydał Pan Mojżeszowi” (Lb 15, 35-36)
Czy ten zupełnie nieszkodliwy zbieracz drzewa, nie miał rodziny i dzieci, które go opłakiwały? Czy nie trząsł się ze strachu, gdy całe zgromadzenie wywlókł go z wioski? Czy nie krzyczał z bólu, gdy dosięgał go grad kamieni? Ale co to kogo, ówdzie obchodziło, ważne, że Jahwe poczuł się dowartościowany…
Jahwe jest bogiem pełnym błogosławieństwa, ale nie dla tych co w nierząd z innymi bogami popadają, a jeżeli już niechybnie tak się stanie…
„Przeklęty będziesz w mieście i przeklęty będziesz na polu. Zaręczysz się z kobietą, a inny mężczyzna będzie z nią obcował. Twój wół na twoich oczach zostanie zarżnięty, ale ty jeść z niego nie będziesz! Pan dotknie cię złośliwymi wrzodami na twoich kolanach i na twoich udach, z których nie będziesz mógł się wyleczyć, od stopy twojej nogi aż do wierzchu twojej głowy! Dużo ziarna wyniesiesz na pole, a mało zbierzesz, gdyż zeżre je szarańcza. Synów i córki spłodzisz, ale nie będziesz ich miał, bo pójdą do niewoli. Wszystkie twoje drzewa i plon twojej ziemi obejmie w posiadanie robactwo.”( V Moj 28:14-42)
Nie jeden psychopata, w zakładzie zamkniętym pozazdrościł by Jahwe, stylu w jakim realizuje swoje wizje, czy mamy tu do czynienie z niepełnym sił umysłowych szaleńcem?
„Będziesz jadł twoje własne potomstwo, ciała twoich synów i córek, które dał ci Pan, Bóg twój, w czasie oblężenia i ucisku. Kobieta najbardziej między wami wydelikacona i wypieszczona, … będzie zazdrościć … córce nawet łożyska, które wychodzi spomiędzy jej nóg, i nawet swoich dzieci, które porodzi, gdyż sama potajemnie zjadać je będzie z braku czegośkolwiek innego w czasie oblężenia i ucisku, jakim uciśnie cię twój nieprzyjaciel w twoich miastach.”( V Moj 28:53-57)
To słowa Boga, który przecież ślepo nas wszystkich kocha i nie chciałby, aby choć jedna jego owieczka się skaleczyła. Ale nie bądźmy dla niego tacy okrutnicy bywa, że i on sam ma gest. Bo…
„jeżeli dwaj mężczyźni będą się bić z sobą, a podbiegnie do nich żona jednego z nich, aby wyrwać swego męża z rąk tego, który go bije, i wyciągnie swoją rękę, i pochwyci tamtego za jego narządy wstydliwe, to odetniesz jej dłoń. Oko twoje nie ulituje się.”( V Moj25:11-12)
Czyż nie doświadczamy tu aktu miłosierdzia? Wszak mógł kazać ją ukamieniować, powiesić, poćwiartować… Gorzej jednak sprawa ma się z córkami kapłanów robiącymi dobrze raz temu, raz tamtemu:
„Jeśli córka kapłana zbezcześci się przez nierząd, to bezcześci swojego ojca. Będzie spalona w ogniu.” (III Moj 20,9)
Ale oprócz zabijania, wieszania, nadziewania na pal i kamieniowania, ten tyran ma wiele innych fascynacji, jak np. kwiaty :
„jeżeli będziesz oblegał jakieś miasto przez długi czas, walcząc przeciwko niemu, aby je zdobyć, nie niszcz jego drzew podnosząc na nie siekierę, bo z nich możesz się żywić; nie wycinaj ich więc, bo czyż drzewo polne jest człowiekiem, aby miało być przez ciebie oblegane?” (V Moj 20, 19)
Pamiętaj dbaj o drzewa! Są one takie słabe i kruche, że mogła by się stać krzywda, a w dodatku mogą się przydać na przyszłość owocując. Pogan zaś wyrżnij w pień, oni mogą cię co najwyżej zwodzić i namawiać do nierządu z obcymi bogami.
Jahwe niepodważalnie jest Bogiem Miłości. Miłości do samego siebie… do krwi, mordowania, palenia żywcem, nadziewania na pal, torturowaniu i… do ofiar z baranów. W końcu nic tak nie łechce boskich nozdrzy jak zapach krwi o poranku, tym lepiej jeżeli to krew człowieka lub własnego syna… Ale, czemu się dziwić skoro jego prawdziwe imię brzmi El Szaddaj - Bóg Niszczyciel.(Podsumowanie oparte, na zakończeniu jednego z artykułów na racjonalista.pl)
To nie jest śmieszne, nie rozumiem też skąd wziął Ci się pomysł jakobym był matematyczną duszą. W całej okazałości podzielam miłość do humanizmu i to humanizm stawiam na pierwszym miejscu.
