U mnie w parafii nikt nic takiego nie mówi........i co teraz?
A no to, iż ogół stanowi doktrynę, nie zaś jednostka, a nasze polskie realia są niestety takie, iż Kościół za obowiązek obywatelski uważa fakt "dobrowolnego" dawania przez wiernych "na tacę", i sporo księży, zwłaszcza z zaściankowych parafii, wychowujących swoich wiernych na zasadach w jakich sami się wychowywali i z którymi jest im wygodnie, utwierdza ich w przekonaniu, iż grzechem jest niejednokrotnie rzecz, którą zarówno Ty, czy ja, jak i reszta forumowiczów tutaj uznałaby za wierutną BZDURĘ. Przykładem jest nadinterpretacja owego piątego przykazania "dawaj na tacę i płać księdzu OC (za nową toyotę czy innego "majbaha")". I czy tego chcesz drogi ktosiufie czy też nie, ci księża uparcie wmawiają ludziom, iż kiedy nie dadzą na tacę, czy nie chcą zapłacić "dobrowolnie" 300PLN za ochrzczenie dziecka lub 500-600 za udzielenie im ślubu, to popelniają sztandarowy grzech główny i powinni się czuć winni i gorsi od reszty, pomijam już fakt obowiązkowej opłaty za odprawienie nabożeństwa nad zmarłym (nie mówię tu o kosztach pochówku, co od razu zaznaczam, żebyś czasem nie znadinterpretował). Jeśli chcesz to przykładów nie musisz daleko szukać, bo zaraz pojawi się na twoje życzenie lista, może nawet z twojej okolicy, zachowań księży zupełnie do niech "niepoprawnych ideologicznie". A odkrycia nie stanowi stwierdzenie, iż jeśli człowiek jest nieustannie utwierdzany w jakiejś "prawdzie", to przyjmuje ją jako swoją własną i zaczyna ją wyznawać, zwykła zagrywka z zakresu socjologii. Zupełnie tak samo, chociaż to przykład nieco odbiegający od kontekstu tej rozmowy, jak w eksperymencie, w którym porządnemu obywatelowi - ochotnikowi, wmawiano, iż jest kłamcą i zachowywano się względem niego zupełnie tak, jakby owym kłamcą był, w kilka miesięcy pojawiły się zmiany psychologiczne, po kilku latach sam przyjął ową opinię do siebie, i pomiomo, iż była to wierutna bzdura, uparcie przyznawał się do tego, iż jest nikim innym jak kłamcą. A teraz pomyśl co, jako prawdę, przyjmują osoby chcące wykazać się wiarą, nie tylko przed innymi (chociaż ci przede wszystkim), lecz i ci chcący wierzyć dla siebie? Oczywiście słowa mówione im przez kogoś, kogo uważają za najgodniejszego zaufania, czyli księdza. I tu tok rozumowania zapętla się do pierwszego zdania mojej wypowiedzi, w Polsce realia mamy takie, iż wielu (nie mówię, iż wszyscy) księży kieruje swoim stadkiem w kierunku, który im najlepiej odpowiada. Smutne, przykre, nasze polskie

Chyba czas już coś z tym zrobić, a nie uparcie jedynie temu zjawisku zaprzeczać, nie sądzisz?