Skocz do zawartości


Zdjęcie

Prawdziwa historia homo dla najmłodszych


  • Zamknięty Temat jest zamknięty
249 odpowiedzi w tym temacie

#136

zak.
  • Postów: 1198
  • Tematów: 5
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Powiem tak- każdy kto ma problem z tym, że jakaś dziewczyna ma dziewczynę bądź chłopak ma chłopaka, powinien stulić ryj, bo są poważniejsze problemy - np śmierdzący ludzie w komunikcji miejskiej. To właśnie takie osoby bardziej przeszkadzają od dwóch dziewczyn trzymających się za ręce w autobusie. Dziękuję za uwagę.

#137

Trajan.
  • Postów: 358
  • Tematów: 3
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Wcześniej przyrównałem rasizm, do kwestii homoseksualizmu, gdyż homofobi, stawiają jednych nad drugich, z przyczyny naturalnej koncepcji, gdzie jedna z grup, nie może dokonać zapłodnienia swego partnera, nie stosując się do osiągnięć nauki.Z mojego aspektu widzenia, homoseksualizm, to czynnik wrodzony, więc jeśli te dwie orientacje, trafiają na różne półki, mówimy tu o innego rodzaju
rasizmie, na odmiennym tle.Możesz to nazywać dyskryminacją.

Każdy człowiek ma pewien własny zasób słów, własny "słownik". Ale bądź łaskaw uczestnicząc w dyskusji publicznej stosować słowa w znaczeniu przynajmniej powszechnie przyjętym. Gdyż Twoja "koncepcja" szerokiego użycia słowa "rasizm" nie ma żadnego oparcia w regułach semantycznych języka polskiego, co więcej jest tylko ładną egzemplifikacją ideologicznego pałkarstwa, polegającego na tym żeby przywalić "rasizmem" adwersarzowi bez względu na fakty. :)

Uświadom sobie również, że homoseksualiści naprawdę w 100% przypadków nie mogą zapłodnić partnera tej samej płci w związku tym ich seksualność pozbawiona jest elementarnego sensu. Widzę, że bardzo, ale to bardzo nie chcesz tego przyjąć do wiadomości.
Ciekawi mnie ponadto co rozumiesz przez zwrot "stawiają jednych ludzi nad drugich"? Nie, nie stawiają Bayakusie. Ale to nie znaczy że seksualność wszystkich ludzi jest jednakowozdrowa i normalna.

Jeśli Azjata, odczuwałby awersję, wskazując tylko na kolor skóry, czarnoskórego człowieka, zrzuciłby go, rangę niżej, stając się rasistą, nawet nie musiałby, wychwalać własnej rasy ponad drugą, sama niechęć, sprowadziłaby rasę czarnoskórą, piętro niżej.

Spłycasz pojęcie rasizmu dla własnych potrzeb, usiłujesz je tak nagiąć ażeby pasowało do Twoich karkołomnych konstrukcji. W istocie ośmieszasz zagrożenie ze strony rasizmu przyrównując je do awersji estetycznej.

chcesz uciec, od przyrównania homoseksualistów do małp. (...) Rozumiałem od samego początku, ustosunkowałem się do twojego błędnego porównania

Niewiele zrozumiałeś. Tłumaczę Ci po raz kolejny, nie przyrównuje homoseksualistów do małp, a porównuje sposoby rozumowania, który w jednym przypadku wydaje Ci się wyśmienity a w drugim irracjonalny. Krytykuje sposób argumentacji polegający przede wszystkim na próbie irracjonalnego porównywania przykładów i instytucji jaki zaprezentowałeś w pierwszych postach.

Muszę cię rozczarować, ponieważ homoseksualizm, od roku 1990, w dalszym ciągu, uważany jest za odmienną orientację seksualną

Co w ogóle ma oznaczać to zdanie w kontekście mojej wypowiedzi do której się odnosi? Zaczynam się zastanawiać czy aby na pewno do moich słów w swoich postach się odnosisz.
Nie jest żadna tajemnicą, że WHO podjęło decyzję w oparciu o stanowisko Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Nie jest żadną tajemnicą, że owo towarzystwo podjęło taką decyzję w atmosferze ideologicznego skandalu i nagonki politycznje, nie jest także tajemnicą że WHO wprowadziła na swoje potrzeby bardzo osobliwą definicję choroby, jako stanu który prowadzi do pogorszenia zdrowia pacjenta.
Teraz "maluczkim" przedstawia się jedynie zdanie "wg. WHO homoseksualizm to nie choroba", do wierzenia, do bezrefleksyjnego łykania tej papki. A już pobieżna analiza historii tego zagadnienia i kryteriów przyjmowanych przez tę organizacje nasuwa poważne wątpliwości czy jest w co wierzyć i czy osoby posługujące się tym argumentem robią to w sposób rzetelny. Ale to Ciebie nie interesuje, wciąż uderzasz w ton "autorytet powiedział", a nad tym dlaczego i co naprawdę powiedział już się pochylić nie zamierzasz.

Ordynarny sposób jej użycia, w twoim wykonaniu.

Słuchaj Bayakusie masz jakieś problemy ze składaniem zdań w języku polskim? Bo widzisz pomiędzy użytym przez Ciebie stwierdzeniem, że "filiacja jest ordynarna" i że koś używa pojęcia filiacji w sposób ordynarny jest zasadnicza różnica.

Prosiłem Cię już żebyś nie wracał w kontekście filiacji do problemu uświadamiania skąd się biorą dzieci.

nie jest potwierdzone, iż przez brak takiego oddziaływania, dojdzie do dyskomfortu dziecka.
(...)
poczucie pokrewieństwa, właściwie w przypadku rodziny homoseksualnej jego brak, nie stoją u podstaw, które miałyby wpłynąć negatywnie, na umysł dziecka, czy też rodzić obawy, co do jego przyszłości.

W toku walki o potwierdzenie swoich karkołomnych tez zaczynasz już coraz dalej i coraz szybciej uciekać przed rzeczywistością. Klasycznym przykładem owego dyskomfortu jest sytuacja sierot od urodzenia, u których brak rodziców i brak swojego miejsca w poznanym łańcuchu pokoleń jest widoczną skazą na ich tożsamości.

Nie widzę żadnego powodu, ażeby kwestię problemu „homoadopcji” sprowadzać do pytania, czy homo wychowa homo. Podstawowe pytanie jest takie, czy homo wychowa zdrowego heteroseksualistę, zdrowego mężczyznę/kobietę zdolnego do bycia mężem/żoną i dobrym ojcem/matką.

My wiemy, że homoseksualna para, nie wychowa homoseksualnego dziecka, nie stosują terapii recesywnej, tak jak chcieliby tego i oczekiwali niektórzy geniusze.Nareszcie to zrozumiałeś. Kuracja nie daje efektów, grupa partyzantów walcząca o shoah dla homoseksualistów, na tym opiera, wyniki swoich "badań".
(...)
Nie ma aksjomatu, orzekającego, że dzieci z rodzin homoseksualnych, nie stworzą rodziny heteroseksualnej

Jak już pisałem są dane wskazujące na to, że w 20% przypadkach coś takiego jest możliwe i już samo to jest argumentem żeby natychmiast przerwać ten chory eksperyment pod tytułem "homoadopcja". Powtarzam po raz kolejny: świetle znanej nam wiedzy na temat wychowania dziecka nie ma podstaw by sądzić, że homoseksualistom uda się wychować zdrowego heteroseksualistę, aby udało się wychować zdrowego heteroseksualistę zdolnego do bycia mężczyzną/kobietą, mężem/żoną, ojcem/matką konieczne jest wychowywanie go w zdrowej rodzinie heteroseksualnej w której ma możność uczyć się poprzez obserwację relacji mężczyzny z kobietą.
Dziecko nie ma być wychowane w ogóle, ma być wychowane dobrze. Zapewne nawet dziecko wychowane przez wilki byłoby zdolne do założenia rodziny, ale nie zdrowej rodziny.
Rozumiem, że tego nie da się przeskoczyć, rozumiem też że wewnętrzny przekonanie nie pozwoli Ci skapitulować przed rzeczywistością, ale uciekanie w retorykę "shoah" jest delikatnie mówiąc żenujące.

Czy w Polsce można adoptować dziecko, będąc homoseksualista, nie naruszając prawa?

Poza być może jakimiś wyjątkowymi przypadkami w których np. homoseksualista byłby najbliższym krewnym dziecka a innych by nie było, nie można, ale i taka sytuację rozpatrujmy z dużym znakiem zapytania. Oczywistym także jest, że para homoseksualna nie może przysposobić dziecka. Przyczyna tego stanu rzeczy jest art. 114. § 1 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego w myśl którego przysposobić dziecko można tylko dla jego dobra.
Osoba bezdomna też nie mogłaby przysposobić dziecka, powiedz mi zatem Bayakusie, czy polskie prawo rodzinne dyskryminuje bezdomnych?
Zdajesz się ciągle sugerować, że homo są dyskryminowani ale uciekasz przed sensem pojęcia dyskryminacji.

Tego brakuje, bym sięgnął porady fantastów literatury, wystarczy mi już i tak stara schorowana Biblia.Kościół katolicki, nie uznaje humanitaryzmu czy egalitaryzmu, ten przykaz jest stosowany, tylko do wyznaczonej, ugrzecznionej grupy osób, nie do całej cywilizacji tejże planety.
Pytanie było retoryczne, ponieważ kościół jak i Biblia, nie traktują na równi wszystkich mieszkańców Ziemi.
Grzesznicy są wśród nas, dyskryminowani za własne człowieczeństwo, lecz dlaczego nie zacząć walki z własną naturą, skoro wymaga tego, tak czysta idea, jak chrześcijańska.

Twoje antychrześcijańskie obsesje nie są przedmiotem tego wątku. Tym niemniej już wyjaśniałem Ci że chrześcijańska miłość bliźniego nie oznacza akceptowania wszelkich jego pomysłów.
Zadziwia mnie również Twoja fetyszyzacja pojęć typu "równość". Wygląda to tak jakby wydawało Ci się, że realizacja postulatu równości ma polegać na pozwalaniu każdemu na to na co ma on ochotę bez względu na fakty i konsekwencje.

#138 Gość_Bayakus

Gość_Bayakus.
  • Tematów: 0

Napisano

Każdy człowiek ma pewien własny zasób słów, własny "słownik". Ale bądź łaskaw uczestnicząc w dyskusji publicznej stosować słowa w znaczeniu przynajmniej powszechnie przyjętym. Gdyż Twoja "koncepcja" szerokiego użycia słowa "rasizm" nie ma żadnego oparcia w regułach semantycznych języka polskiego, co więcej jest tylko ładną egzemplifikacją ideologicznego pałkarstwa, polegającego na tym żeby przywalić "rasizmem" adwersarzowi bez względu na fakty. :)

Uświadom sobie również, że homoseksualiści naprawdę w 100% przypadków nie mogą zapłodnić partnera tej samej płci w związku tym ich seksualność pozbawiona jest elementarnego sensu. Widzę, że bardzo, ale to bardzo nie chcesz tego przyjąć do wiadomości.
Ciekawi mnie ponadto co rozumiesz przez zwrot "stawiają jednych ludzi nad drugich"? Nie, nie stawiają Bayakusie. Ale to nie znaczy że seksualność wszystkich ludzi jest jednakowozdrowa i normalna.


Jest takie pojecie, jak rasizm kulturowy, samo słowo rasizm, ma bardzo szeroki zakres, także jego zastosowanie było adekwatne.Uświadamiam sobie ten pleonazm, niczym szokującym nie jest, niemożność zajścia w ciąże mężczyzny lub kobiety, bez interakcji tego pierwszego.Seksualność, jeśli mówimy o trzech istniejących jest jednakowozdrowa, abstrakcyjnie normalna, o ile coś normalne być może.Każdy homofob, wynosi własną seksualność ponad osób homoseksualnych, więc frazesy nie, nie stawiają są najzwyklejszą fikcją, po prostu nie chcesz się do tego przyznać, albo masz rozdwojenie jaźni.

Ale to nie znaczy że seksualność wszystkich ludzi jest jednakowozdrowa i normalna.


Więc sam się przyznałeś, otóż gdy świat naukowy, zmieni oficjalne stanowisko, będziemy mogli nazwać homoseksualizm chorobą.Na dzień dzisiejszy homofobii, dokonują segregacji społeczeństwa.

Spłycasz pojęcie rasizmu dla własnych potrzeb, usiłujesz je tak nagiąć ażeby pasowało do Twoich karkołomnych konstrukcji. W istocie ośmieszasz zagrożenie ze strony rasizmu przyrównując je do awersji estetycznej.


Pojęcie to, jest na tyle rozległe, iż można jest stosować na różny sposób.

Niewiele zrozumiałeś. Tłumaczę Ci po raz kolejny, nie przyrównuje homoseksualistów do małp, a porównuje sposoby rozumowania, który w jednym przypadku wydaje Ci się wyśmienity a w drugim irracjonalny. Krytykuje sposób argumentacji polegający przede wszystkim na próbie irracjonalnego porównywania przykładów i instytucji jaki zaprezentowałeś w pierwszych postach.


Istnieją dwa obozy naukowe, jeden argumentuje na rzecz homoseksualizmu, drugi przeciwnie.Sam nie pojmujesz tego, że zrównywanie jakiego dokonujesz, czy próby udowodnienia, jakoby homoseksualizm miał by być stanem patologicznym, nie znajdują dowodów, w świecie nauki, a kilka zdań, jakie padły z twojej strony, obraża osoby homoseksualne.

Co w ogóle ma oznaczać to zdanie w kontekście mojej wypowiedzi do której się odnosi? Zaczynam się zastanawiać czy aby na pewno do moich słów w swoich postach się odnosisz.
Nie jest żadna tajemnicą, że WHO podjęło decyzję w oparciu o stanowisko Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Nie jest żadną tajemnicą, że owo towarzystwo podjęło taką decyzję w atmosferze ideologicznego skandalu i nagonki politycznje, nie jest także tajemnicą że WHO wprowadziła na swoje potrzeby bardzo osobliwą definicję choroby, jako stanu który prowadzi do pogorszenia zdrowia pacjenta.
Teraz "maluczkim" przedstawia się jedynie zdanie "wg. WHO homoseksualizm to nie choroba", do wierzenia, do bezrefleksyjnego łykania tej papki. A już pobieżna analiza historii tego zagadnienia i kryteriów przyjmowanych przez tę organizacje nasuwa poważne wątpliwości czy jest w co wierzyć i czy osoby posługujące się tym argumentem robią to w sposób rzetelny. Ale to Ciebie nie interesuje, wciąż uderzasz w ton "autorytet powiedział", a nad tym dlaczego i co naprawdę powiedział już się pochylić nie zamierzasz.


