Dzisiaj mniej wiecej o godzinie 15 poszedlem z psem na spacer. Dzien jakis taki spokojny, wszedzie cicho, ogolnie jakby w okolicy nikogo nie bylo. W pewnym momencie ktos przechodzil obok mnie i cos chcial spytac. Byly to 2 dziewczyny. Myslalem ze spytaja o ulice czy godzine, ale to co mnie spytali - po prostu zaskoczylo. Pytanie: "Jak mozemy szerzyc wiare?". Sekunda zastanowienia, mysle moze jakas sekta, albo moze sa katolikami. I potem mowie: "Nie naleze do zadnej grupy."
To cale zdarzenie dalo mi duzo do myslenia, mianowicie stwierdzilem ze jakakolwiek religia to manipulacja ludzmi i mydlenie oczu. Zamiast zajac sie wazniejszymi problemami, ludzie bawia sie jak w piaskownicy, jak dzieci normalnie. Nie chcem nikogo obrazic. Wiara, modlitwa, zasady moralne i takie tam OK. Jak ktos chce zyc surowo, a nikt mu tego nie narzuca to OK, ale jak ktos biega codziennie lub czesto do kosciola, sklada swoja ofiare w postaci kasy i mowi ze bedzie zbawiony to naprawde zal mi ich.
To nie BOG bedzie nas osadzac tylko my sami - nasze sumienie. Sami musimy okreslic co jest zle a co dobre, a nie sluchac ksiezy (wiekszosci) i ich narzucaniu swoich pogladow.
Ale wracajmy do tematu. Ostatnio sie nie przejmuje 2012, co bedzie to bedzie. Ja probuje zyc teraz normalnie, i chcem osiagnac wiele. Jezeli naprawde do czegos dojdzie to bedzie to dla mnie jakas szansa zaistniec (mam nadzieje), a jak nie to bede sobie juz siedzial gdzies na Hawajach

Sory, ale nie moglem tego nie napisac.
Jezeli nic sie nie wydarzy to bede sie smial z tlumaczen projektu cheops itp.