Ideały są piękne. Wolność, wolność, wolność. Sam uważam się za liberała. "Pech", że konserwatywnego.
Oczywiście, że każdy, w ramach swojej wolności może robić to na co przyjdzie mu ochota. Może (że przywołam to zwierzę raz jeszcze) parzyć się z kozą. Nie powinno Nas to w żadnym stopniu obchodzić, o ile koza była jego.
Problem pojawia się wtedy, gdy miłośnicy koziej miłości wychodzą na ulicę i zaczynają domagać się praw, równouprawnienia, braku dyskryminacji. Oni tłumaczą, że przecież są szczęśliwi, że są normalnymi ludźmi i chcą żyć w społeczeństwie. Ostatecznie, domagają się (tak właśnie - po akceptacji znikają prośby i zaczynają się żądania) możliwości adopcji dzieci. No bo przecież część z nich to wspaniali ludzie więc i dzieci dobrze wychowają, niekoniecznie na zoofilii.
Pytanie pojawia się jedno - jaki jest Nasz cel? Czy chcemy, by cywilizacja, która dała nam mleko, stała się rynsztokiem, globalnym Gotham City? Konserwatyzm to "skłonność do zachowania przy równoczesnej możliwości ulepszenia". Czy popularyzacja stosunków z kozą czy z chomikiem jest jakimś ulepszeniem? Względnie - oczywiście. Rzecz jednak w tym, jaki przyjmiemy punkt widzenia.
Homoseksualizm ma dwie strony. Z jednej jest odmienny od powyższego tylko pozornie: związek homo dwóch osób nie różni się w pojęciu ideowym od dwóch osób uprawiających seks z kozami. To i to przeczy naturze. Skrajny fetyszyzm - mimo, że jest chorobą - potrafi ciągle dać potomstwo.
Jest jednak ta druga strona: człowiek kocha człowieka - z wzajemnością. Jest to powód, dla którego dwoje homoseksualistów, w momencie publicznego przyznania się do swojej orientacji, nie powinno, czy nawet nie może być odtrąconych. Powszechne przyjęcie ich sposobu na życie jako jednego z obowiązujących - też jednak nie może zaistnieć.
Co do zarzutu na temat akceptacji lesbijek, a agresywnym stosunkiem (że tak to niefortunnie ujmę) do gejów, ze strony mężczyzn, jest coś jeszcze - poza argumentem estetycznym. Czytałem swego czasu artykuł, którego tezą było to, że kobiety są z natury monogamiczne - a mężczyźni poligamiczni. Jednym z wyników badań popierających tę tezę był ten, w którym przytoczono dane z WB. Wniosek był prosty: lesbijki mają bardzo mało partnerek, bardzo często przez całe życie tylko jedną. W przypadku gejów natomiast dane były porażające. Jako z natury poligamiczni, mieli oni wręcz ogromną liczbę partnerów.
Gdy widzimy lesbijki - widzimy słodką miłość, gdy gejów - estetycznie odrzucający Nas (facetów) seks.
Poza tym błędem jest rozpatrywanie problemu całościowo. Jesteśmy różni więc różne rzeczy mogą Nas odpychać.
Wolność to przymiot należny wszystkim ludziom. Jako istoty społeczne jednakże, musimy być świadomi tego, że żyjemy w domu zbudowanym przez Naszych dziadków - i żyć będą w nim nasze wnuki. Skoro Nam udało się dotrwać czasu kiedy mogliśmy w nim zamieszkać, to udoskonalajmy go - ale nie psujmy jego fundamentów i ścian. Nie przesuwajmy granicy.
Użytkownik _Silent_ edytował ten post 13.03.2008 - 16:25