Wcześniej już kilkakrotnie opisywałem własne stanowisko w tej sprawie.Nie zgadzasz się z tym, iż homoseksualizm, to odmienna orientacja seksualna, natomiast pytasz mnie, co oznaczać ma zdanie w kontekście do twej wypowiedzi, skoro wyraźnie krytykujesz obecną wersje "prawdy", świętość Chrystusa również przegłosowali, co jednak akceptowane oraz tolerowane jest.Udowodnij, tej kłamliwej organizacji, że homoseksualizm jest parafilią, na podstawie, licznych doświadczeń i analiz.Kwestionujesz ich zdanie, aczkolwiek powołujesz się, na argumenty mniejszości naukowej, nie mającej potwierdzeń, na swe własne innowacyjne twierdzenia.Dlatego temat staje się inercyjny.Głosowanie odbyło się dlatego, ponieważ była grupa ksenofobicznych naukowców, która poprzez religijno-społeczne uprzedzenia, nie wyrażała zgody, na usunięcie homoseksualizmu, z listy dewiacji, zatem by uszanować ich zdanie, odbyło się plenum.

Choroba, podlega kuracji, leczeniu.

Co do skuteczności - podawane są różne liczby: na przykład badacz dawniej związany z NARTH, William Dreikorn oszacował ją na 0.3%. Główna dyskusja trwa jednak nie wokół pytania, która z tych liczb jest słuszna, ale raczej wokół pytania, czy takie przypadki w ogóle się zdarzają (czyli czy jest więcej niż 0% "uleczonych"). W 2001 roku bohaterem fundamentalistów religijnych i osób powiązanych z NARTH został Robert Spitzer, zasłużony w przeszłości dla usunięcia homoseksualizmu z listy zaburzeń. Z jego badań wynikało, że eks-geje istnieją. Spotkał się z niektórymi z nich i stwierdził, że nawet osiągnęli dobre funkcjonowanie w małżeństwie. Zauważył jednak, że większość miała fundamentalistyczne poglądy religijne, a nawet było działaczami. Nie była to jednak próbka losowa: dr Spitzer rozmawiał z osobami starannie wybranymi spośród byłych pacjentów przez organizację Exodus, a także przez NARTH. Ponieważ amerykańscy fundamentaliści religijni nadali badaniom Spitzera duży rozgłos warto przytoczyć jego opinię na ten temat, udzieloną Wall Street Journal (z 23 maja 2001): "Niektórzy homoseksualiści wydają się zdolni do zmiany tożsamości i zachowania, ale nie pobudzenia i fantazji seksualnych; inni mogą zmienić tylko tożsamość; a bardzo nieliczni, jak podejrzewam, mogą zmienić wszystkie cztery aspekty orientacji. (...) W istocie, jak sądzę, ogromna większość ("the vast majority") gejów byłaby niezdolna do zmiany utrwalonej orientacji homoseksualnej.


Źródło: http://www.homoseksu...m.republika.pl/

Nie ma genu homoseksualizmu


Homoseksualizm to wynik nie jednego genu, lecz efekt współdziałania wielu czynników genetycznych naraz - twierdzą naukowcy z Uniwersytetu Stanu Illinois (USA)

Od dawna spekuluje się na temat genetycznego podłoża homoseksualizmu.

Do tej pory podejrzewano, że geny związane ze skłonnościami homoseksualnymi mieszczą się na chromosomie płciowym X, a zatem mężczyźni dziedziczą je po matce. Najnowsze dane wskazują jednak, że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Zdaniem naukowców z Uniwersytetu Stanu Illinois za orientację seksualną człowieka odpowiada co najmniej kilka niepowiązanych ze sobą genów rozrzuconych po różnych chromosomach. Badacze porównali chromosomy 456 osób z 146 rodzin, w których dwóch lub więcej braci było gejami. Odnaleziono kilka fragmentów DNA, które u części homoseksualnego rodzeństwa były identyczne. U ponad 60 proc. braci wykryto takie same obszary DNA na trzech chromosomach - 7., 8. i 10.

Dowiedliśmy, że geny odgrywają istotną rolę w określeniu, czy mężczyzna będzie hetero- czy homoseksualny - mówi prowadzący badania dr Brian Mustanski. - Na pewno jednak nie ma czegoś takiego jak "gen homoseksualizmu" - dodaje uczony. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że obok genów na orientację z całą pewnością ma także wpływ środowisko.


Źródło:

Słuchaj Bayakusie masz jakieś problemy ze składaniem zdań w języku polskim? Bo widzisz pomiędzy użytym przez Ciebie stwierdzeniem, że "filiacja jest ordynarna" i że koś używa pojęcia filiacji w sposób ordynarny jest zasadnicza różnica.

Prosiłem Cię już żebyś nie wracał w kontekście filiacji do problemu uświadamiania skąd się biorą dzieci.


Dlatego też, napisałem w tym przypadku, kolejnym razem będę zatwierdzał, iż miałem na myśli twoją osobą, gdyż to ty masowo, używałeś tego pojęcia.
Głównym zagadnieniem filiacji, jest poczucie, pochodzenia od ojca i matki, dedukcyjnie implikacją tego jest pytanie, skąd się tutaj wziąłem, w rodzinie homoseksualnej, nie będzie takiego rozgraniczenia, jak i poczucia pochodzenia, od dwóch osób, różnej płci.Tylko, czy wpłynie to w ujemny sposób na rozwój dziecka i tego właśnie nie wiemy, nie wiemy czy zależności występujące w związku homoseksualnym, zaburzą funkcjonowanie dziecka lub staną się bodźcem, choćby do nerwicy, w wieku starszym, lecz przede wszystkim, niemożności utworzenia rodziny heteroseksualnej.

W toku walki o potwierdzenie swoich karkołomnych tez zaczynasz już coraz dalej i coraz szybciej uciekać przed rzeczywistością. Klasycznym przykładem owego dyskomfortu jest sytuacja sierot od urodzenia, u których brak rodziców i brak swojego miejsca w poznanym łańcuchu pokoleń jest widoczną skazą na ich tożsamości.


Tak, natomiast tutaj dziecko posiada rodziców, są jednakże tej samej płci, skoro już mają tychże opiekunów, pewnikiem nie jest, jakoby miały doznać skazy tożsamościowej.Homoseksualni rodzice, mogą zapewnić dziecku higienę psychiczną i zależy to wyłącznie od ich zaangażowania oraz pracy.Przecież dziecko, wychowywane przez parę homoseksualną, musiało mieć biologicznych rodziców, bądź, został wykonany zabieg in vitro.Tak jak i dwie kobiety, tak jak i dwoje mężczyzn, bez pomocy, zewnętrznej, swego potomka na świat nie wydadzą.

Jak już pisałem są dane wskazujące na to, że w 20% przypadkach coś takiego jest możliwe i już samo to jest argumentem żeby natychmiast przerwać ten chory eksperyment pod tytułem "homoadopcja". Powtarzam po raz kolejny: świetle znanej nam wiedzy na temat wychowania dziecka nie ma podstaw by sądzić, że homoseksualistom uda się wychować zdrowego heteroseksualistę, aby udało się wychować zdrowego heteroseksualistę zdolnego do bycia mężczyzną/kobietą, mężem/żoną, ojcem/matką konieczne jest wychowywanie go w zdrowej rodzinie heteroseksualnej w której ma możność uczyć się poprzez obserwację relacji mężczyzny z kobietą.
Dziecko nie ma być wychowane w ogóle, ma być wychowane dobrze. Zapewne nawet dziecko wychowane przez wilki byłoby zdolne do założenia rodziny, ale nie zdrowej rodziny.
Rozumiem, że tego nie da się przeskoczyć, rozumiem też że wewnętrzny przekonanie nie pozwoli Ci skapitulować przed rzeczywistością, ale uciekanie w retorykę "shoah" jest delikatnie mówiąc żenujące.


Należy z całą mocą podkreślić, że orientacja seksualna rodziców nie wyznacza orientacji seksualnej wychowywanych przez nich dzieci.

Amerykańskie Towarzystwo Naukowe

Źródło: http://pl.wikipedia..../Homoseksualizm

Oczywiście nie jest to prawdą, gdyż w oczach myślących inaczej, wszelakie myśli, nie pokrywające się z ich opinią, są spreparowane, sama masoneria.

Jakie to dane, zapewne organizacji zwanej CMA.Zdrową rodzinę , zdrowe wychowanie, również mogą zapewnić osoby homoseksualne.Więc mamy dwie sprzeczne prawdy, co jest niemożliwe.Żenująca, jest nienawiść.Shoah odnośnie psychiki, powodujący depresje, samobójstwa, tylko dlatego, że ktoś wyraża nieustanną aberracje.

Specjalnie nie muszę bronić swego stanowiska w tym temacie, nauka buduje lepszą przyszłość dla homoseksualistów.

Poza być może jakimiś wyjątkowymi przypadkami w których np. homoseksualista byłby najbliższym krewnym dziecka a innych by nie było, nie można, ale i taka sytuację rozpatrujmy z dużym znakiem zapytania. Oczywistym także jest, że para homoseksualna nie może przysposobić dziecka. Przyczyna tego stanu rzeczy jest art. 114. § 1 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego w myśl którego przysposobić dziecko można tylko dla jego dobra.
Osoba bezdomna też nie mogłaby przysposobić dziecka, powiedz mi zatem Bayakusie, czy polskie prawo rodzinne dyskryminuje bezdomnych?
Zdajesz się ciągle sugerować, że homo są dyskryminowani ale uciekasz przed sensem pojęcia dyskryminacji.


Wcześniej śmiałeś twierdzić, iż każdy ma prawo do adopcji, homoseksualiści tego prawa nie mają, gdyż nie posiadają prawa, do wychowywania dzieci.Kontrastowo, zaprzeczyłeś samemu sobie.Przyrównujesz homoseksualistów, do małp, bezdomnych, z tym, że oni są niebezpieczni dla otoczenia, w tym dzieci, w przedstawionej przez ciebie koncepcji.Osoba bezdomna, nie mogłaby zapewnić młodemu człowiekowi, godziwego bytu, tak samo jednak nie jest z osobami tej samej płci, walczącymi o prawo, do opieki nad dzieckiem, w Polsce, nadal go nie otrzymali i z tego też powodu, są dyskryminowani.

Twoje antychrześcijańskie obsesje nie są przedmiotem tego wątku. Tym niemniej już wyjaśniałem Ci że chrześcijańska miłość bliźniego nie oznacza akceptowania wszelkich jego pomysłów.
Zadziwia mnie również Twoja fetyszyzacja pojęć typu "równość". Wygląda to tak jakby wydawało Ci się, że realizacja postulatu równości ma polegać na pozwalaniu każdemu na to na co ma on ochotę bez względu na fakty i konsekwencje.


Jak można tolerować system, który wymordował więcej ludzi, niż pierwsza i druga wojna światowa razem wzięte.
Powracając do tematu.

Wolna wola używana tylko pod zezwoleniem

Skoro tak samo miłujesz siebie samego, w porządku.
Nie musisz się do tego stosować, ale tym samym łamiesz podstawową zasadę chrześcijaństwa, homofobia obłudnie, śmie twierdzić, iż tak wygląda umiłowanie, nasz subiektywizm jest ważniejszy, niż jakiś tam dogmat.

Możemy się jeszcze pobawić w kalambury, ale nie mamy ostatecznego potwierdzenia na własne tezy, burza trwa w środowisku naukowym.

Jak powiedział pewien inkwizytor:

Pośpiechu należy się wystrzegać, bo ból i niedogodności więzienia, nieraz wiodą do zmiany zdania.

#139

Trajan.
  • Postów: 358
  • Tematów: 3
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Jest takie pojecie, jak rasizm kulturowy, samo słowo rasizm, ma bardzo szeroki zakres, także jego zastosowanie było adekwatne.Uświadamiam sobie ten pleonazm, niczym szokującym nie jest, niemożność zajścia w ciąże mężczyzny lub kobiety, bez interakcji tego pierwszego.Seksualność, jeśli mówimy o trzech istniejących jest jednakowozdrowa, abstrakcyjnie normalna, o ile coś normalne być może.Każdy homofob, wynosi własną seksualność ponad osób homoseksualnych, więc frazesy nie, nie stawiają są najzwyklejszą fikcją, po prostu nie chcesz się do tego przyznać, albo masz rozdwojenie jaźni.

W poprzednich postach pisałeś o rasizmie, a teraz wskakujesz na rasizm kulturowy... Bardzo ciekawe, te dwa wyrażenia mają różne znaczenia, dlaczego uważasz, ze masz prawo domagać się od czytelników domyślania się co masz na myśli? Poza tym wybacz, ale chyba uciekasz w niewłaściwym kierunku, pojęcie tzw. "rasizmu kulturowego" odnosi się do nietolerowania grup kulturowych. Homoseksualiści natomiast nie są jakąś uniwersalną odrębną grupa kulturowo - cywilizacyjną.
Z całym szacunkiem, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zabrnąłeś w nieuczciwe i nieeleganckie wymyślanie mi od "rasistów", a teraz usiłujesz, choć bez powodzenia, ubrać te zarzuty w jakiś pseudo intelektualny płaszczyk.

Kolejna poruszona przez Ciebie kwestia - niemożność spłodzenia dziecka. Otóż u heteroseksualnych mężczyzn i kobiet jest ona chorobą. Jest to choroba, patologia normalnego stanu rzeczy. Ale ów normalny stan rzeczy, czyli związek kobiety i mężczyzny z samej swojej natury prowadzi do spłodzenia dziecka. Systemowo związek kobiety i mężczyzny jest płodny. Natomiast systemowo związek homoseksualny jest bezpłodny, gdyż zawsze, w 100% przypadków dwie osoby tej samej płci nie mogą zapłodnić jedna drugiej. Z tego powodu nie można porównywać bezpłodności do homoseksualizmu (chyba, że przyznasz że homoseksualizm jest chorobą tak jak bezpłodność).

Ale to nie znaczy że seksualność wszystkich ludzi jest jednakowozdrowa i normalna.

Więc sam się przyznałeś, otóż gdy świat naukowy, zmieni oficjalne stanowisko, będziemy mogli nazwać homoseksualizm chorobą.Na dzień dzisiejszy homofobii, dokonują segregacji społeczeństwa.

