Na wstępie odpowiedzi pozwolę sobie na wyrażenie nadziei, iż "wspólne aksjomaty", jak piszesz, wspólny punkt widzenia, który pozwala na prowadzenie dyskusji, nigdzie nie znikły, nie wyparowały, a zatem polemika nie jest czczym rzucaniem słów na wiatr, bitów w wirtualną przestrzeń World Wide Web. Wnioskuję, że jestem zmuszony do powtórzenia stanowiska, jakie w tej sprawie piastuję. Otóż podobnie jak Ty, o czym już pisałem, uważam homoseksualizm za spaczenie, przypadkowy (bądź celowy, jak insynuował
Judas) błąd natury, motywujący działania niezgodne z założeniami, dla których ludzie łączą się w pary, zakładają "rodziny". Jednak przeciwnie do Ciebie, nie potrafię dostrzec, biedny ślepiec, dalej idącej negatywnej działalności homoseksualizmu, nie widzę w zjawisku tylu negatywnych cech, jakie mu przypisujesz. Zdaję sobie sprawę z problemów, jakie związki osób tej samej płci mogą wywoływać, część z nich akceptuję, jednak ostatecznie dopuszczam je jako alternatywę:
a) w życiu prywatnym dwojga kochających się ludzi - to, co ze sobą robią, jest jedynie ich prywatną sprawą i jakkolwiek z punktu widzenia biologii ich działanie jest bezsensowne, a postrzegane być może nawet jako szkodliwe, gdyż zaburza proces rozmnażania się prowadzący do przetrwania gatunku, powoduje marnotrawstwo etc., tak pary homoseksualne zasługują na taki sam szacunek jak inni ludzie, z których każdy posiada jakąś ułomność, niedowidzi, choruje na cokolwiek itp. Jeśli czujesz taką potrzebę, możesz im współczuć, możesz propagować poddawanie się ich terapiom, ale obrażanie i nietolerancja (nieakceptacja) natury zjawiska, ale nie jego "moralności", lecz jedynie ze względu na samo istnienie i zasługiwanie na szacunek z racji człowieczeństwa, wrażliwości, świadczą moim zdaniem o jakimś braku kultury, ograniczeniu emocjonalnym, złym wychowaniu :-)
b) w przypadku wychowywania dzieci, adopcji - kolejny raz jestem zmuszony powtórzyć, jak się na to zapatruję, choć czuję się jak idiota z klapkami na oczach idący ślepo w zaparte: moim zdaniem pary homoseksualne
są alternatywą, gdyż nic gorszego niż proces patologicznego moralnego upadku jaki ma miejsce w domach dziecka i niektórych rodzinach wielodzietnych spotkać te dzieci już nie może, a taka adopcja nauczy tolerancji, przystosuje do właściwego życia w społeczeństwie, konsumpcjonistycznego trybu życia itp., tak żeby dziecku żyło się w przyszłości jak najlepiej, najprzyjemniej, najłatwiej.
Dla mnie taki jedynak-wychowanek homo ma większe szanse stać się naprawdę "kimś" w porównaniu do jednego z dzieci przygarniętych do rodzinnego domu dziecka. Mi również chodzi o założenie "prawdziwej rodziny", a nie zapewnienie dziecku jedynie miejsca do spania i talerza z ciepłą zupą na obiad. Zastanów się: rodzice jednego-dwojga dzieci dadzą swym pociechom odpowiedni "grunt" na rozwój, na przyszłość. Wspomogą, doradzą, pomogą załatwić formalności. Opiekunowie ośmiorga, przez których dom przewija się ok. 30 wychowanków, nie pomoże bardziej żadnemu; nie wskaże drogi, nie pomoże obrać właściwego kierunku. Nawet gdyby te dzieci mogły tam mieszkać na stałe, jak pisałeś, to ich opiekunowie nie mogliby wszystkim pomóc opłacić czesne na studia, kupić odpowiednie pomoce naukowe... Dla Ciebie tutaj do obrazu pełni szczęścia brakuje jeszcze odpowiednich wzorców. Upierasz się, że pary homo nie są w stanie ich wpoić ze względu na jakieś epatowanie swą niewłaściwą biologicznie miłością. A dla mnie to epatowanie nie ma w kwestii "wpisywania" wzorców nic do rzeczy, no, chyba, że naukę tolerancji pod to zaliczymy. Nie należy przyrównywać homoseksualizmu do innych wymienianych przez Ciebie dewiacji z prostej przyczyny, że