Tak dużo o istocie Boga wiesz, że ważysz się w taki pewny sposób komentować (co myślał, jakie zamiary miał, co wiedział o ew. przyszłości mordowanych) ? - chłopie, aniołowie tego nie wiedzą.
Skoro tak krytycznie o Bogu się wyrażasz to zakładasz jego istnienie (chyba logicznie z całym bagażem kar i obietnic) - skoro istnieje niebo to każde cierpienie tutaj jest pryszczem
Ah... znowu wpychasz swoich aniołów, chłopie oni nie istnieją więc nie mogą tego wiedzieć. W odróżnieniu od twoich skrzydlatych przyjaciół ja bazuję na Piśmie Świętym, przecież nie raz nie dwa ludzie wiary zarzekają się iż jest ono słowem Bożym. Dla mnie to tylko zbiór opowieści i legend danej religii. Posuwasz się do twierdzenia, że akceptuję istnienie Boga. Ależ czy nie jest oczywistym, że skoro osoba jego występuje w Piśmie Świętym, które jest przez ogół akceptowane to w jakiś sposób jest powoływany do życia ? Tym samym obalam tylko mniemanie o miłosierdziu danej postaci. Stary jak i Nowy Testament są w gruncie rzeczy charakterystyką dynamiczną samego Jahwe, który z czasem potulnieje. Tu nie potrzeba wiedzy anielskiej, wystarczy biblia czy książki z interpretacją pisma świętego jak choćby książki naszych polskich filozofów Heleny Eilstein
czy też Zbigniewa Mikołajko.
Czytałem ostanio arcyciekawą książkę - nie ma nic gorszego niż krytykowanie. Człowiek jest tak silny i tak wspaniały że poradzi sobie z większością trudów - byleby tylko nie pałętali mu się pod nogami siewcy zwątpienia i odwracacze uwagi od celu
Z całym szacunkiem, ale to dość kontrowersyjne twierdzenie. Po pierwsze zacznijmy od owego człowieka. Jak piszesz, ma być on silny i wspaniały. W rzeczywistości ludzie to tylko małpy, trochę wyższe od obecnych przedstawicieli tej grupy istot i mniej owłosione, ale wciąż małpy. Małpy, które stanowią motłoch... motłoch, na którego czele musi stanąć jakaś super inteligentna małpa, która wypierze mózgi innym małpkom, by te mogły jakoś działać. Nasze społeczeństwo posiada świadomość zbiorową, co odzwierciedla się tym iż z każdym dniem zanika zdolność samodzielnego myślenia. To trochę przypomina ul albo mrowisko, na szczycie miejsce królowej zajmuje ta super inteligentna małpka, a inne pracują nie przywiązując do tego większej wagi. Tym bardziej te doskonałe istoty są podatne na sugestie, bez problemu przyjmują banialuki takie jak Bóg, honor czy ojczyzna. A gdzie pojęcie gatunek ? Czy walka i mordowanie innych, o skrawek terytorium, który nazywają ojczyzną jest tego wart ? Czy mordowanie w imię idei czy też religii ma jakiś sens ? Ludzie nie są doskonali, ludzie są żałośni, ale to właśnie to, że wszyscy jesteśmy żałośni czyni nas interesującymi.
Krytykowanie nie jest niczym złym, chyba że chrześcijaństwo przyjmuje teraz taką formę obrony, gdy kończą się argumenty ( Polski katolicyzm jest zamknięty na metafizykę to wcale nie dziwi mnie, że przechodzi do coraz to skrajniejszej obrony). Krytyka jest rzeczą potrzebną, potrzebną bo za jej pomocą dostrzegamy własne błędy, dobra krytyka skłania nas do przemyśleń ale i ta słaba zostaje w podświadomości. Samemu obarczając krytykę złymi epitetami sam jej używasz w odniesieniu do moich postów, a więc błędne koło się zamyka. Jednakże, krytyka sama w sobie nie jest zła i jestem ciekaw, kto jest twórcą tej książki ( no chyba, że pan Kołakowski, to te pojęcie krytyki jestem w stanie zrozumieć, bo rzeczywiście przedstawia je od złej strony, ba ! krytykuję krytykę).
Siewcy zwątpienia, istnieje takie coś jak sceptycyzm chociaż ten w kręgach osób wierzących jest chyba wiązany z czymś złym. Bo prędzej czy później doprowadza do zastanowienia się nad sensem swojej wiary, niekiedy odrzucenia jej a jak pokazuje Pismo i historia, ten kto zaczyna rozważać nad swoją wiarą albo ją kwestionować jest zły.