Czy ja kiedykolwiek twierdziłem, że homoseksualizm nie jest nienaturalny i nienormalny, żeby teraz się nagle do takich poglądów "przyznać"?
Przecież od jakiegoś czasu piszę, do czego zresztą się konsekwentnie nie odnosisz, że uwzględniając sens seksualności i jej cel homoseksualizm jest całkowicie z owym sensem i celem sprzeczny i jako taki w żaden sposób nie może zostać uznany za stan normalny i naturalny.

Kolejną kwestia to wmawianie mi, że uskuteczniam segregację... Czy jeżeli mówię o kimś chorym na grypę, że jest chory to czy wprowadzam segregację? [Tylko jak pragnę zakwitnąć, nie wyskocz mi teraz z tekstem, że porównuje homoseksualizm do grypy.] Czy jeżeli nazywam bezpłodność chorobą to segreguje osoby tym nieszczęściem dotknięte? To niedorzeczność. Twierdząc, że z takich a takich przyczyn homoseksualizm nie jest naturalny po prostu stwierdzam pewne fakty. Nie możesz tych, dość oczywistych zresztą prawd zanegować, więc próbujesz wmówić mi, że kogoś segreguje.

Zadziwia mnie również Twoje bezgraniczne zaufanie do świata nauki. Czy jeżeli w drodze głosowania korespondencyjnego (czyli tak jak w przypadku homoseksualizmu) naukowcy ustalą, że od dziś grypa nie jest chorobą to znaczy, że mamy przestać nazywać zagrypionych chorymi?
Decyzje dot. homoseksualizmu miały w dużej mierze charakter ideologiczny, polityczny. Jeden z czołowych w owym czasie entuzjastów tego pomysłu wkrótce zmienił zdatnie i nagle przestał być "czołowym psychiatrą". Naukowcy głoszący poglądy kwalifikowane jako "niepoprawne politycznie" są marginalizowani, nie toczy się z nimi debaty a wyzywa od "homofobów", są podawani nieuzasadnionemu ostracyzmowi i licznym trudnościom w pracy naukowej ponoć ze zwalnianiem z pracy włącznie. Ten i inne tematy są obiektem przede wszystkim walki ideologicznej i politycznej a dopiero w dalszym rzędzie analizy naukowej, dlatego też mocno uzależnione od finansowania i łase na blask chwały środowisko naukowe chętnie porzuca obiektywizm naukowy na rzecz włączenia się w ową walkę ideologiczną po tej stronie, która gwarantuje większe "łupy". A ci którzy się wyłamują są zwalczani. Między innymi z tych przyczyn uważam decyzje podjęte w sprawie homoseksualizmu za niewiarygodne, a samą metodę ustalania w drodze głosowania czy coś jest czy nie jest chorobą za kuriozalną.
Tak jak już pisałem WHO przyjmuje jako wyznacznik tego co jest a co nie jest chorobą to czy dany stan prowadzi czy nie prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia pacjenta. W myśl takich kryteriów chorobami nie są np. wrodzone upośledzenia. Czy to oznacza, że nazywając osoby dotknięte tymi strasznymi chorobami chorymi segreguje je?

Niewiele zrozumiałeś. Tłumaczę Ci po raz kolejny, nie przyrównuje homoseksualistów do małp, a porównuje sposoby rozumowania, który w jednym przypadku wydaje Ci się wyśmienity a w drugim irracjonalny. Krytykuje sposób argumentacji polegający przede wszystkim na próbie irracjonalnego porównywania przykładów i instytucji jaki zaprezentowałeś w pierwszych postach.

Istnieją dwa obozy naukowe, jeden argumentuje na rzecz homoseksualizmu, drugi przeciwnie.Sam nie pojmujesz tego, że zrównywanie jakiego dokonujesz, czy próby udowodnienia, jakoby homoseksualizm miał by być stanem patologicznym, nie znajdują dowodów, w świecie nauki, a kilka zdań, jakie padły z twojej strony, obraża osoby homoseksualne.

Powyżej zacytowałem moją wypowiedź i wypowiedź Twoją odnosząca się do mojej. Przynajmniej tak by się mogło wydawać, bo jednak piszesz o czymś zupełnie innym. Czyżbyś już zapomniał, że cały ten ambaras związany z moim przykładem wziął się z dyskusji nie nad zagadnieniem czy homoseksualizm jest patologia, a z Twojego irracjonalnego porównania przykładów do instytucji . I to właśnie krytyce tego metodologicznego błędu poświeciłem i przykład z małpami i już kilka akapitów w kilku postach, a Ty odnosząc się do tej kwestii zdajesz się pisać o czymś innym.
Krytyka Twojego sposobu argumentowania ma dowieść, że rozumujesz i argumentujesz w sposób niewłaściwy, to ma się nijak do prawdziwości wniosków. Do kwestii konkluzji i wniosków odnoszę się oddzielnie.

Co do kwestii sprzeczności homoseksualizmu z naturą to od bodajże trzech postów powtarzam dlaczego i w jaki sposób homoseksualizm jest z naturą sprzeczny, a Ty mi piszesz, że nie ma na to dowodów... Masz je przed oczami.

Widzę, że jest potrzeba dokładnego omówienia zagadnienia.
Celem i sensem seksualności jest prokreacja, to nie ulega wątpliwości. Nawet uboczne funkcje seksualności jak np. zbliżanie do siebie partnerów ma na celu wzmocnienie trwałości ich związku w celu prawidłowego wychowania potomstwa. Podobnie jest z podziałem na płcie, ma on sens i cel tylko w kontekście prokreacji. Dlatego też kobiecość jest z natury rzeczy skierowana ku męskości a męskość ku kobiecości. Gdyby nie prokreacja podział na płcie i seksualność w ogóle nie miałyby sensu. Dlatego też należy stwierdzić, że seksualność jest z natury rzeczy heteroseksualna.

Każda seksualność która nie prowadzi do prokreacji jest w pewnym stopniu nienaturalna. W przypadku homoseksualizmu nie ma żadnych szans na to, że partnerzy spłodzą ze sobą potomstwo, dlatego też ich seksualność jest pozbawiona sensu, jest nienaturalna. Dlatego też należy stwierdzić, że homoseksualizm jest nienormalny.


Powyższy wywód nie jest wartościowaniem, segregowaniem itd. Jest stwierdzeniem suchych faktów.

Dlatego też, napisałem w tym przypadku, kolejnym razem będę zatwierdzał, iż miałem na myśli twoją osobą, gdyż to ty masowo, używałeś tego pojęcia.
Głównym zagadnieniem filiacji, jest poczucie, pochodzenia od ojca i matki, dedukcyjnie implikacją tego jest pytanie, skąd się tutaj wziąłem, w rodzinie homoseksualnej, nie będzie takiego rozgraniczenia, jak i poczucia pochodzenia, od dwóch osób, różnej płci.Tylko, czy wpłynie to w ujemny sposób na rozwój dziecka i tego właśnie nie wiemy, nie wiemy czy zależności występujące w związku homoseksualnym, zaburzą funkcjonowanie dziecka lub staną się bodźcem, choćby do nerwicy, w wieku starszym, lecz przede wszystkim, niemożności utworzenia rodziny heteroseksualnej.

Cytat
W toku walki o potwierdzenie swoich karkołomnych tez zaczynasz już coraz dalej i coraz szybciej uciekać przed rzeczywistością. Klasycznym przykładem owego dyskomfortu jest sytuacja sierot od urodzenia, u których brak rodziców i brak swojego miejsca w poznanym łańcuchu pokoleń jest widoczną skazą na ich tożsamości.

Tak, natomiast tutaj dziecko posiada rodziców, są jednakże tej samej płci, skoro już mają tychże opiekunów, pewnikiem nie jest, jakoby miały doznać skazy tożsamościowej.Homoseksualni rodzice, mogą zapewnić dziecku higienę psychiczną i zależy to wyłącznie od ich zaangażowania oraz pracy.Przecież dziecko, wychowywane przez parę homoseksualną, musiało mieć biologicznych rodziców, bądź, został wykonany zabieg in vitro.Tak jak i dwie kobiety, tak jak i dwoje mężczyzn, bez pomocy, zewnętrznej, swego potomka na świat nie wydadzą.

Wpierw zgadzasz się z tym, że w przypadku par homo filiacji być nie może, następnie mój przykład na negatywne skutki braku filiacji u sierot kwitujesz nadal w kontekście problemu filiacji, że przecież u homo dziecko będzie mieć dwoje "rodziców"...
W ogóle mieszasz ze sobą i splatasz różne wątki i różne kwestie. Zapewnianie dziecku higieny psychicznej nijak ma się do problemu filiacji (będącej jeszcze raz podkreślam elementem tożsamości człowieka), którą dziecku może zapewnić jedynie mężczyzna i kobieta, a jednak nie wiedzieć czemu łączysz te kwestie. Nie jest prawdą, że owo zapewnianie higieny psychicznej zależy tylko od nakładów pracy rodziców. Dziecko jak już była o tym mowa potrzebuje i ojca i matki, osoby tej same płci obojętnie jak bardzo będą się starać nie są w stanie zasymulować co najmniej jednego z elementów tej układanki. Tożsamość każdego człowieka jest silnie zakorzeniona w jego płci, ale także w genealogii, w świadomości kto przekazał mu życie i naturalnym poczuciu więzi z tymi osobami.
Rodzicielstwo to nie jest hodowla chomików i nie można oderwać osoby rodzica od jego rodzicielstwa. Cała osoba rodzica i wszystkie jej cechy determinują go jako rodzica w powiązaniu z relacją z drugim rodzicem przeciwnej płci. Absurdem jest zatem pisanie, że jakość owego rodzicielstwa "zależy to wyłącznie od ich zaangażowania oraz pracy". Tak mogłoby być w przypadku hodowli zwierząt, ale nie w procesie wychowania dzieci.
Nie są w stanie być właściwym punktem odniesienia dla dziecka.
Nie mogą dać dziecku ani dobrego przykładu jak być kobieta ani jak być mężczyzną ze względu na swój homoseksualizm.
Nie są w stanie dać dziecku przykładu jak być dobrym mężem w relacji do żony i jak być dobra żona w relacji do męża, bo w ogóle nie ma w ich związku relacji damsko męskiej.
Nie są w stanie pokazać dziecku jak ma funkcjonować rodzina - związek kobiety i mężczyzny i ich dzieci, z tych samych co powyżej przyczyn.

W ogóle wszystkie odpowiedzi jakich udzielasz stanowią odpowiedź na niewłaściwie zadane pytanie. Kwestią jaka nas interesuje nie jest to, czy dzieci są dostatecznie odporne aby przetrwać eksperymenty jakie przeprowadzają na nich dorośli, a to jakie warunki są dla rozwoju dziecka najkorzystniejsze. I jeszcze raz powtarzam, kwestią jaka nas interesuje nie jest (tylko) to czy homoseksualiści wychowają homoseksualistę, ale czy dobrze wychowają zdrowego heteroseksualistę.

Shoah odnośnie psychiki (...)

Porównujesz zagładę Żydów do niemożności zaakceptowania przez homoseksualistów że jednak nie wszystko im wolno i otaczający ich świat nie służy do tego aby na każdym kroku zapewniać ich o ich rzekomej "normalności"? Wygląda na to, że niezależnie od faktów w myśl Twoich słów nie można mówić homoseksualistom niczego co mogłoby im się nie spodobać, bo będzie to "Shoah na psychice", a cały świat ma się teraz dostosować do ich roszczeń i wyobrażeń?
To dziwne, że "rasizm" uważasz za pojęcie niebywale rozciągliwe a w swoich słowach nie dopatrujesz się ani grama braku szacunku dla zamordowanych Żydów, czyli jak by to niektórzy dziś określili - "antysemityzmu"...

Specjalnie nie muszę bronić swego stanowiska w tym temacie, nauka buduje lepszą przyszłość dla homoseksualistów.

To jest właśnie punkt widzenia którego nie rozumiem, głos uznanych przez Ciebie autorytetów pozwala Ci wyłączyć własne myślenie?
Jeżeli Cię to interesuje to za nielojalny sposób dyskutowania uważa się powoływanie na autorytet, którego adwersarz nie uznaje. A tzw. iurae in verba magistri (przysięganie na słowo nauczyciela) cały czas budzi podejrzenia, że dyskutant nie myśli samodzielnie.

Natomiast poniższe Twoje słowa są szczególnie symptomatyczne.

(...) nauka buduje lepszą przyszłość dla homoseksualistów

No właśnie. Dla homoseksualistów. Na tym się koncentrujesz, na homoseksualistach. A problem dotyczy dzieci oddawanym im na "wychowanie" i jak widać współcześnie nauka nawet nie zamierza roztrząsać czy budując lepszą przyszłość dla homoseksualistów buduje lepszą przyszłość dla dzieci.

Wcześniej śmiałeś twierdzić, iż każdy ma prawo do adopcji, homoseksualiści tego prawa nie mają, gdyż nie posiadają prawa, do wychowywania dzieci.Kontrastowo, zaprzeczyłeś samemu sobie.Przyrównujesz homoseksualistów, do małp, bezdomnych, z tym, że oni są niebezpieczni dla otoczenia, w tym dzieci, w przedstawionej przez ciebie koncepcji.Osoba bezdomna, nie mogłaby zapewnić młodemu człowiekowi, godziwego bytu, tak samo jednak nie jest z osobami tej samej płci, walczącymi o prawo, do opieki nad dzieckiem, w Polsce, nadal go nie otrzymali i z tego też powodu, są dyskryminowani.

Czy gdzieś pisałem o prawie do wychowania dzieci? Prawo do wychowania jest pochodną władzy rodzicielskiej , która przynależy rodzicom i przysposabiającym (adoptującym). A nie odwrotnie. Ubiegać się o przysposobienie ma prawo każdy, ale pewne osoby dostaną dziecko tylko wyjątkowo, w szczególnych sytuacjach, gdyż przysposobienie dokonywane jest dla dobra dziecka i niektórym obcego dziecka na wychowanie po prostu z tego powodu dać nie wolno.

