Jak się do nikogo nie odzywam i żyje swoim własnym światem złożonym z kapselków od Tymbarka i nakrętek od Tarczyna, które biorą ślub, to anglistka mnie wysyła do psychologa, wychowawca biolog do pedagoga a katechetka do kościoła. Pani historyczka mi mówi, że jestem wyjątkowa, po czym wstawia mi uwagę.
Jak widzę Jezusa na drzewie to koleżanki mi mówią, że jestem cenzura, a nie Indygo.
Ta, jakoś nie bardzo chce mi się wierzyć w te dziecioczki obdarzone nadprzyrodzoną mocą.
I co jest ich zadaniem?
Oświecać ludzi, siedząc po cichu, ta?
A może wszyscy emo to indygo?
Idealnie pasują do opisu

Edit Asieńka: Ja powiem Ci tak - jak nie rozumiesz to się nie wypowiadaj, na dodatek język jakiego używasz uznaję za wulgarny i dlatego ostrzeżenie słowne.