Wybaczcie mi ze uzywam liter tylko z kodu asci ale nie mam sily klikac tego malego brzydkiego alt'u.
Kilka miesiecy temu postanowilem zaprzestac pisac w dziale dotyczacym religii i filozofii. Za kazdym razem jak mialem sie wypowiedziec popadalem w tak dlugie zamysly, iz po chwili stwierdzalem, ze pisanie na klawiaturze nie zgwarantuje mi wystarczajacej predkosci aby wszystko 'przelac na papier'. Moze zaczne troche od mojego dziecinstwa (moze Wam sie to niespodobac ale postanowilem sie rozpisac).
Dorastalem w rodzinie, ktora nie byla jakos fanatycznie nastawiona do religii. Czlowiek chodzil bo musial. Roslem sobie powoli rozwijajac swoj filozoficzny umysl. W wieku 5-6 lat rzucalem pytaniami do starszych osob szybciej niz mogli mi odpowiadac. W takich sytuacjach zawsze moglem polegac na mojej babci

... do poznych godzin pytalem o rzeczy z zakresu astronomii, religii, biologii itd. Praktycznie nigdy, na zadane pytanie, nie dostawalem jednoznacznej odpowiedzi. Dzisiaj ciesze sie, ze ludzie przy ktorych ksztaltowalem swoj umysl pozwolili mi na swobodne poznawanie otaczajacego mnie swiata. Nigdy nie zdarzyla sie sytuacja, w ktorej ktos mowil mi "chodz do kosciola bo pojdziesz do piekla" etc. Zawsze moglem bezproblemowo wyrazac to co mnie zastanawialo.
Przyszedl czas szkoly, religii i Boga. Malymi krokami zblizalem sie do Pierwszej Komunii lykajac wszystko co slyszalem od katachetow. Byl to wiek, w ktorym mlody czlowiek nie ma w swojej naturze zaciecia do buntu i sprzeciwu w stosunku do osob 'lepiej wyksztalconych'. Lata mijaly, a ja coraz bardziej poznawalem to co chcialem poznawac. Chodzenie do kosciola ograniczylo sie do przymusowych wypadow raz na miesiac lub dluzej. Widzialem, ze nie wszystkim sie to podoba (bo co pomysla sasiedzi). Z czasem prawie zaprzestalem uczestniczyc we mszy.
W czasie tych wszystkich lat zdarzylem juz pojac co tak na prawde mnie interesuje. Uwielbialem sluchac o rzeczach nie tylko mało zrozumianych przeze mnie ale takze i naukowcow. Koniec swiata, Bog, kosmos, przepowiednie. Pisalem juz o tym wczesniej ale sie powtorze...
Pamietam zblizajacy sie rok 2000 i wielkie halo dotyczace nadejscia apokalipsy. Mialem wtedy 8-9 lat i przyznam sie bez bicia, ze kiedy tylko slyszalem o tragediach zwiazanych z ta data, plakalem. Myslalem jak to jest jak sie umiera, jak to jest po tej drugiej stronie, jak wyglada 'niebo' do ktorego powinienem pojsc... W tym samym czasie w mojej rodzinie zaczely psuc sie relacje. Nie bede tutaj tego opisywal poniewaz czlowiek ma wiele wlasnych problemow i nie posiada potrzeby poznania wiecej

. Sytuacja w jakiej sie znalazlem rozciagala sie na kilka lat. Czzasem bywalo gorzej, czasem mniej gorzej. nigdy nikomu nie lubilem mowic o tym co ja sam mysle o tej sytuacji. Do tej pory jest podobnie.
Wtedy jeszcze czesto probowalem 'rozmawiac' z Bogiem. Co wieczor prosilem o to aby nie bylo konca swiata, moi rodzice sie pogodzili i zeby kazdy kogo znam zyl w szczesciu i jak najdluzej. Mialem wtedy takie przeswiadczenie, ze nie ma innej opcji oprocz takiej, iz wszystko sie ulozy. Tak sie jednak nie stalo... Po tych wszystkich latach kompletnie zwatpilem w 'sile sprawcza' Najwyzszego i zastanawialem sie dlaczego? Ano dlatego, ze nikogo z 'gory' nie obchodzily zmartwienia mlodego chlopaka. Gdzie byl Ten, ktory mial siedziec w moim sercu i czuwac nademna? Gdzie byl ten ktory pomaga w trudnych sytuacjach? Nagle sie ulotnil...
Teraz jestem w liceum. Pogodzilem sie w wieloma sprawami, ktore kiedys mnie trapily i ktore mecza mnie w chwili obecnej. Zawsze staram sie patrzec pozytywnie i ukladac wszystko na spokojnie. Nauczylem sie przyjmowac porazki i radzic sobie z nimi. Do kosciola nie chodze i nie wierze w nic co istnieje tylko w ludzkiej wyobrazni. Na religii przesiaduje tylko ze wzgledu na mozliwosc rozmowy. Chyba jako jedyny zabieram glos, gdzie inni tylko sluchaja bo musza.
W tym wszystkim smieszy mnie wiele rzeczy i dlatego nigdy nie mowie ostatniego zdania. 90% osob w szkole chodzi do kosciola bo tak nakazuja im rodzice. Chodza bo musza. Wiele razy slysze rozmowy typu:
- Chodze na religie bo potem nie bede miala problemu ze slubem.
Wiekszosc osob nie zdaje sobie nawet sprawy czym jest religia i jaki jest jej przekaz. Sam czesto rozmawiam na takie tematy i nie zawsze stoje po stronie ateizmu. Zdarza mi sie poprawiac lub korygowac bledy tych 'praktykujacych', ktorzy nie pojmuja najprostrzych zasad jakimi rzadza sie religie na calym swiecie.
Mentalnosc wielu osob w spoleczenstwie jest dzisiaj tak plytka i banalna, ze szkoda gadac. Postanowilem po wieżyc sie sile wlasnego umyslu i logice.
Co do tej ankiety:
Życie po śmierci - NIE
Nauka - TAK
Logika - TAK
Bóg - NIE
Biblia - TAK/każdy powinien miec prawo do gloszenia tego co uwaza za sluszne
Religia - TAK/ale nie pod taka postacia i o takiej definicji jaka ma dzisiaj
Kościół Katolicki - NIE
A teraz czas powrócić do szarej rzeczywistości

... wybaczcie bledy ale godzina juz pozna.