Nie porównuje homoseksualistów do małp i bezdomnych, czy naprawdę tylko tyle potrafisz z tego zrozumieć? To zaczyna się robić śmieszne! :o

Spróbujmy łopatologicznie.
Przysposobienia można dokonać tylko dla dobra dziecka! A contrario jeżeli ktoś nie zapewnia dziecku odpowiednich warunków wychowania to nie dostanie dziecka. I tu jeszcze raz powtarzam, że kwestią jaka nas interesuje nie jest to, czy dzieci są dostatecznie odporne aby przetrwać eksperymenty jakie przeprowadzają na nich dorośli, a to jakie warunki są dla rozwoju dziecka najkorzystniejsze.
Bezdomni nie są w stanie zapewnić dziecku takich warunków, dlatego nie dostaną dzieci. Czy są dyskryminowani?
Homoseksualiści również nie zapewnią dziecku takich warunków, dlatego nie dostaną dzieci. Czy są dyskryminowani?
Żeby z tego wyczytać porównanie homoseksualistów do bezdomnych trzeba mieć już chyba naprawdę złą wolę. Można się też zastanawiać, czy na pewno przy pisaniu postów kierujesz się chłodna analizą, a nie przypadkiem emocjami?
Twierdzenia o rzekomej dyskryminacji homoseksualistów nie wytrzymują konfrontacji z definicja dyskryminacji. Są konstruowane z pozycji egoistycznych - sensem i celem adopcji jest przede wszystkim zabezpieczenie interesu dzieci, a Ty nadal traktujesz je jakby były świadczeniem komuś należnym z racji posiadania obywatelstwa. Jeżeli założymy, że niedanie komuś kto tego chce dziecka jest dyskryminacją, to kwalifikujemy dziecko jako przedmiot prawa, a nie podmiot pewnych praw. Mówienie o dyskryminacji zakłada właśnie traktowanie dziecka jako przedmiotu.
W istocie "homoadopcja" jest dyskryminacją dzieci, które nie mogąc decydować o sobie są oddawane w środowisko niesprzyjające ich prawidłowemu wychowaniu przez państwo, które ma je chronić i zabezpieczać ich interes.

Wolna wola używana tylko pod zezwoleniem

Skoro tak samo miłujesz siebie samego, w porządku.
Nie musisz się do tego stosować, ale tym samym łamiesz podstawową zasadę chrześcijaństwa, homofobia obłudnie, śmie twierdzić, iż tak wygląda umiłowanie, nasz subiektywizm jest ważniejszy, niż jakiś tam dogmat.

Bayakusie, do czego się teraz odnosisz? Do tego zaznaczonego kursywa cytatu, który wziąłeś nie wiadomo skąd? Co to ma wspólnego z zagadnieniem miłości bliźniego o jakie pytałeś?

#140

kriszo.
  • Postów: 42
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

no dobra... niby wszystko cacy, ale co z kwestią szkoły takiego dziecka wychowywanego przez homoseksualistów? w podstawówce to może jakoś jeszcze by przeszło ale w liceum np ? ludzie by takiego wyśmiewali, prześladowali by go. Nie wiem jak to wygląda tam gdzie jest dozwolona adopcja dziecka przez parę homoseksualną, ale w Polsce możemy o tym spokojnie zapomnieć. Przynajmniej w tym stuleciu :D taka osoba to by miała dopiero piekło na ziemi, a jak ktoś się z tym nie zgadza to chyba w polskiej szkole nie był :D

#141

Vilgefortz.
  • Postów: 92
  • Tematów: 4
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

no dobra... niby wszystko cacy, ale co z kwestią szkoły takiego dziecka wychowywanego przez homoseksualistów? w podstawówce to może jakoś jeszcze by przeszło ale w liceum np ? ludzie by takiego wyśmiewali, prześladowali by go. Nie wiem jak to wygląda tam gdzie jest dozwolona adopcja dziecka przez parę homoseksualną, ale w Polsce możemy o tym spokojnie zapomnieć. Przynajmniej w tym stuleciu :D taka osoba to by miała dopiero piekło na ziemi, a jak ktoś się z tym nie zgadza to chyba w polskiej szkole nie był :D


Widzisz, to raczej wygląda tak że homoseksualiści będą chcieli adoptować dziecko. Ale niestety, możliwe że po przemyśleniu sprawy odejdą od tego, ponieważ jeśli mieliby zrobić coś dla DOBRA DZIECKA, to nie adoptować go z powodów które opisałeś powyżej. Ale że ludzie nie przyzwyczają się do tego (bo nie będą mieli jak), to jeśli pojawi się ewentualny wyjątek, to to dziecko będzie wyśmiewane, bite itp.

Przepraszam jeśli piszę trochę niezrozumiale, ale jestem lekko senny ^^ Na dodatek jestem homofobem :P Ale mimo tego, nie uważam odmiennej orientacji za chorobę. Niektórzy wolą jabłka a inni brzoskwinie i tyle xP

#142 Gość_Bayakus

Gość_Bayakus.
  • Tematów: 0

Napisano

W poprzednich postach pisałeś o rasizmie, a teraz wskakujesz na rasizm kulturowy... Bardzo ciekawe, te dwa wyrażenia mają różne znaczenia, dlaczego uważasz, ze masz prawo domagać się od czytelników domyślania się co masz na myśli? Poza tym wybacz, ale chyba uciekasz w niewłaściwym kierunku, pojęcie tzw. "rasizmu kulturowego" odnosi się do nietolerowania grup kulturowych. Homoseksualiści natomiast nie są jakąś uniwersalną odrębną grupa kulturowo - cywilizacyjną.
Z całym szacunkiem, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zabrnąłeś w nieuczciwe i nieeleganckie wymyślanie mi od "rasistów", a teraz usiłujesz, choć bez powodzenia, ubrać te zarzuty w jakiś pseudo intelektualny płaszczyk.


Zmodernizowałem termin rasizm masz rację, dostrzegam manie na punkcie wykrycia błędu, aczkolwiek będziesz musiał sam sobie z tym poradzić.Myślę iż prócz ciebie, reszta czytelników zrozumiała.Ze stanowiska homofoba, jako krótkowidz, wielu spraw nie jesteś w stanie dostrzec, jak również i tej.

Kolejna poruszona przez Ciebie kwestia - niemożność spłodzenia dziecka. Otóż u heteroseksualnych mężczyzn i kobiet jest ona chorobą. Jest to choroba, patologia normalnego stanu rzeczy. Ale ów normalny stan rzeczy, czyli związek kobiety i mężczyzny z samej swojej natury prowadzi do spłodzenia dziecka. Systemowo związek kobiety i mężczyzny jest płodny. Natomiast systemowo związek homoseksualny jest bezpłodny, gdyż zawsze, w 100% przypadków dwie osoby tej samej płci nie mogą zapłodnić jedna drugiej. Z tego powodu nie można porównywać bezpłodności do homoseksualizmu (chyba, że przyznasz że homoseksualizm jest chorobą tak jak bezpłodność).



Choroby są naturalnym stanem rzeczy, bez nich Ziemia by nas nie pomieściła i nawet gdyby ich nie było, powstałaby zagadka, co zrobić z wyżem demograficznym, więc reszta, jest już historią, to tak odnośnie chorób, lecz sedno tematu z chorobami ma niewiele wspólnego, więc.
Napisałem dokładnie to samo, gdyż każdy wie o tym, iż związek dwóch osób tej samej płci nie wyda potomstwa, bez oczywistych udogodnień nauki, nie pisałem o bezpłodności, tylko niemożności wydania potomstwa przez parę homoseksualną, a o tym wie chyba każdy.Choroby występuje wtedy, gdy para heteroseksualna nie może wydać potomstwa, jak taka zależność, mogłaby występować w rodzinach homoseksualnych, jeśli z oczywistego stanu rzeczy, sami nie są wstanie, stworzyć dziecka.

Trajanie, z mojego punktu widzenia, homoseksualizm nie jest stanem patologicznym, wychowanie przez te osoby nie wywołuje negatywnego, ubocznego skutku teraz i w przyszłości u dzieci, nie ma związku, z założeniem przez nie rodziny, heteroseksualnej, ponieważ, moje stanowisko, akceptuje homoseksualizm i twierdzi, iż z orientacją człowiek się rodzi, a nie ją wybiera.Ja nie wierze w Boga, ty wierzysz, zrozum wreszcie, że automatycznie odrzucam pogląd, jakoby owa seksualność była dewiacją i vice versa, przez ciebie jest traktowany jako stan patologiczny.

Czy ja kiedykolwiek twierdziłem, że homoseksualizm nie jest nienaturalny i nienormalny, żeby teraz się nagle do takich poglądów "przyznać"?
Przecież od jakiegoś czasu piszę, do czego zresztą się konsekwentnie nie odnosisz, że uwzględniając sens seksualności i jej cel homoseksualizm jest całkowicie z owym sensem i celem sprzeczny i jako taki w żaden sposób nie może zostać uznany za stan normalny i naturalny.


Alzheimer, nie zapominaj, rzecz niemożliwa do zrealizowania, nie sposób przeoczyć aluzje.

Kolejną kwestia to wmawianie mi, że uskuteczniam segregację... Czy jeżeli mówię o kimś chorym na grypę, że jest chory to czy wprowadzam segregację? [Tylko jak pragnę zakwitnąć, nie wyskocz mi teraz z tekstem, że porównuje homoseksualizm do grypy.] Czy jeżeli nazywam bezpłodność chorobą to segreguje osoby tym nieszczęściem dotknięte? To niedorzeczność. Twierdząc, że z takich a takich przyczyn homoseksualizm nie jest naturalny po prostu stwierdzam pewne fakty. Nie możesz tych, dość oczywistych zresztą prawd zanegować, więc próbujesz wmówić mi, że kogoś segreguje.


Uświadom sobie to wreszcie, że ja nie traktuje homoseksualizmu jako choroby, a ty w swoim monologu, próbujesz te dwa pojęcia połączyć.Mówisz o bezpłodności, natomiast nigdzie tak nie napisałem, wiem też które słowa zinterpretowałeś w ten sposób, tyle, że ja, nigdzie nie odniosłem się do bezpłodności, nie użyłem tego terminu.Chciałbyś, abym ujmował wypowiedzi, w sposób mniej skomplikowany, natomiast sam dokonujesz na nich operacji, zmieniając ich sens.Nie traktujesz tych ludzi na równi z heteroseksualistami, nie tolerujesz ich, stawiasz ich w szarym kąciku, nie pozwalając na te same prawa, które posiadają twoi braci z gwardii homofobów.

Zadziwia mnie również Twoje bezgraniczne zaufanie do świata nauki. Czy jeżeli w drodze głosowania korespondencyjnego (czyli tak jak w przypadku homoseksualizmu) naukowcy ustalą, że od dziś grypa nie jest chorobą to znaczy, że mamy przestać nazywać zagrypionych chorymi?
Decyzje dot. homoseksualizmu miały w dużej mierze charakter ideologiczny, polityczny. Jeden z czołowych w owym czasie entuzjastów tego pomysłu wkrótce zmienił zdatnie i nagle przestał być "czołowym psychiatrą". Naukowcy głoszący poglądy kwalifikowane jako "niepoprawne politycznie" są marginalizowani, nie toczy się z nimi debaty a wyzywa od "homofobów", są podawani nieuzasadnionemu ostracyzmowi i licznym trudnościom w pracy naukowej ponoć ze zwalnianiem z pracy włącznie. Ten i inne tematy są obiektem przede wszystkim walki ideologicznej i politycznej a dopiero w dalszym rzędzie analizy naukowej, dlatego też mocno uzależnione od finansowania i łase na blask chwały środowisko naukowe chętnie porzuca obiektywizm naukowy na rzecz włączenia się w ową walkę ideologiczną po tej stronie, która gwarantuje większe "łupy". A ci którzy się wyłamują są zwalczani. Między innymi z tych przyczyn uważam decyzje podjęte w sprawie homoseksualizmu za niewiarygodne, a samą metodę ustalania w drodze głosowania czy coś jest czy nie jest chorobą za kuriozalną.
Tak jak już pisałem WHO przyjmuje jako wyznacznik tego co jest a co nie jest chorobą to czy dany stan prowadzi czy nie prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia pacjenta. W myśl takich kryteriów chorobami nie są np. wrodzone upośledzenia. Czy to oznacza, że nazywając osoby dotknięte tymi strasznymi chorobami chorymi segreguje je?


Co do skuteczności - podawane są różne liczby: na przykład badacz dawniej związany z NARTH, William Dreikorn oszacował ją na 0.3%. Główna dyskusja trwa jednak nie wokół pytania, która z tych liczb jest słuszna, ale raczej wokół pytania, czy takie przypadki w ogóle się zdarzają (czyli czy jest więcej niż 0% "uleczonych"). W 2001 roku bohaterem fundamentalistów religijnych i osób powiązanych z NARTH został Robert Spitzer, zasłużony w przeszłości dla usunięcia homoseksualizmu z listy zaburzeń. Z jego badań wynikało, że eks-geje istnieją. Spotkał się z niektórymi z nich i stwierdził, że nawet osiągnęli dobre funkcjonowanie w małżeństwie. Zauważył jednak, że większość miała fundamentalistyczne poglądy religijne, a nawet było działaczami. Nie była to jednak próbka losowa: dr Spitzer rozmawiał z osobami starannie wybranymi spośród byłych pacjentów przez organizację Exodus, a także przez NARTH. Ponieważ amerykańscy fundamentaliści religijni nadali badaniom Spitzera duży rozgłos warto przytoczyć jego opinię na ten temat, udzieloną Wall Street Journal (z 23 maja 2001): "Niektórzy homoseksualiści wydają się zdolni do zmiany tożsamości i zachowania, ale nie pobudzenia i fantazji seksualnych; inni mogą zmienić tylko tożsamość; a bardzo nieliczni, jak podejrzewam, mogą zmienić wszystkie cztery aspekty orientacji. (...) W istocie, jak sądzę, ogromna większość ("the vast majority") gejów byłaby niezdolna do zmiany utrwalonej orientacji homoseksualnej.


Ten pan nie zmienił swojego zdania, lawina protestów, otrzymanych od konstruktywistów, spowodowała, iż ujął to nieco łagodniej.

Mnie natomiast nie zadziwia, upartość i próba udowodnienia, iż homoseksualizm to choroba, ponieważ swe wywody opierasz na opinii fachowców, potrafiących tylko zaprzeczać.Dodatkowo tworzysz teorie konspiracyjne, jak gdybyś przeniknął wszystkie warstwy systemu naukowego.

