Już jako mały dzieciak rozmyślałem o istnieniu reinkarnacji, nie znając nawet takiej nazwy... teraz mam pewność, że istnieje.
Udowodnić wam niestety tego nie mogę, ale ja o tym wiem.
Otóż, już jak byłem małym dzieckiem, w wieku 5/6 lat dostałem komputer (stary złom przywieziony z zagranicy z "sprzątania") no i to był komputer w zasadzie dla mnie - robiłem w nim co chciałem, rodzice się nawet do niego nie zbliżali.

Miałem jakieś płyty z jakiejś zagranicznej gazety i tam był sobie taki programik edukacyjny o egipcie. Jakieś piramidki,
oczka horusa itp. To drugie przerażało mnie to naprawdę, ciężko opisać to uczucie.
Skąd u 5/6 letniego dziecka taka reakcja? Przecież nie mogłem mieć o tym jakiegokolwiek większego pojęcia. Ale to nie koniec, bo to jeszcze żadna pewność. Później miałem jakąś płytkę, z jakiegoś niezbędnika czy czegoś. Pełno różnych badziewiastych programików, w tym "The all seeing eye", program do sprawdzania serwerów do gier. Z ikonką "oka" lub "oka w piramidzie" można sprawdzić w internecie. Ja teraz nie mogę, bo jest noc, zawału bym dostał chyba, boję się to pisać wręcz, ale skoro już zacząłem to skończę.
Jakieś 2 lata temu dowiedziałem się o 2pacu, zacząłem słuchać i jakoś dziwnie znajoma mi była spora część jego utworów. Może i z dzieciństwa zapamiętałem, ale aż tyle? No i w końcu się zaczęło. Dowiedziałem o NWO, Iluminatach, o tym, że 2pac wiedział o iluminatach. Już przed 2pacem kupiłem sobie DSa i już mi coś w pewnej znanej wielu grze The Legend of Zelda zaczęło nie pasować. Dosłownie wszystko mnie kierowało, by się o tym wszystkim dowiedzieć. Problem w tym, że w wieku 5 lat, nie mogłem miec o czymś takim pojęcia, więc dlaczego się tego bałem?
Na dodatek gdy byłem jeszcze malutki byłem przekonany, że pamiętam co było zanim się urodziłem. Z czasem pamiętam coraz mniej, ale wiem, że pamiętałem...
Teraz zupełnie inaczej patrzę na świat. Mam tą pewność, że to nie jest początek i to nie jest koniec. Wiem, że po coś żyję na tym pieprzonym świecie, inaczej nie przybyłbym tu ponownie. No chyba, że nie miałem wyjścia. Tego za życia się na pewno nie dowiem. Życie zdążyło mnie porządnie skrzywdzić, niosło za sobą i nadal niesie za sobą wiele pokus. Dziwię się, że jeszcze nie zwariowałem, że nie uległem presji otocznie, że chyba jeszcze jestem prawdziwy. Życie to test.
Miałem kiedyś sen, niesamowicie realny. Dostałem w nim wybór - sprzedam swą duszę, zaprzestam robienia tego co robię i będę żył normalnie albo będę przeklęty i wydarzy się coś dla mnie osobiście strasznego. Nie uległem. Potem przez jakiś czas rozmyślałem o tym śnie... w rzeczywistości również nie uległem.
I co? Stało się dokładnie to o czym mowa była w tym śnie. A było to na tamtą chwilę nie do przewidzenia...
Nie wierzę w niebo, ani nic podobnego. To nie ma sensu. Przynajmniej ja niechciałbym w nieskończoność świadomie latać w obłokach. Wieczne szczęście, miłość, bla bla. Życie bez dualizmu nie istnieje. Nic nie może trwać w nieskończoność. Reinkarnacja nawet miliony razy ma sens, choćby z tego względu, że nie pamiętamy poprzednich wcieleń, żyjemy za każdym razem od nowa. I to jest piękne.
@rolpiek: Dość dobrze pamiętam ślub mojej ciotki - tzn. pewien fragment jak nosili stoły. Miałem wtedy 1.5 roku...
Użytkownik Ban edytował ten post 22.05.2010 - 01:28