livin - oczywiscie, że kpię, ale jestem bardzo podobnego zdania co liwia. Zaglądamy w cudze garki i życie odległe o tysiące kilometrów, a nie widzimy (albo nie chcemy widzieć) i nie przeciwdziałamy wszystkim babolom pod własnym nosem. jestem gotów iść o zakład, że zdecydowana większość (nie mówię wszyscy, bo są jednostki, które jednak próbują) palcem nie kiwnęła w żadnej działalności - czy to humanitarnej, czy wolontarnej - w której trzeba by wyjść z domu i poświęcic temu trochę więcej czasu i sił niż kliknięcie w klawiaturę.
Poza tym - są na to dowody, że praktycznie wszystkie organizacje prowadzące takie akcje są umoczone w taki czy inny sposób i przy okazji kręcą własne lody, czysto komercyjne (a może nawet odwrotnie... ). W każdej akcji humanitarnej 30-40% zysków jest wtapiane w koszty jej prowadzenia. To przepraszam, gdzie tu sens i logika...?
Przepraszam, ale po co człowiekowi potrzebne jest mięso płetwala błękitnego albo (futro)tygrysa skoro świetnie daje sobie bez tego rade? I ludzie pozabijają się o resztki płetwy walenia albo ogona tygrysa?
A po co człowiekowi co roku nowy samochód, telewizor, komórka, raz w miesiącu nowy ciuch, i tak by można wymieniać jeszcze długo... BO JEST POPYT. A kto ten popyt generuje? My.
Zanim zaczniemy pouczać kogoś, popatrzmy na siebie samych, i naprawianie świata zacznijmy od siebie.
Podobnie z psami w Korei. A czy ktoś wie, w jaki sposób odbywa się u nas ubój bydła, trzody, drobiu...? Jak wygląda hodowla na skalę przemysłową? Fakt, jest coraz lepiej, ale jeszcze bardzo dużo brakuje.
A jak wygląda los setek tysięcy zwierzatek maści wszelakiej trzymanych w domach?
Sliczna futrzana zabaweczka jest super przez pierwszy tydzień, później ląduje na bruku, albo w śmierdzącej, nieczyszczonej tygodniami klatce, i staje się upierdliwym obowiązkiem, którego najlepiej sie pozbyć przez zaniedbanie, samo zdechnie...
Echhh.... jak miło się czyta te wszystkie górnolotne myśli o pomocy wszystkim potrzebującym na świecie...
Ale wystarczy pokojarzyć troszkę faktów, uświadomić sobie niektóre liczby, by sobie zdać sprawę jakie to puste i podszyte fałszem. I tak naprawdę NICZEGO takie akcje nie zmieniają. Może na dwa, trzy miesiące, później i tak wszystko wróci do stanu poprzedniego, może lepiej zakamuflowane. Czy kilka studni w Sudanie zmieni los Tych ludzi...? wątpię... Bo lada moment przy tej studni stanie kilku gości z maczetami i kałachami i zaczną za każdy kubek tak kasować, że najbardziej potrzebujących i tak nie będzie na to stać.
A ile kasy idzie w powietrze na reklamę...? MILIARDY.... dlaczego..? Bo ludzie są głupi i w reklamę wierzą.
A gdyby choć połowę z tego przeznaczyc na poprawianie świata to byłby raj na ziemi. Ale nie będzie. Dlaczego? Bo MY SAMI tę reklamę napędzamy. Bo ciężko samemu chwilę pomyśleć, poczytać, żeby wybrać odpowiedni towar nie kierując się reklamą.
Echh.. mógłbym tak jeszcze długo, ale już wkroczyłem na ostry OT.
Ale wkurza mnie bezproduktywne bicie piany.
PS. a jakby ktoś pytał - samochód mam 20-letni, utrzymywany w jak najlepszym stanie technicznym - samodzielnie. Telewizor mam 25 lat - pobór prądu zmierzony - na poziomie żarówki 75W i dopóki działa nie mam zamiaru zmieniać, komórkę ma 6 letnią. I nie dlatego, ze mnie nie stać. Segreguję śmieci. I takiego podejścia do życia uczę swoje dzieci.
Nie żyjemy po to by mieć, tylko po to by BYĆ.