Powyżej zacytowałem moją wypowiedź i wypowiedź Twoją odnosząca się do mojej. Przynajmniej tak by się mogło wydawać, bo jednak piszesz o czymś zupełnie innym. Czyżbyś już zapomniał, że cały ten ambaras związany z moim przykładem wziął się z dyskusji nie nad zagadnieniem czy homoseksualizm jest patologia, a z Twojego irracjonalnego porównania przykładów do instytucji . I to właśnie krytyce tego metodologicznego błędu poświeciłem i przykład z małpami i już kilka akapitów w kilku postach, a Ty odnosząc się do tej kwestii zdajesz się pisać o czymś innym.
Krytyka Twojego sposobu argumentowania ma dowieść, że rozumujesz i argumentujesz w sposób niewłaściwy, to ma się nijak do prawdziwości wniosków. Do kwestii konkluzji i wniosków odnoszę się oddzielnie.


Równie dobrze, to samo mógłbym przypisać tobie.W dodatku kilkukrotnie pytałeś, "o co chodzi".
Wskaż gdzie występuje, to irracjonalne porównanie przykładów do instytucji.

Co do kwestii sprzeczności homoseksualizmu z naturą to od bodajże trzech postów powtarzam dlaczego i w jaki sposób homoseksualizm jest z naturą sprzeczny, a Ty mi piszesz, że nie ma na to dowodów... Masz je przed oczami.


Przecież cały czas uwzględniam, iż para o tej samej płci, nie wyda dziecka na świat.Z naturą heteroseksualną sprzeczny jest, dlaczego miałby być chorobą, tylko dlatego ponieważ nie występuje zjawisko prokreacji, jeśli tak to proszę zapoznać się z terminem choroba, ona wyrządza szkody i jest to pewne.

Widzę, że jest potrzeba dokładnego omówienia zagadnienia.
Celem i sensem seksualności jest prokreacja, to nie ulega wątpliwości. Nawet uboczne funkcje seksualności jak np. zbliżanie do siebie partnerów ma na celu wzmocnienie trwałości ich związku w celu prawidłowego wychowania potomstwa. Podobnie jest z podziałem na płcie, ma on sens i cel tylko w kontekście prokreacji. Dlatego też kobiecość jest z natury rzeczy skierowana ku męskości a męskość ku kobiecości. Gdyby nie prokreacja podział na płcie i seksualność w ogóle nie miałyby sensu. Dlatego też należy stwierdzić, że seksualność jest z natury rzeczy heteroseksualna.

Każda seksualność która nie prowadzi do prokreacji jest w pewnym stopniu nienaturalna. W przypadku homoseksualizmu nie ma żadnych szans na to, że partnerzy spłodzą ze sobą potomstwo, dlatego też ich seksualność jest pozbawiona sensu, jest nienaturalna. Dlatego też należy stwierdzić, że homoseksualizm jest nienormalny.

Powyższy wywód nie jest wartościowaniem, segregowaniem itd. Jest stwierdzeniem suchych faktów.


Już teraz twierdzisz, iż orientacja nie zdolna do prokreacji, tylko w pewnym stopniu jest nienaturalna.Heteroseksualizm wydał na świat homoseksualizm, zbiegiem okoliczności jest to, że penis nie pasuje do penisa, a pochwa do pochwy.Nie czyni to heteroseksualizmu nienaturalnym, celem heteroseksualizmu jest wydanie na świat potomstwa, tak homoseksualizm nie może się tym poszczycić, ale to dwie różne orientacje i wzorzec jednej, na który się powołujesz, nie znajduje odzwierciedlenia w drugiej.Celem jednej seksualności jest prokreacja, cel drugiej jest w takim razie pozbawiony sensu.To nie jest odchyleniem od normy, norma oparta jest na kanonie heteroseksualizmu, oczywistym jest, iż homoseksualizm nim nie jest, natura była mniej przychylna dla jednych, kwestia szczęścia.Ten argument pochodzi z Biblii, która nie szuka odpowiedzi, tylko skazuje.

Wpierw zgadzasz się z tym, że w przypadku par homo filiacji być nie może, następnie mój przykład na negatywne skutki braku filiacji u sierot kwitujesz nadal w kontekście problemu filiacji, że przecież u homo dziecko będzie mieć dwoje "rodziców"...
W ogóle mieszasz ze sobą i splatasz różne wątki i różne kwestie. Zapewnianie dziecku higieny psychicznej nijak ma się do problemu filiacji (będącej jeszcze raz podkreślam elementem tożsamości człowieka), którą dziecku może zapewnić jedynie mężczyzna i kobieta, a jednak nie wiedzieć czemu łączysz te kwestie. Nie jest prawdą, że owo zapewnianie higieny psychicznej zależy tylko od nakładów pracy rodziców. Dziecko jak już była o tym mowa potrzebuje i ojca i matki, osoby tej same płci obojętnie jak bardzo będą się starać nie są w stanie zasymulować co najmniej jednego z elementów tej układanki. Tożsamość każdego człowieka jest silnie zakorzeniona w jego płci, ale także w genealogii, w świadomości kto przekazał mu życie i naturalnym poczuciu więzi z tymi osobami.
Rodzicielstwo to nie jest hodowla chomików i nie można oderwać osoby rodzica od jego rodzicielstwa. Cała osoba rodzica i wszystkie jej cechy determinują go jako rodzica w powiązaniu z relacją z drugim rodzicem przeciwnej płci. Absurdem jest zatem pisanie, że jakość owego rodzicielstwa "zależy to wyłącznie od ich zaangażowania oraz pracy". Tak mogłoby być w przypadku hodowli zwierząt, ale nie w procesie wychowania dzieci.
Nie są w stanie być właściwym punktem odniesienia dla dziecka.
Nie mogą dać dziecku ani dobrego przykładu jak być kobieta ani jak być mężczyzną ze względu na swój homoseksualizm.
Nie są w stanie dać dziecku przykładu jak być dobrym mężem w relacji do żony i jak być dobra żona w relacji do męża, bo w ogóle nie ma w ich związku relacji damsko męskiej.
Nie są w stanie pokazać dziecku jak ma funkcjonować rodzina - związek kobiety i mężczyzny i ich dzieci, z tych samych co powyżej przyczyn.

W ogóle wszystkie odpowiedzi jakich udzielasz stanowią odpowiedź na niewłaściwie zadane pytanie. Kwestią jaka nas interesuje nie jest to, czy dzieci są dostatecznie odporne aby przetrwać eksperymenty jakie przeprowadzają na nich dorośli, a to jakie warunki są dla rozwoju dziecka najkorzystniejsze. I jeszcze raz powtarzam, kwestią jaka nas interesuje nie jest (tylko) to czy homoseksualiści wychowają homoseksualistę, ale czy dobrze wychowają zdrowego heteroseksualistę.


Dla mnie ludzie rodzą się z wyznaczoną seksualnością, dowodem na to jest brak wyleczenia, czegoś co pierwotne, z czym człowiek się rodzi.To tak jak gdyby chcieć wyrzec się człowieczeństwa, stąd też, reprezentujemy dwa odmienne stanowiska, także nie zgadzam się z tym, jakoby rodzić miał wpłynąć na seksualność dziecka, nie zgadzam się z tym, jakoby rodzina homoseksualna, poprzez brak owej filiacji, wychowywała homoseksualistę, lub pogląd, jakoby rodzina homoseksualna, poprzez brak zależności występujących w związkach heteroseksualnych, tego samego uczyła dziecka, człowiek rodzi się z kateksją do danej płci i żadne normy do dziś tego nie zmieniły.Zgubne twierdzisz, że wskutek braku wzorca, w przyszłości wychowywana w czasach dzieciństwa osoba, przez parę jednej płci, nie będzie potrafiła stworzyć rodziny heteroseksualnej, filiacja ma się nijak do tego.

Wiesz, że para seksualna nie wychowa zdrowego heteroseksualisty, masz prawdo do takich obdukcji, teraz udowodnij, że w rodzinie homoseksualnej dziecko, nie może być wychowane na heteroseksualistę.Ludzie posiadają zdolność obserwacji, dlatego też homoseksualiści mają bardziej wymagające zadanie, aby uświadomić dziecko, że bez względu na ich orientacje, dziecko ma własny wybór, mogą to pokazać tylko sztucznie, poprzez pedagogikę, idealnie nie odwzorują antagonizmów między kobietą a mężczyzną.Zresztą skąd wiesz, iż poprzez brak takiego podziału, brak relacji między żoną a mężem, brak występujących różnić pomiędzy tymi dwoma płciami, spowoduje w przyszłości, że dziecko nie będzie wstanie wyrosnąć na heteroseksualistę, założyć taki związek i wychować własne potomstwo.Czego takie dziecko ma się od swych rodziców uczyć skoro jest heteroseksualne, rodzice homo, tego nie zmienią, gdyż nie jest to choroba, czy taka osoba nie będzie wiedziała, jakiej jest płci.Zrodziło to pewną myśl w mojej głowie, niech lesbijki adoptują heteroseksualne dziewczynki, a geje heteroseksualnych chłopców.Jak dziecko ma przyswajać naturą, z którą się rodzi, jeśli dojdzie do zetknięcia między kobietą a mężczyzna, wychowanych w homoseksualnych związkach, mężczyzna będzie się zachowywał jak mężczyzna, a kobieta tak jak przystało na kobietę, w relacji heteroseksualnej.Nie można wykonać wynaturzenia, od czegoś, z czym się rodzimy.Widzisz, ja wychowałem się bez ojca, w domu z matką i prababką, wiem natomiast jak należy wychowywać dziecko, aby mogło kiedyś utworzyć szczęśliwą, przypuśćmy heteroseksualną rodzinę , uwzględniając prokreacje, a także późniejsze, poprawne wychowanie ich potomstwa, przez nich samych.Podział, na te dwie kluczowe osoby, czyli ojca i matkę, nie wpłynie na twoją orientacją, na potrzebę macierzyństwa.Wiem, iż ten brak, w niczym nie przeszkadza, a orientacja nie jest dziedziczona, spoglądanie, na zachowania opiekunów, nie mają tak olbrzymiego wpływu, na to, co tak na prawdę myślisz, co czujesz.

W przypadku osób tej samej płci, istnieje możliwość spłodzenia dziecka, jeśliby gej zapłodnił lesbijkę, bądź kobietę heteroseksualną i jeśli lesbijka zostałaby zapłodniona przez geja, bądź heteroseksualnego mężczyznę.

Teraz przedstawmy to w sytuacji ekstremalnej, na świecie pozostały tylko dwie osoby, Adam lat 30, Magda lat 30, gej oraz lesbijka.Pomimo awersji do siebie, są wstanie dokonać wpierw zapłodnienia przez Adamy Magdy, następnie wydaniu dziecka na świat, poprzez Magdę, dzięki spermie Adama.W sytuacji codziennej, jest to wbrew ich woli, zachowują dystans i oczywiście obrzydzenie, w stosunku do siebie.W sytuacji ekstremalnej, to dzięki tym osobom, przeżyłby gatunek homo sapiens.

Porównujesz zagładę Żydów do niemożności zaakceptowania przez homoseksualistów że jednak nie wszystko im wolno i otaczający ich świat nie służy do tego aby na każdym kroku zapewniać ich o ich rzekomej "normalności"? Wygląda na to, że niezależnie od faktów w myśl Twoich słów nie można mówić homoseksualistom niczego co mogłoby im się nie spodobać, bo będzie to "Shoah na psychice", a cały świat ma się teraz dostosować do ich roszczeń i wyobrażeń?
To dziwne, że "rasizm" uważasz za pojęcie niebywale rozciągliwe a w swoich słowach nie dopatrujesz się ani grama braku szacunku dla zamordowanych Żydów, czyli jak by to niektórzy dziś określili - "antysemityzmu"...


Wyraźnie wskazałem różnicę, między eksterminacją fizyczną od psychicznej, mam w sobie tyle taktu, by nie przyrównywać do siebie tragedii, nie stawiać jednej nad drugą, takich rzeczy się nie ocenia, martyrologia wykonana na, przedstawicielach narodowości żydowskiej, nie klasyfikuje poziomu okrucieństwa, tych dwóch zjawisk, natomiast sam termin martyrologia wywodzi się od średniowiecznosłowiańskiego słowa martyrologium czyli katalog męczenników i jest silnie związane z holocaustem, stąd pozwoliłem sobie na wykonanie, tejże analogii.
Czujący bliskość do tej samej płci, są eksterminowani, na tle psychicznym, przez społeczeństwo, poprzez nieustanną nagonkę, co często prowadzi, do śmierci, tychże osób.Aplikuje im się gaz, oni nie umierają, umiera ich poczucie wartości.
Świat ma zapewnić im te same prawa, co heteroseksualistą, a w większości krajów tak nie jest.Oni domagają się tych samych praw, nie chcą aby wywyższano ich, ponad hetero, chcą, by włożono ich, na ten sam poziom półki, co przeciwną orientacje.Brak przywilejów, jest w stosunku do nich niesprawiedliwy, nikt nie wybiera sobie narodowości.

To jest właśnie punkt widzenia którego nie rozumiem, głos uznanych przez Ciebie autorytetów pozwala Ci wyłączyć własne myślenie?
Jeżeli Cię to interesuje to za nielojalny sposób dyskutowania uważa się powoływanie na autorytet, którego adwersarz nie uznaje. A tzw. iurae in verba magistri (przysięganie na słowo nauczyciela) cały czas budzi podejrzenia, że dyskutant nie myśli samodzielnie.


Możliwe, że budzi podejrzenia, lecz pozostanie to nadal, w świecie marzeń, mojego adwersarza, może snuć insynuacje bez końca, przychylność i akceptacja wszystkiego, co oficjalna nauka ma do powiedzenia, zawsze filtruje, przez własny umysł, mam taką tendencję, iż porównuje stanowisko obydwu stron, wybieram tę która mi bardziej pasuje, odpowiada.Nie akceptuje bezkrytycznie wszystkiego, ot tak.Więc, na twe domysły, nic nie poradzą.

No właśnie. Dla homoseksualistów. Na tym się koncentrujesz, na homoseksualistach. A problem dotyczy dzieci oddawanym im na "wychowanie" i jak widać współcześnie nauka nawet nie zamierza roztrząsać czy budując lepszą przyszłość dla homoseksualistów buduje lepszą przyszłość dla dzieci.


