Napisano
05.09.2008 - 20:14
Lamb3rt - dlaczego, nie? Niby warunki, rozwój, moralność etc. całkowite różne, lecz fanatyzm to uczucie, które każdy (kto jest w stanie je poczuć) odczuwa w ten sam sposób, nie? Zmiany w mózgu, przepływ impulsów elektrycznych z neuronów, pełnych nienawiści do wszystkiego, co inne, niż wyznawana, otoczona kultem sprawa, czymkolwiek by ona nie była... Nadal obstawiam (zwłaszcza, że poza epitetem w żaden sposób nie wykazałeś, iż Twoje słowa nie są po prostu wypełnioną jadem antychrześcijańską paplaniną) przy tezie, iż Kościół Katolicki nie jest w żadnym stopniu gorszą i bardziej morderczą instytucją od innych, jemu podobnych. Poza tym milionom ludzi, manipulowanych, zakłamanych, czy okłamywanych, daje nadzieje, choćby na wspominane w tym temacie wielokrotnie życie wieczne, ale też częstokroć sprawiedliwość na tym świecie, siłę, by dalej funkcjonować, oparcie. Jeżeli nawet część z nich, czy też wszyscy nawet, nie są świadomi tych manipulacji, lecz jest im z tym dobrze, gdyż błogi konformizm może być dla niektórych, tych, którzy boją się podjąć odpowiedzialność za własne czyny, wybawieniem od tortury samodzielnego myślenia i możliwości dojścia np. do tezy o nieistnieniu czegokolwiek po śmierci i kompletnym braku świadomości, w co wierzymy; myślę, że w takim wypadku radość wyznawców w jakimś stopniu (małym, bardzo małym) rekompensuje popełnione wcześniej zbrodnie.
Sądzę, że tak, jak w telewizji mamy wybór programów i możemy przełączyć lub nie oglądać tego, co nas nie interesuje, czy nie czytać gazet w rodzaju Fucktu, jeśli uważamy je za brukowce, tak nie trzeba zważać na KK, czy każdą inną religijną organizację, o ile nie wchodzi w nasze życie z butami (ja tego w stosunku do KK nie odczuwam). Jeśli coś ma swoich fanów, odbiorców i daje takim ludziom radość, czy inny rodzaj pociechy, niech tkwi w swojej komercji, głupocie, czymkolwiek innym, byle bym ja nie musiał na tym cierpieć bardziej, niż jak w stosunku do organizacji państwowych etc.
I poza tym wykazałem też przecież, iż krwawe rytuały nie miały miejsca głównie w Indiach, co chyba jest oczywistym. Grecja, Rzym, przedkolumbijska Ameryka płd. i śr., świat Słowian, Bliski Wschód, Skandynawia - takie motywy pojawiały się w prawie każdej religii! Bogowie kochają, gdy ludzka krew ścieka po ołtarzach, cholerne z nich mizantropy :-D I Jehweh się na ich tle raczej niczym specjalnym nie wyróżnia.
Jeśli się mylę, dochodzę do błędnych wniosków etc. - proszę, poprawcie mnie. I tak właściwie to przepraszam za offtop, bo o życiu po śmierci wspomniałem w końcu jedynie w kilku słowach. Po prostu z tym, co na jej temat sądzę, zdążyłem się już podzielić, a pisać do Lamb3rta na PRIV...? Może kogoś ta dyskusja interesuje, może jest potrzebne, by powtarzać o takich rzeczach... Liczę na wyrozumiałość :-)