szkodliwość takiej pedofilii jest znacznie większa, powoduje krzywdy, cierpienie. Jest czymś niewłaściwym nie tylko dlatego, że przyczynia się do tego samego, co stosowanie metod antykoncepcji (summa summarum), lecz doprowadza do sytuacji rzeczywiście nagannych. Myślę o obiektywnym przekazywaniu dziecku wiedzy z zakresu seksualności: że naturalna jest postawa hetero, ale ludzie z homoseksualnymi zaburzeniami preferencji są tak samo "normalni" jak ci, którzy noszą okulary, "chorzy", czy jak to tam nazwać, ale zasługujący na taki sam szacunek, akceptację. I abstrahuję teraz od samego faktu wtórności czy pierwotnego charakteru bycia gejem czy lesbijką - tak samo jest z wieloma innymi zaburzeniami. Sęk w tym, że moim zdaniem dziecko musi nauczyć się tolerancji, akceptacji dla odmiennych zachowań, a przedstawić zachowania prawidłowe wystarczy na odpowiednich przykładach. Wychowanie przez pary seksualne nie doprowadzi dzieci do jakiejś demoralizacji, jak gdyby puszczano im filmy pornograficzne. Rozumiem, że niektóre dzieci będą chciały brać przykład z dwóch mam, ale przypuszczam, że będzie tak tylko na chwilę; normalnie dzieci oglądają setki kreskówek bądź czytają baśnie, powieści itp. Identyfikują się z bohaterami, ale to nie wypacza ich psychiki. Dużo zależy od natężenia danego zjawiska i słusznie przyznaję Tobie rację, że sytuacja, w której dzieci mieszkałyby w "osadzie" samych rodzin homo, byłaby już patologią; zgadzam się także, że nie mamy 100% pewności, jak to homoseksualne wychowanie odbiłoby się na psychice takiego wrażliwego dziecka. Zakładamy branie przykładu z homo-opiekunów, przyjmujemy, że dziecko by z tego wyrosło lub nie - "zachorowałoby" w taki sam sposób. Czy ja wiem, czy potencjalna wersja wydarzeń, jakiej hołdujesz, jest właściwa? Czy obaj zbyt nie spłycamy omawianych zagadnień?
Zdaje mi się, że wiesz o wtórnych przyczynach homoseksualizmu dość dużo, pewnie nawet więcej ode mnie. Mam świadomość, że homoseksualne zachowania mogą wykształcić się na skutek jakichś form wykorzystywania seksualnego w okresie przed rozwojem seksualnej dojrzałości psychicznej, pełnym ukształtowaniem się prawidłowych wg psychiki dziecka zachowań. Na pewno, gdyby kontakt z homoseksualistami był wyjątkowo traumatyczny na gruncie sfery seksualności, oddziaływanie mogłoby okazać się na tyle silne, by w efekcie doprowadziło do "zarażenia". Jednak czy można takie coś zakładać w oparciu o zwyczajne, zdrowe kontakty rodzicielskie? Czy związek emocjonalny wywierałby na dziecko tak wielki wpływ w tym kierunku?
Wydaje mi się, że kwestia ta zależałaby od konkretnego przypadku, psychiki każdego adoptowanego dziecka z osobna. Być może należałoby homoseksualistów dopuszczać do adopcji jedynie w pewnych przypadkach, może jedynie dzieci starsze z ukształtowanymi już prawidłowymi postawami?
Oj tak, o wiele lepszą alternatywę dla takiego zbuntowanego 10-13 latka stanowią dwaj homosie, oj na pewno.
Przemyśl to
Być może dzięki takim rodzicom z tego zbuntowanego dzieciaka dałoby się jeszcze wykrzesać coś dobrego. Być może więcej przydatności w społeczeństwie niż takiego, który swój czas marnował na opiekę nad przybranym młodszym rodzeństwem. Nie wiem. Może to, co mi się wydaje, jest mylnym wyobrażeniem, które wyniosłem, opierając się na niewłaściwych przykładach. Może miałem "jakieś naprawdę ciężkie przeżycia", może jestem ofiarą tak wielkiej patologii, iż potrzebowałbym okropnie długiej terapii, aby wrócić do normalności, którą tak chlubnie reprezentujesz. Może kartofle i pilnowanie młodszej siostry są bardziej wartościowe od dyskusji o Sofoklesie czy Homerze. Chyba w tej mierze do żadnych wspólnych konkluzji nie dojdziemy.
Jest różnica pomiędzy świadomością, że jest coś takiego jak homoseksualizm a ukazywaniem od maleńkości wzorca homoseksualnego jako czegoś właściwego czy normalnego.
Tak, istnieje pewna różnica. Tyle tylko, że dla mnie jest nieistotne, czy świadomość istnienia zjawiska homoseksualizmu przekazywać będziemy w rodzinnym domu czy poza nim. Zjawisko nie jest normalne, ale - kolejny raz ta sama prohomoseksualna śpiewka - ludzie nań cierpiący są poza tym zaburzeniem tak samo normalni i próbują (choćby w ich własnym osądzie) żyć normalnie, godnie, uczciwie jak ci o właściwej biologicznie orientacji seksualnej. Wspominam o tym znowu, gdyż wydaje mi się, że ukazując jedynie istnienie samego zjawiska, tacy ludzie jak Ty przedstawialiby je, może nieświadomie, subiektywnie - w sposób cechowany negatywnym nastawieniem. Jako zaburzenie homoseksualizm jest tak samo normalny, jak mongolizm czy niedowidzenie. Homoseksualistów należy akceptować, ukazywać ich jako normalnych ludzi, pracujących, płacących czynsz, gotujących obiady - pokazywać, że poza tym jednym zaburzeniem niczym się praktycznie nie różnią. Można mówić o pewnych problemach psychicznych na gruncie homoseksualizmu wyrosłych, ale takie same lub podobne występują też u ludzi wykazujących preferencje hetero, toteż branie na nie zbyt dużej poprawki byłoby chyba nadużyciem. Normalne wzorce para homoseksualna może ukazywać poprzez wartościowe rozmowy, pokazywanie heteroseksualnych związków znajomych, rodziny (np. dziadków) itp. Takie wychowanie nie musi niczego zniekształcać, wypaczać. Odpowiednia homoseksualna para może znakomicie pełnić swoją rolę.
Homoseksualizm jest seksualnością patologiczną, dzieci trzeba chronić przed czerpaniem takich wzorców, podobnie jak trzeba je wychowywać tak, żeby nie stały się sadystami, pedofilami itd.
Chronić czy izolować? To drugie IMO do niczego dobrego poza ograniczeniem, tępotą umysłową itp. nie doprowadzi :-/
Jaką masz gwarancję, że odpowiednią pomoc w nauce i zaszczepienie "odpowiednich wzorców" w dziecku będą uskuteczniać akurat homoseksualiści?
Bo zależeć im będzie na jak najlepszym wykonywaniu obowiązków im powierzonych?
Słuchaj, jeżeli dopuszczasz homoseksualizm jako jedną z alternatyw, która by dzieciom nie zaszkodziła i w zasadzie to niech się stają homo (...)
Jeszcze raz: dopuszczam wychowywanie dzieci przez pary homo jako alternatywę, gdyż szkody przez nią wyrządzone byłyby niewielkie; jest to dla mnie mniejsze zło niż wszelkie sierocińce czy tułanie się po rodzinnych domach dziecka.
Jeżeli dla dziecka "propaganda heteroseksualna" jest obrzydliwa i nienaturalna, to znaczy, że już doszło do tragedii i teraz już nie zastanawiamy się nad tym jak je zacząć normalnie wychowywać, ale czy da się z tego cokolwiek uratować.
Nieprawda. Wstręt do seksualności w dzieciństwie jest bardzo często naturalnym uczuciem, podobnie jak np. ciekawość czasem temu towarzysząca. Wiele dzieci odczuwa niesmak, kiedy słyszy kochających się w drugim pokoju rodziców. Czasem jest to nawet na tyle silne, że uczucie obrzydzenia przeradza się w seksualną fobię uniemożliwiającą prowadzenie zwyczajnego życia seksualnego. Dzieci w domach dziecka pochodzą z różnych środowisk, nie wszystkie zostały porzucone już w szpitalu zaraz po narodzinach. Jeśli patologiczne środowisko wywołało w dziecku, które trafiło do "bidula", takie a nie inne uczucia, homoseksualna para opiekunów mogłaby być jedyną alternatywną formą terapii. Choć równocześnie mogłaby przyczynić się do jeszcze większych problemów psychicznych dziecka... Wszystko w takim wielkim stopniu zależy od konkretnego przypadku, właściwych okoliczności, że chyba takie gdybanie nie ma właściwie większego sensu. Toteż je przerywam.