Nauka mówi, iż budują taką samą przyszłość dla dzieci, co przedstawiciele burżuazji heteroseksualnej.Wszystko odnosi się do kwestii choroby, jednak to nie homoseksualizm należy leczyć, tylko homofobię.Społeczeństwa naukowe, orzekają, iż fala sprzeciwów, napływa od ortodoksyjnych wyznawców religijnych, jak i od konserwatystów, tło społeczne.Gdyż jeśli, nie do zaakceptowania jest fakt, należy z nim walczyć, niezależnie od wszystkiego, aby presja przytłoczyła, na tyle środowisko naukowe, że będzie ono wstanie, zmienić, wcześniej orzeczone tezy, niezależnie od realiów.W gestii osób mających uprzedzenia, jest udowodnienie, iż rzeczywistość, musi pokrywać się z ich poglądami, absolutnymi prawdami, które nie mogą być naruszane, już odgórnie ustanowiono, iż byłoby to niedorzeczne, ale jeśli nawet nie, to czemu nie potrafią rzetelnie, empirycznie potwierdzić swojego stanowiska.

Czy gdzieś pisałem o prawie do wychowania dzieci? Prawo do wychowania jest pochodną władzy rodzicielskiej , która przynależy rodzicom i przysposabiającym (adoptującym). A nie odwrotnie. Ubiegać się o przysposobienie ma prawo każdy, ale pewne osoby dostaną dziecko tylko wyjątkowo, w szczególnych sytuacjach, gdyż przysposobienie dokonywane jest dla dobra dziecka i niektórym obcego dziecka na wychowanie po prostu z tego powodu dać nie wolno.

Nie porównuje homoseksualistów do małp i bezdomnych, czy naprawdę tylko tyle potrafisz z tego zrozumieć? To zaczyna się robić śmieszne! :o


Osoby homoseksualne chcą, wychowywać dzieci, ubiegają się o prawo do adopcji, ponieważ prawo do wychowywania, jest dla nich zamknięte.Czy osoby homoseksualne, to osoby z marginesu społecznego, tacy jak przedstawieni przez ciebie bezdomni, dla ciebie nie zapewnią dziecku tego samego co para hetero, przyrównujesz ich do małp czy bezdomnych, iż twierdzisz, że ich "karkołomne wyczyny", prowadza do destrukcji, demoralizacji młodego osobnika i nie mają na uwadze dobra dziecka.Natomiast, dla mnie, spełniają cenzus bez zarzutu.Już z materialnej potrzeby, bezdomny człowiek, nie zapewni podstawowego warunku egzystencji, nie mówiąc o wychowaniu, bądź jego wiedzy, na ten temat, temat edukacji.Pewnikiem jest, iż zagwarantowanie w kategorii materialnej, zostaje spełnione przez związki o tej samej seksualności, druga kwestia stoi pod znakiem zapytania, ty ganisz, ja popieram.

Bayakusie, do czego się teraz odnosisz? Do tego zaznaczonego kursywa cytatu, który wziąłeś nie wiadomo skąd? Co to ma wspólnego z zagadnieniem miłości bliźniego o jakie pytałeś?


Po pierwsze nie jest to cytat, wiem, zaraz będziesz dociekał dlaczego objąłem te słowa kursywą, odpowiem, ponieważ taką miałem chęć.
Elementem tejże miłości do bliźniego jest, prześladowanie osób, w tym wątku homoseksualnych, one są niszczone, ponieważ społeczeństwo chrześcijańskie traktuje je, jako osoby chore, przez co brzydzą się niekiedy samych siebie, są skłonni popełnić samobójstwo, zatem na wolność muszą dostać zezwolenie, gdyż w żadnym katolickim środowisku, homoseksualistami być nie mogą.I tak człowiek, który chciałby zachować swą orientacje, jednocześnie należąc do organizacji kościoła, nie mógłby się do tego faktu jawnie przyznać.


Accusare nemo se debet
Nikt nie musi oskarżać, samego siebie

Za to, że jest homoseksualistą.


Może przyjmiesz to nareszcie do wiadomości, że twoja jak i moja perspektywa, z jakiej patrzymy na omawiane zagadnienie, jest anomalią w obydwie strony, prościej pisząc, interesy zbyt rozbieżne, by doszło do ugody.

#143

Trajan.
  • Postów: 358
  • Tematów: 3
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

[Może przyjmiesz to nareszcie do wiadomości, że twoja jak i moja perspektywa, z jakiej patrzymy na omawiane zagadnienie, jest anomalią w obydwie strony, prościej pisząc, interesy zbyt rozbieżne, by doszło do ugody. ]

Jednym z fundamentów naszej cywilizacji jest greckie podejście do prawdy, czyli przekonanie, że prawda jest i powinnością człowieka rozumnego jest dążyć do jej odkrycia. Ty natomiast wciąż piszesz o „Twoim punkcie widzenia” z perspektywy którego analizujesz temat i tu właśnie tkwi źródło problemu, że porzucasz obiektywizm na rzecz swojego własnego punktu widzenia.
Ja nie mam żadnego” interesu” w dowodzeniu swoich racji poza próbą odkrycia prawdy i przeanalizowania interesującego mnie zagadnienia. Ty natomiast zdajesz się mieć jakieś własne, subiektywne jak piszesz „interesy” w tej dyskusji. I obawiam się, że właśnie w tym tkwi problem dlatego absolutnie wierzę Ci gdy piszesz, że „porównuje stanowisko obydwu stron, wybieram tę która mi bardziej pasuje, odpowiada”. Ja natomiast wybieram tę, która jest racjonalnie i dobrze uargumentowana.

Co więcej dość symptomatyczne jest zacytowanie zasady procesu karnego:

[Accusare nemo se debet]

Czy to oznacza, że zamierzasz stosować tę zasadę także do dyskusji? Stanowiska stron w procesie tym różnią się od stanowisk interlokutorów w dyskusji, że ci drudzy mają przynajmniej próbować dążyć do odkrycia prawdy stosując realizując dyrektywę naukowego obiektywizmu. Co ma oznaczać przytoczenie poprzez Ciebie tej zasady? Że czujesz się adwokatem jednej ze stron? Adwokat w procesie ma obowiązek bronić swojego klienta, nawet jak przyjmuje oczywiście absurdalną linię obrony polegająca na próbie zanegowania oczywistych faktów to przymyka się na to oko bo być może w danych okolicznościach sytuacja jest tak beznadziejna, że nic mądrzejszego nie można robić (co oczywiście nie oznacza że ma on rację ani że pomoże to jego klientowi). Natomiast dyskusja rządzi się zupełnie innymi prawami, jej uczestnicy powinni dążyć do poznania prawdy a nie bronić jednej ze stron popadając w konflikt z rzeczywistością. Zdajesz się czuć bardziej czyimś adwokatem niż uczestnikiem dyskusji Bayakusie.
Piszesz np.:

[Uświadom sobie to wreszcie, że ja nie traktuje homoseksualizmu jako choroby, a ty w swoim monologu, próbujesz te dwa pojęcia połączyć]

Wygląda to tak jakbym sam fakt, że Ty coś uważasz powodował że ja muszę uznawać ten punkt widzenia i nie wolno mi dowodzić czegoś innego bo „Ty uważasz, że...”.

[Zmodernizowałem termin rasizm masz rację, dostrzegam manie na punkcie wykrycia błędu, aczkolwiek będziesz musiał sam sobie z tym poradzić.Myślę iż prócz ciebie, reszta czytelników zrozumiała.Ze stanowiska homofoba, jako krótkowidz, wielu spraw nie jesteś w stanie dostrzec, jak również i tej.]

Zaczęło się od tego, że nie zrozumiałeś że nie porównuje homo do małp a jedynie dwa przykłady wadliwego sposobu rozumowania i argumentacji. Potem wymyśliłeś sobie, że owo rzekome porównywanie homo do małp nazwiesz sobie rasizmem...
Co więcej tym razem napisałeś:

[Wskaż gdzie występuje, to irracjonalne porównanie przykładów do instytucji.]

Pomimo tego, że to włośnie ów przykład z małpami miał unaocznić na czym to Twoje irracjonalne porównanie polegało. Zresztą piszę o tym i wyjaśniam sprawę już od ładnych kilku postów...
Jednak niezrozumienie o co chodzi nie przeszkadzało Ci w wymyślaniu mi od „rasistów”!

Od pewnego czasu usiłujesz ubrać wyzywanie mnie od rasistów w nazwijmy to „średnio” udane pseudo intelektualne szatki z nadzieją że nikt z osób czytających Twoje słowa nie zna znaczenia słów „rasizm” i „rasizm kulturowy”. Ale już chyba pomysły Ci się skończyły skoro uciekasz tym razem w argumentum ad auditorem (jeśli Cię to interesuje to jest to metoda również kwalifikowana jako nielojalny chwyt erystyczny).

Ja w przeciwieństwie do Ciebie mam głęboką nadzieje, że Twoje kuriozalne rozszerzenie pojęcia „rasizm” wedle własnego „widzi mi się” (o, pardon! „z Twojego punktu widzenia”, czyż nie?) bez jak się okazuje zrozumienia tematu, po to tylko żeby koniecznie „przywalić” adwersarzowi nie jest jednak zrozumiałe dla innych użytkowników, ani tym bardziej przez nich tolerowane.

Na czym polegało Twoje irracjonalne porównanie instytucji z przykładami? Wyjaśniam po raz kolejny...
Na argument, że instytucja rodziny (heteroseksualnej, przypomnijmy że rodzina z definicji jest heteroseksualna) jest środowiskiem jakie daje dziecku najlepsze warunki wychowania odpowiedziałeś wskazując przykłady patologii wśród par heteroseksualnych. To jest właśnie ów błąd – porównałeś instytucję, model, rozwiązanie systemowe z przykładami nieprawidłowości.

Posłużmy się kolejnym przykładem, tym razem postaram się go dobrać tak, żebyś nie znalazł sobie pretekstu w uciekanie przed meritum sprawy w oskarżenie mnie o „rasizm”.
Wyobraź sobie, że toczy się dyskusja pomiędzy osobami twierdzącymi, że przysposobienie powinno być ustanowione wyrokiem sądu i osobami twierdzącymi, że powinno być ustanowione mocą urzędniczej decyzji administracyjnej. Na argumentację zwolenników wyroku sądu zwolennicy decyzji administracyjnej nie odpowiadają argumentami mającymi wykazać wyższość decyzji administracyjnej a zamiast tego twierdzą, że przecież sądy się czasem mylą... Jeżeli ktoś nie rozumie, że mamy do czynienia z porównaniem instytucji z przykładami nieprawidłowości, to może się nabrać... „no tak.. przecież sądy się mylą.. owszem, prawda....”. Ale z tego w żaden sposób nie wynika, że decyzja administracyjna jest w takim przypadku dobrym rozwianiem. Podobnie jak fakt występowania patologii wśród niektórych par heteroseksualnych (zresztą o czym się rzadko mówi chodzi głównie o konkubinaty) w żaden sposób nie powoduje, że pary homoseksualne zyskują zdolność do wychowywania dzieci. Porównać można instytucję z instytucją a nie instytucje z przykładami nieprawidłowości.

Należy również zauważyć, że masz Bayakusie tendencje do etykietowania adwersarza. Np. poniższy cytat:

[Ze stanowiska homofoba, jako krótkowidz, wielu spraw nie jesteś w stanie dostrzec]

Po pierwsze cóż to ma być ta homofobia, jakieś słowo – wytrych służące do etykietowania interlokutorów. Cóż to ma być? „Nieuzasadniony lęk przed osobami homoseksualnymi” - zapewniam Cię Bayakusie, że żadnego lęku, uzasadnionego czy nie, przed osobami homoseksualnymi nie odczuwam.
Przypuszczam, że konsekwentnie będziesz brnął w ten swój „rasizm” okraszany „homofobami” w ramach swojego „punktu widzenia”, bardzo to wygodne przywalić tak komuś od czasu do czasu „homofobem”, czyż nie? Nie mam zamiaru udowadniać, że nie jestem koniem, dlatego daruj sobie proszę tego typu cokolwiek pozamerytoryczne wywody.

[Trajanie, z mojego punktu widzenia, homoseksualizm nie jest stanem patologicznym, wychowanie przez te osoby nie wywołuje negatywnego, ubocznego skutku teraz i w przyszłości u dzieci, nie ma związku, z założeniem przez nie rodziny, heteroseksualnej, ponieważ, moje stanowisko, akceptuje homoseksualizm i twierdzi, iż z orientacją człowiek się rodzi, a nie ją wybiera.Ja nie wierze w Boga, ty wierzysz, zrozum wreszcie, że automatycznie odrzucam pogląd, jakoby owa seksualność była dewiacją i vice versa, przez ciebie jest traktowany jako stan patologiczny. ]

No właśnie Bayakusie, z „Twojego punktu widzenia”, dlaczego to podkreślasz? Czy fakt, że jest tak jak uważasz akurat z Twojego punktu widzenia ma znaczenie? Niezależnie od faktów masz własne zdanie?

Ale co ma do tego wiara w Boga to już zupełnie nie rozumiem. Czy jak gdzieś używałem argumentów teologicznych? Żeby uzasadnić pogląd, że homoseksualizm jest nienaturalny a dzieci wychowywane przez homoseksualistów są pozbawiane właściwego dla ich rozwoju środowiska nie ma potrzeby sięgać po Biblie czy argumenty teologiczne. Wystarczy trochę pomyśleć i wykorzystać dostępną nam wiedzę na temat wspomnianych zagadnień.

Znowu usiłujesz wtrącić mnie do jakiejś przygotowanej przez siebie szufladki na ideologicznych adwersarzy, to niepoważne.

[Choroby są naturalnym stanem rzeczy ]

Nie rozróżniasz dwóch różnych zjawisk. Czym innym jest naturalność występowania danego zjawiska w przyrodzie i naturalność samego zjawiska. Zjawiskiem naturalnym jest, że w przyrodzie występują choroby, ale choroby dla organizmu nie są stanem naturalnym. Tak samo naturalnym jest że jedna na ileś tysięcy osób jest dotknięta chorobą genetyczną ale sama choroba genetyczna nie jest zjawiskiem dla organizmu naturalnym. Podobnie jest np. z pedofilią. Sama pedofilia nie jest w żadnym stopniu naturalna ale naturalnym jest że w przyrodzie raz na jakiś czas zdarza się z różnych przyczyn taka patologia. Gwałty występują w przyrodzie, występowały i będą występować - ich występowanie nie jest niczym nadzwyczajnym i w związku z tym w tym ujęciu ich występowanie jest naturalne - ale czy to oznacza że jest to naturalna metoda zaspokajania popędu seksualnego? Wiele zjawisk występujących w przyrodzie, także patologie, występują w nim naturalnie, ale to jeszcze nie oznacza że one same są naturalne, normalne dla np. organizmu.

[Mnie natomiast nie zadziwia, upartość i próba udowodnienia, iż homoseksualizm to choroba, ponieważ swe wywody opierasz na opinii fachowców, potrafiących tylko zaprzeczać.]

Zaraz zaraz, co próbuje przez to powiedzieć? Że jeśli ktoś zaprzecza twierdzeniom kogo innego to samo to go dyskwalifikuje? Co owi fachowcy na jakich rzekomo się powołuje mieliby robić nie zgadzając się z jaką s opinia jak nie jej właśnie zaprzeczać.

[Dodatkowo tworzysz teorie konspiracyjne, jak gdybyś przeniknął wszystkie warstwy systemu naukowego.]

Teorie konspiracyjne powiadasz? :D Naprawdę nie są potrzebne wstrząsające wyniki ankiet przeprowadzanych anonimowo wśród naukowców na temat tego jak często fałszują wyniki badań (o czym np. tu: http://tiny.pl/hhl5r ) żeby nabrać zdrowego dystansu do wszelkich rewelacji ze świata nauki. Wystarczą nawet medialne doniesienia na temat różnych co bardziej kuriozalnych efektów politycznej poprawności.

Rozumiem, że masz problem z przyjęciem do wiadomości że wiarygodność środowisk naukowych, szczególnie w sprawach medialnych i kontrowersyjnych bywa wątpliwa, skoro Twoim głównym punktem zaczepienia jest właśnie comunis opinio doctorum. Ale rzeczywistości nie zakrzyczysz. Środowisko naukowców jest coraz bardziej podatne na naciski polityczne i ideologiczne i to w całym zachodnim świecie, jedną z istotnych przyczyn tego stanu rzeczy jest uzależnienie świata nauki od publicznych pieniędzy. Do tego dochodzi dyktat „politycznej poprawności”, brak odwagi cywilnej i wiele innych elementów.

Symptomatycznym przykładem jest np. sprawa zależności pomiędzy emisją CO2 a globalnym ociepleniem, mamy do czynienia np. z badaczami, którzy kilkanaście lat temu lansowali i stawali na uszach żeby dowieść modną wtedy teorię o nadchodzącej nowej epoce lodowcowej, a dziś gdy na „topie” jest globalne ocieplenie dowodzą oni, że jest ono wywołane przez człowieka. Niezależnie od faktów głoszą najbardziej popularne poglądy... I to niestety nie jest rzadkość nawet w świecie nauki.

Powołujesz się na autorytet naukowców i wyniki ich badań, ale tak się składa, że nikt nie ma dostępu do opisu tych badań i ich wyniki można powielać z pozycji „niekwestionowanego autorytetu”, także ich tezy musimy przyjmować na wiarę.
Czy mamy zatem bezkrytycznie w nie wierzyć? Niekoniecznie.
Xavier Lacroix autor wspomnianej przeze mnie książki „Miłość nie wystarczy” przeanalizował m.in. artykuł Charlotte Paterson, która z kolei omawia około trzydziestu wcześniejszych badań na ten temat i której praca często jest powoływana w innych pracach. Jak sam autor pisze: „Uważna lektura tego dokumentu i paru spośród omówionych artykułów niechybnie pozostawi czytelnika co najmniej bezradnym”. Lista wykrytych przez Lacroix manipulacji i nieprawidłowości obejmuje m.in.:
-lista kwestionariuszy jest śmiesznie mała od 11 do 38;
-na kilkadziesiąt przytoczonych badań większość dotyczy dzieci przed okresem dojrzewania a tylko dwa i to dość lakoniczne dotyczą nastolatków
-oczywiście żadne z badań nie dotyczą wychowywanych prze homo osób w wieku dorosłym, co jest konieczne aby ustalić konsekwencje takiego wychowywania;
-obserwuje się badane osoby jedynie przez krótki czas;
- wiele analiz porównują zachowanie dzieci wychowanych przez matkę lesbijkę i przez... matkę heteroseksualną lub rozwiedzioną (dane muszą być w ten sposób zniekształcone, należy porównywać z zachowaniem dzieci wychowywanych przez parę heteroseksualną)
-kwestionariusze są konstruowane pod kątem badania zdolności przystosowawczych dzieci, a nie strukturalnych i dalekosiężnych skutków sytuacji w jakiej się znalazły;
-a także taki, wręcz kuriozalny kwiatek z badań Stephanea Naduad: pytania zadawano... tylko i wyłącznie „rodzicom” (a nie dzieciom)! I to jakim? Aktywnym działaczom Stowarzyszenia Rodziców i Przyszłych Rodziców Gejów i Lesbijek... :)
Powyższe przykłady powinny dać do myślenia osobom powołującym się na wyniki „amerykańskich badań”.

[W dodatku kilkukrotnie pytałeś, "o co chodzi".]

Tak pytałem o co chodzi. I skoro wywołałeś ten temat to sądzę, że jest to stosowna chwila na małą radę – jeśli nie chcesz żeby dyskutanci pytali Cię o co Ci chodzi zacznij stosować reguły składniowe języka polskiego i reguły interpunkcyjne. To pomoże.

[Z naturą heteroseksualną sprzeczny jest, dlaczego miałby być chorobą, tylko dlatego ponieważ nie występuje zjawisko prokreacji, jeśli tak to proszę zapoznać się z terminem choroba, ona wyrządza szkody i jest to pewne.]

O właśnie, to jest definicja choroby wg WHO, czyli stanu który prowadzi do pogorszenia się zdrowia pacjenta. Wg. takiej definicji homoseksualizm nie jest chorobą, podobnie jak zespół Downa, pedofilia czy nekrosadyzm.

Natomiast ja napisałem że z uwagi na cel i sens seksualności homoseksualizm jest nienaturalny i nienormalny. Tej kwestii nie poruszasz, natomiast próbujesz ją obejść skupiając się tylko na słowie „choroba” i na jednym z przyjętych dla niego znaczeń. Kogo próbujesz oszukać Bayakusie, nas czy siebie?

[Już teraz twierdzisz, iż orientacja nie zdolna do prokreacji, tylko w pewnym stopniu jest nienaturalna.Heteroseksualizm wydał na świat homoseksualizm, zbiegiem okoliczności jest to, że penis nie pasuje do penisa, a pochwa do pochwy.Nie czyni to heteroseksualizmu nienaturalnym, celem heteroseksualizmu jest wydanie na świat potomstwa, tak homoseksualizm nie może się tym poszczycić, ale to dwie różne orientacje i wzorzec jednej, na który się powołujesz, nie znajduje odzwierciedlenia w drugiej.Celem jednej seksualności jest prokreacja, cel drugiej jest w takim razie pozbawiony sensu.To nie jest odchyleniem od normy, norma oparta jest na kanonie heteroseksualizmu, oczywistym jest, iż homoseksualizm nim nie jest, natura była mniej przychylna dla jednych, kwestia szczęścia.Ten argument pochodzi z Biblii, która nie szuka odpowiedzi, tylko skazuje. ]

Po pierwsze ów argument nie pochodzi z Biblii. A nawet jeżeli jest w niej zawarty, to muszę się przyznać że nic mi o tym nie wiadomo. Jest on po prostu argumentem racjonalnym i dlatego go użyłem.
Po drugie napisałeś wiele słów ale do meritum sprawy odniosłeś się tylko i wyłącznie negacją. Tj. uważasz, że nie jest tak jak piszę.. i.. i.. koniec. Po prostu Ty tak uważasz i koniec. Sens seksualności spychasz na bok, cel seksualności spychasz na bok, nie interesują Cię, sens podziału na płcie spychasz na bok... Homoseksualizm nie jest odchyleniem od normy.. bo? Bo? Nie bardzo wiadomo dlaczego, kwestia szczęścia powiadasz... A jak ktoś jednak próbuje analizować sens seksualności, to „skazuje”, czyż nie?

Kurczę Bayakusie, zacznij analizować rzeczywistość zamiast kierować się swoim „punktem widzenia”. Bo ewidentnie masz tezę do której usiłujesz dopasować jakieś argumenty, bez powodzenia, ale wydaje się również, że nie potrzebujesz żadnych argumentów aby wierzyć w tę tezę.

[Dla mnie ludzie rodzą się z wyznaczoną seksualnością, dowodem na to jest brak wyleczenia ]

Jest wiele chorób i zjawisk, które nie są możliwe do wyleczenia, ale jakoś nie uważamy ich z tego powodu za wrodzone. Z przyjętych przez Ciebie przesłanek w ogóle nie wynika wniosek jakiego oczekujesz. A na marginesie dodajmy, że z tą niemożnością wyleczenia to chyba jednak nie jest tak jak piszesz, skoro powstają już nawet organizacje zrzeszające wyleczonych homoseksualistów, ale nie popadajmy w dygresję.

[także nie zgadzam się z tym, jakoby rodzić miał wpłynąć na seksualność dziecka, nie zgadzam się z tym, jakoby rodzina homoseksualna, poprzez brak owej filiacji,]

Bayakusie... Filiacja oczywiście jest związaną z orientacją seksualną, ale nie bezpośrednio... Bezpośrednio związaną jest z tożsamością każdego człowieka, a gdy piszę o tożsamości nie mam na myśli jedynie tożsamości seksualnej. Czy w człowieku już niczego poza jego seksualnością nie dostrzegasz?

Sugerowanie, że problem poczucia filiacji dotyczy obaw o orientację seksualna dziecka jak i doszukiwanie się pleonazmów w moich wywodach dotyczących problemu filiacji w kontekście tożsamości, stawia wręcz pod znakiem zapytania Twoje zrozumienie problemu. Z pleonazmem nie mamy do czynienia wtedy gdy jedna część wyrażenia ma doprecyzować znaczenie innej części tego wyrażenia.

Filiacja jest to poczucie pochodzenia od konkretnego mężczyzny i konkretnej kobiety. Świadomość bycia dzieckiem swoich rodziców. Jest to bardzo ważny element tożsamości każdego człowieka, na poczuciu filiacji każdy buduje swoją tożsamość i jej zaburzenie skutkuje także zaburzeniem tożsamości człowieka.

Poza tym Twoje rozumowanie jest nieprawidłowe. Spójrzmy:
Wpierw twierdzisz, że skoro homoseksualizm jest nieuleczalny to znaczy, że jest wrodzony. Z przesłanki jak już pisałem w ogóle nie wynika wniosek, poza tym owa przesłanka zdaje się być w ogóle fałszywa.
Dalej twierdzisz, że skoro z skoro homoseksualizm jest nieuleczalny, to znaczy, że jest wrodzony, a to oznacza, że rodzice nie mogą go przekazać wychowywanym przez nie dzieciom... mimo że obawy dotyczą głównie tego, czy dziecko zostanie wychowane na dobrego heteroseksualistę a nie czy na pewno zostanie homoseksualistą.
To jest doskonała egzemplifikacja Twojego własnego „punktu widzenia” i własnego zdania że tak powiem „niezależnie od faktów”. Cała ta Twoja konstrukcja się sypie już u samej podstawy.

[Zgubne twierdzisz, że wskutek braku wzorca, w przyszłości wychowywana w czasach dzieciństwa osoba, przez parę jednej płci, nie będzie potrafiła stworzyć rodziny heteroseksualnej, filiacja ma się nijak do tego.]

A to dlatego, że....?
Tego jak funkcjonować w rodzinie, jak być rodzicem, mężem/zoną czy mężczyzną/kobietą trzeba się nauczyć. Zawsze ilekroć wzorzec rodziców jest zaburzony występują problemy i odchylenia od normalnego funkcjonowania. Zawsze. Nie ma żadnego powodu żeby przypuszczać, że akurat homoseksualistów ten problem nie dotyczy.

[teraz udowodnij, że w rodzinie homoseksualnej dziecko, nie może być wychowane na heteroseksualistę.]

Kurczowo trzymasz się tylko i wyłącznie kwestii tego czy wychowanie przez homo implikuje homoseksualizm u dziecka, w ogóle nie zwracasz uwagi, że to jest problem ale być może wcale nie kluczowy. Z całego katalogu interesujących nas zagadnień Ty wybierasz sobie właśnie to jedno, dlatego po raz kolejny zwrócę Twoja uwagę, że kluczowym problemem nie jest obawa że w każdym przypadku homo wychowają homoseksualistę a to, czy wychowają zdrowego (a nie jakiegokolwiek) heteroseksualistę.

Jeszcze raz podkreślę również co pisałem poprzednio, że kwestią jaka nas interesuje nie jest to, czy dzieci są dostatecznie odporne aby przetrwać eksperymenty jakie przeprowadzają na nich dorośli, a to jakie warunki są dla rozwoju dziecka najkorzystniejsze. Dlatego jeżeli ktoś musiałby coś udowadniać to właśnie Ty Bayakusie, na paradoks zakrawa więc fakt że wciąż ja to robię. Masz do zaoferowania jedynie nielogiczne konstrukcje odnoszące się do wybiorczo wybranych zagadnień i jeszcze piszesz, że Twoi adwersarze nie potrafią rzetelnie, empirycznie potwierdzić swojego stanowiska... No tak, lepiej zapytać jak jest naprawdę członków Stowarzyszenia Rodziców i Przyszłych Rodziców Gejów i Lesbijek...

W świetle znanej nam wiedzy na temat tego jak łatwo brak choćby jednego z elementów rodziny, czyli matki kochającej ojca i ojca kochającego matkę wypacza osobowość, a nawet psychikę dziecka nie ma żadnego powodu twierdzić, że homoseksualiści wychowają w pełni zdrowego heteroseksualistę. Po raz kolejny podkreślam, że zawsze gdy wzorzec jest zaburzony występują problemy czy to z osobowością, czy z umiejętnością poprawnego funkcjonowania w rodzinie. Zawsze! Nie ma więc żadnego powodu żeby przypuszczać, że problem nie dotyczy homoseksualistów.

Nie ma żadnego powodu ażeby twierdzić, ze warunki jakie mogą zapewnić dziecku "homorodzice" będą choćby optymalne, a wręcz przeciwnie, wszystko wskazuje na to że jest będzie raczej odwrotnie.

[Czego takie dziecko ma się od swych rodziców uczyć skoro jest heteroseksualne.]

To też już pisałem, ale mogę napisać specjalnie dla Ciebie po raz kolejny.
Od rodziców musi nauczyć się jak należy poprawnie funkcjonować w relacji z mężem/żoną, poprzez obserwację postaw rodziców i ich relacji do siebie kształtuje się jego osobowość jako mężczyzny/kobiety, przyswaja wzorzec poprawnego funkcjonowania rodziny i poprawnych relacji pomiędzy matką, ojcem i dziećmi itd.
Już o tym pisałem i podawałem konkretne przykłady jak łatwo wypaczyć osobowość dziecka poprzez zachwianie niektórymi tylko elementami tej układanki.
Tego jak być dobrym mężczyzna/kobietą mężem/żoną ojcem/matką trzeba się dopiero nauczyć, choć nie jest to dobre słowo, musi się to stać elementem dobrze ukształtowanej osobowości każdego człowieka, to nie jest nikomu dane jako element ludzkiej natury.

Wreszcie jego tożsamość jako człowieka kształtuje się w oparciu o rodzinę heteroseksualną, i wbrew temu o czym ciągle piszesz nie tylko tożsamość seksualna ale szerzej jego tożsamość jako człowieka, w tym i filiacja czyli poczucie pochodzenia od konkretnego mężczyzny i konkretnej kobiety będące istotnym elementem tożsamości każdego człowieka.

A Ty wciąż zdajesz się dostrzegać przede wszystkim mały wycinek problemu, czyli kwestię tego czy homo zawsze zrobią z dziecka homo. Kogo usiłujesz oszukać nas czy siebie Bayakusie?

[W przypadku osób tej samej płci, istnieje możliwość spłodzenia dziecka, jeśliby gej zapłodnił lesbijkę, bądź kobietę heteroseksualną i jeśli lesbijka zostałaby zapłodniona przez geja, bądź heteroseksualnego mężczyznę.]

Raczysz żartować, jeżeli homoseksualny mężczyzna współżyje z homoseksualną kobietą to nie jest to przecież relacja osób tej samej płci, jest to relacja heteroseksualna!

[Wyraźnie wskazałem różnicę, między eksterminacją fizyczną od psychicznej, mam w sobie tyle taktu, by nie przyrównywać do siebie tragedii, ]

Otóż właśnie problem polega na tym, że nie masz na tyle taktu, wyraźnie użyłeś określenia Shoah, czyli albo nie rozumiesz co ono oznacza albo drwisz z pamięci ofiar. Żeby porównywać brak akceptacji dla pomysłów i roszczeń osób homoseksualnych z zagłada Żydów trzeba mieć nie lada tupet. A żeby pisać, że homo „często spotyka śmierć” przez rzekomo opresyjne społeczeństwo trzeba mieć niewielki kontakt z rzeczywistością. Czy jest to kolejny element Twojego własnego „punktu widzenia”?

[Świat ma zapewnić im te same prawa, co heteroseksualistą, a w większości krajów tak nie jest. Oni domagają się tych samych praw, nie chcą aby wywyższano ich, ponad hetero ]

Homoseksualiści przynajmniej w krajach szeroko pojętego zachodu są równi wobec prawa wraz z heteroseksualistami. Pisałem już o tym, jeżeli uważasz, że np. w Polsce jest inaczej to podaj przykład najlepiej wraz z podstawą prawną.

Homoseksualiści mają natomiast w wielu krajach coraz więcej przywilejów typu ochrona prawnokarna przed krytyką ich poglądów.

[Osoby homoseksualne chcą, wychowywać dzieci, ubiegają się o prawo do adopcji, ponieważ prawo do wychowywania, jest dla nich zamknięte. ]

Nie wiem czego nie rozumiesz z tego co piszę. Prawo do wychowania dziecka jest pochodną władzy rodzicielskiej. Jeżeli sądzisz że homoseksualiści są jako grupa społeczna pozbawieni praw rodzicielskich to podaj mi podstawę prawną takiego twierdzenia.

Natomiast podstawowych faktów na temat adopcji nadal zdajesz się nie dostrzegać uciekając w twierdzenia o porównywaniu bezdomnych do homoseksualistów. Wyjaśnimy sobie to zatem raz jeszcze.

Bezdomni, homoseksualiści, osoby samotne i konkubinaty heteroseksualne i niektóre małżeństwa nie dostaną dziecka z tej samej przyczyny - bo przesłanką ustanowienia przysposobienia jest dobro dziecka – w związku z czym dzieci powierza się tylko i wyłącznie tym, co do których ma się pewność, że zapewnią dzieci odpowiednie warunki materialne i warunki wychowania.

Nawet Ty przyznajesz że nie ma pewności co do tego, że dziecko zostanie przez homo prawidłowo wychowane (choć w rzeczywistości nie tyle „nie ma pewności” co do powyższego, co nie ma podstaw sądzić, że mogłoby zostać przez nich prawidłowo wychowane). A jak już pisałem:
1.nie jest ważne jakie warunki dziecko przetrzyma, a jakie są dla jego wychowania najlepsze;
2.adopcja nie jest dla rodziców, jest dla dziecka;
3.przysposobić można dziecko tylko dla jego dobra;

Wystarczy dodać te elementy do siebie, żeby zdać sobie sprawę, że odmowa adopcji zarówno w przypadku bezdomnych, homoseksualistów, osób samotnych, konkubinatów heteroseksualnych i niektórych małżeństw nie jest dyskryminacją.

Natomiast traktowanie jej jako dyskryminację jest tożsame z uznaniem dziecka za przedmiot przysługującego komuś prawa, co jest niedopuszczalne bo nie ulega najmniejszej wątpliwości że dziecko jako człowiek jest podmiotem prawa. W dodatku podmiotem chronionym szczególnie, w przypadku sierot przez państwo które wzięło na siebie rolę dbania o ich bezpieczeństwo i zabezpieczenie ich interesów, w tym i prawidłowego wychowania.

Dlatego państwo nie może wydawać dzieci komuś kto tego chce, a powierza je w drodze adopcji osobom posiadającym konieczne przymioty i kwalifikacje do ich wychowania. Bo podkreślmy to raz jeszcze – adopcja jest dla dzieci a nie dla rodziców zastępczych, i to interes dzieci a nie interes rodziców zastępczych podlega szczególnej ochronie.

Bayakusie, do czego się teraz odnosisz? Do tego zaznaczonego kursywa cytatu, który wziąłeś nie wiadomo skąd? Co to ma wspólnego z zagadnieniem miłości bliźniego o jakie pytałeś?

Po pierwsze nie jest to cytat, wiem, zaraz będziesz dociekał dlaczego objąłem te słowa kursywą, odpowiem, ponieważ taką miałem chęć.

A to bardzo ciekawe... odnosisz się więc do opinii, które sam wymyślasz. No cóż, takie podejście na pewno ułatwia wiele spraw...

#144 Gość_Aton

Gość_Aton.
  • Tematów: 0

Napisano

"Prawdziwa historia homo dla najmłodszych". Też mi coś. Te dwa Bogu ducha winne zwierzątka nawet nie zdają sobie sprawy z tego do jakich polityczno-społecznych celów są wykorzystywane. To smutne, że jacyś ludzie chcą udowadniać swoją normalność na podstawie zwierząt. Jak bezdennie trzeba być beznadziejnym żeby tak się poniżyć? Czy ci ludzie nie mają godności i poczucia własnej wartości? Najżałośniejsze w nich jest to, że łudzą się iż stanowią jakąś wartość, że znaczą coś więcej i są wyjątkwi, że ich życie to misja i muszą walczyć o swoje. Tymczasem są to ludzie, którzy nawet nie zdają sobie sprawy z tego jacy są biedni. Emocjonalnie, duchowo, społecznie, ideologicznie i w wielu dziedzinach. Myślą, że przynależność do jakiejś zbokogrupy da im poczucie wsparcia i siły, a tymczasem znajdują wszechobecną i słuszną krutykę. Skoro przyrównują się do zwierząt i czerpią z nich inspirację to dlaczego oburzają się na gorsze traktowanie. Wio koniku z wozem bo jak nie to batem ..... ale bałbym się koniku, że polubiłbyś bat czy tam pejcz.

#145

tatik.
  • Postów: 1982
  • Tematów: 291
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Te dwa Bogu ducha winne zwierzątka nawet nie zdają sobie sprawy z tego do jakich polityczno-społecznych celów są wykorzystywane. To smutne, że jacyś ludzie chcą udowadniać swoją normalność na podstawie zwierząt. Jak bezdennie trzeba być beznadziejnym żeby tak się poniżyć?

Na Twoim miejscu nie przejmowałbym się normalnością forumowiczów oceniających Twoje posty. O ich światopogląd doskonale zadbały nasze jedyne słuszne politycznie media. Po jakie licho nadwyrężać mózgownicę i pomyśleć o co w tym wszystkim chodzi skoro "tęgie umysły" podadzą wszystko na tacy ? Samodzielne myślenie zawsze było na cenzurowanym.



#146

b0mber0.
  • Postów: 242
  • Tematów: 7
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Na przykładzie tych pingwinów widać nic innego jak wolę przetrwania, bo one z braku samicy WYSIADYWAŁY jakieś tam jajo - pomagały sobie w trudzie wychowawczym,a NIE ma mowy o tym żeby one uprawiały seks!! To ludzie nazwali je homo pingwinami, mimo iż tak nie było! Poza tym porównywać zachowania zwierzęce do ludzkich i jeszcze je promować? Widzieliście kiedyś zgraję kundli otaczających sukę w rui? Co wtedy się dzieję i nawet gdyby te psy były najbliżej spokrewnione to by ich nie hamowało przed tymi "zwierzęcymi" ekscesami! To też będziemy promować? Napisze ktoś o tym bajkę dla najmłodszych?? Przecież to akt natury..

Każdy ma prawo robić co chce do pewnego stopnia i jak są osoby o innych orientacjach seksualnych, proszę bardzo - bądźcie sobie, ale nie narzucajcie tego innym.
Po co te kampanie? Nie ma zakazu kontaktów osób tej samej płci, a to co oni robią to jest nic innego jak homo propaganda, czy widzieliście kiedyś takie parady hetero? czy hetero mają swoją partię?

Teraz próbują mieszać w głowie tym najbardziej podatnym na wszelkie sugestie - naszym dzieciom (tak, mam synka), najmłodszym którzy nie mają jeszcze żadnej świadomości seksualnej i wszelkie relacje międzyludzkie są dla nich nie do końca zrozumiałe już nie mówiąc o ich zaburzeniach. NIE ZABIERAJCIE DZIECIOM DZIECIŃSTWA!!
Tak samo jak nie ma dla przedszkolaków bajek wyjaśniających do czego jeszcze służy "siusiaczek"!

Chcą by ich w pełni zaakceptowano, a jednocześnie dają wyraz tego, że sami siebie nie akceptują! w głębi muszą czuć że to jest złe i szukają podobnych zachowań wśród zwierząt aby usprawiedliwić swoje. Próbują nawzajem sobie wmawiać że to jest normalne i łączą się w grupy by uzyskać większe poparcie dla siebie i tych zachowań.

Moje poglądy to nie homofobia! To wyraz nie akceptacji dla przymusowej i nie przemyślanej globalizacji poglądów mniejszości! Jesteście - bądźcie, ale odczepcie się od innych, a w szczególności od dzieci!

#147

Klajcor88.
  • Postów: 141
  • Tematów: 5
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja Bardzo zła
Reputacja

Napisano

Do pasji doprowadza mnie to, że jesli chodzi o homoseksualizm m+m to wszyscy rzygaja, obrazaja sie, w ostatecznosci bija i rzucaja kamieniami a jak dochodzi do homoseksualizmu k+k to wszyscy siedza i patrza z wypiekami na twarzy i juz nie mowia ze to nienaturalne... ( to oczywiscie do meskiej czesci wspolforumowiczow ). Moze mi to ktos wytlumaczyc ?

P.s.

@up
b0mber0
Zakazow nie ma, oswajanie z homoseksualizmem ma zapobiec incydentom takim jak np. ten
http://www.se.pl/arc...bie_104467.html
nikt nie narzuca Ci sypiania z facetami....

#148

b0mber0.
  • Postów: 242
  • Tematów: 7
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Świetny argument.. z Izraela x| ile u nas takich przypadków odnotowano? a ile tam tygodniowo takich ale skierowanych na przeciwników wiary?

Homo to nie pępek świata, nie tylko oni doznają agresji!

Co do k+k to też nie normalne ale facet w tym widzi coś podniecającego ze względu na zainteresowanie płcią przeciwną i tak zamiast jednej widzi dwie ale to zawsze w kontekście aby w tym uczestniczyć tzn w wyobrażeniach chciałby znaleźć się między nimi.
To tłumaczy inne spojrzenie na to ponieważ popęd seksualny jest jednym z najbardziej żywiołowych i najtrudniejszych do opanowania uczuć, pragnień i w takich sytuacjach przewyższa on inne. W tym momencie widzi się kobiety które prowokują nas do współżycia, tak przynajmniej jest to przez nas samców odbierane.
Nie dając tego złudzenia na "możliwość", czar znika.. słysząc na zapytanie czy się przyłączyć odpowiedź "nie" zareagujemy złością i z pewnością brakiem akceptacji tego czemu się oddają.. (same :roll: ).

#149

Klajcor88.
  • Postów: 141
  • Tematów: 5
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja Bardzo zła
Reputacja

Napisano

Popytaj jakiegokolwiek geja o to, ile mial nieprzyjemnych sytuacji zwiazanych ze swoja orientacja... W Polsce tez jest wiele odnotowanych zabojstw i brutalnych pobic homoseksualistow, wiec nie wiem dlaczego sie czepiasz tego Izraela. I cale szczescie ze nie kazdy w Polsce ma kałasza w domu, bo bylo by tak samo...

#150

b0mber0.
  • Postów: 242
  • Tematów: 7
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Nie zaprzeczyłem, że doznają aktów przemocy ale zaznaczyłem że nie tylko oni! Tak samo z nie akceptacją spotykają się ludzie otyli, karłowaci, a czasem rudzi lub w okularach (chyba pierwsze ofiary dziecięcych wyzwisk), nawet chcący być modni ponad miarę spotykają się z drwinami, a nawet czasem z agresją więc czy oni wszyscy powinni organizować parady, kampanie i żądać bezwarunkowej akceptacji?

Co to wszystko ma wspólnego z bajką dla dzieci?

Były gorsze zachowania w dziejach i czy aby nie powtórzyła się historia tworzyło się bajki dla dzieci o złym wilku przerabiającym świnki na mydło?? NIE! Mają one delikatnie wskazywać dzieciom co jest dobre, a co złe w podstawowych aspektach takich tak, że nie wolno krzywdzić ludzi, kłamać, kraść ale jednocześnie nie pozbawiając ich tego do czego mają odwieczne prawo - BYĆ DZIEĆMI i bawić się, a na zawiłe problemy przyjdzie czas później.


 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych