Skocz do zawartości


Zdjęcie

Wybory Prezydenckie 2010


  • Zamknięty Temat jest zamknięty
694 odpowiedzi w tym temacie

Ankieta: Wybory Prezydenckie 2010 - II TURA (316 użytkowników oddało głos)

Na kogo będziesz głosował/a ?

  1. Głosowano Bronisław Komorowski (PO) (0 głosów [0.00%])

    Procent z głosów: 0.00%

  2. Głosowano Jarosław Kaczyński (PiS) (0 głosów [0.00%])

    Procent z głosów: 0.00%

Głosuj

#91 Gość_Armstrong2009

Gość_Armstrong2009.
  • Tematów: 0

Napisano


A ja mam takie pytanie do ciebie, czy ty jesteś j*****y czy tylko się zgrywasz?


Za młody jesteś, żeby pojąć przesłanie tej prowokacji.. kiedy Polska przechodziła transformację 89, ty robiłeś w pieluchy a ja uczyłem się obowiązkowego rosyjskiego w szkole.. Wybory zdecydują w jakim miejscu znajdzie się Polska na nowej mapie geopolitycznej, po stronie wschodniej czy też po stronie zachodniej.. Jeśli myślisz, że będę się biernie przyglądać jak czerwona pięcioramienna gwiazda tak znienawidzona przez Polaków znów zaczyna mieć wpływ na losy tego kraju to chyba sam jesteś jebnięty!


Twoja prowokacja jest tak denna i nie skomplikowana, że zaczynam myśleć, czy czasem nie rozmawiam z rozpuszczonym gimnazjalistą który podaje się za kogoś innego. Tak, może to dla ciebie szokujące ale bez problemu pojmuje znaczenie tej prowokacji. Nawet znam jej cel, bezsensowne prowokowanie ludzi którzy mają inne zdanie. Proszę, nie pisz do mnie dziecko bo najwyraźniej nie rozumiesz ani słowa z tego co napisałem, chciałem zwrócić twoja uwagę na to w jaki sposób się odnosisz do innych ludzi którzy mają inne zdanie od ciebie, ale najwyraźniej jest to bezcelowe. Widzę, że masz radochę robiąc to co robisz, więc pozostaje mi tylko kolejny raz zaraportować twoje wypociny z nadzieją, że dostaniesz Bana.

Dołączona grafika

edit: Burnago
Takie wypowiedzi prosiłbym pisać na PW do konkretnego użytkownika.

  • 0

#92 Gość_osiris

Gość_osiris.
  • Tematów: 0

Napisano

Mam nadzieje, ze to nie bedzie Komorowski - człowiek, który nie posiada żadnych uczuć.

Wręcz przeciwnie.
Jak większość w PO jest bardzo przywiązany do dóbr materialnych.
Cała polityka PO jest przepojona potrzebą nasycenia się pieniędzmi bez opamiętania.
Tam nie ma polityków takich jak Szczygło (żył wręcz ascetycznie) czy Jarosław Kaczyński, którego majątek mieścił się w kieszeni własnej matki.
Chyba wolimy mieć u władzy ludzi którzy dbają o dobro całego narodu a nie takich którzy robią świetne interesy.
Ja nie chciałbym mieć u władzy ludzi pokroju Miszteli, Stokłosy, Kulczyka czy Krauzego.
Po ich rządach nasze konta by schudły a ich zwielokrotniły się.
Oni dbają tylko o swoje interesy a władza jest tylko środkiem do zwiększenia swoich zasobów finansowych.
Dla mnie Komorowski jest osobą która reprezentuje w/w ludzi ze świata biznesu a Kaczyński jest reprezentantem tych mnie zamożnych czy wręcz biednych.
Kaczyński będzie reprezentował program, aby wszystkim żyło się dobrze i godnie a nie tylko wybrańcom spod skrzydeł PO.

Użytkownik osiris edytował ten post 12.05.2010 - 07:46

  • 3

#93

snemies.
  • Postów: 645
  • Tematów: 6
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Grzegorz Napieralski - kandydat prawicowy , w sumie od Jarosława różni się tylko tym , że on podaje ręke panu Jaruzelskiemu a Jarosław panu Rydzykowi .


Coś ci się kolego strasznie pomieszało, owszem trafnie zauważyłeś czym się rożni Jarek on Grzesia ale nazywanie ich prawicowymi to nadużycie. Oboje są lewicowi z tendencjami ku centrum ale lewicowi. Spójrz jakie mają poglądy gospodarcze, a potem porównaj to z zasadami wolnego rynku co jest wyznacznikiem prawicowości w tej materii

Jak większość w PO jest bardzo przywiązany do dóbr materialnych.



Oczywiście masz rację, większość polityków w tym ci z PO są skorumpowani a politykę traktują jako cel do osiągnięcia własnych korzyści.

Niemniej jednak lepiej jak na wysokim stanowisku stoi osoba która ma sukcesy np w zarządzaniu własna firmą, jest bogata a nie ktoś kto trzyma majątek w kieszeni własnej matki jak to ciekawie ująłeś:) Osoba sukcesu prędzej zagwarantuje sukces, jako że jest już bogata ma mniejsze zapotrzebowanie na oszustwa u władzy oraz jako że już coś znaczącego osiągnęła w zarządzaniu to i na takim stanowisku prędzej się sprawdzi.
  • 0

#94 Gość_osiris

Gość_osiris.
  • Tematów: 0

Napisano

Osoba sukcesu prędzej zagwarantuje sukces, jako że jest już bogata ma mniejsze zapotrzebowanie na oszustwa u władzy oraz jako że już coś znaczącego osiągnęła w zarządzaniu to i na takim stanowisku prędzej się sprawdzi.

O naiwności.
Bogaty ma to do siebie że chce jeszcze więcej, więc nie jest to gwarantem odporności na korupcję.
Z reguły to bogaci są sknerami, pazerni i nienasyceni a nie ludzie skromni.
Czy np. taki Rywin był biedakiem lub chociażby średnią klasą. Nie, to był człowiek co najmniej zamożny.
Człowiek sukcesu.

Użytkownik osiris edytował ten post 12.05.2010 - 08:50

  • 1

#95

Xellos.
  • Postów: 1090
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Muszę przyznać, że bardzo mnie poruszyło poparcie udzielone towarzyszowi obywatelowi Bronkowi przez polskie elity .. w świetle tak druzgocącego poparcia polskich autorytetów zastanawiam się czy nie zagłosować na towarzysza obywatela Bronka. Martwi mnie tylko, że towarzysz obywatel Bronek dał się zrobić Dimitrowi jak dziecko w piaskownicy i przywiózł z Moskwy 67 tomów makulatury ale jak pomyślę, że przecież Dimitr i Vladi otoczą towarzysza obywatela Bronka opieką to kamień spada mi z serca..


Dołączona grafika

blogpress.pl/yarrok




Nie spodziewałem się również poparcia Wisławy Szymborskiej.. to całkowicie zmienia postać rzeczy.. Niech żyje towarzysz obywatel Bronek..


http://www.youtube.com/watch?v=LeuM7CTJCEc&feature=player_embedded

blogpress.pl/yarrok


A ty co gościu, myślisz że jak obrazisz mądrzejszych od siebie to staniesz się mądry ? Te autorytety mają jakieś dokonania a ty jesteś małym zazdrosnym pajacykiem, o którym nikt nie słyszał i nie usłyszy.

edit: Burnago
Dołączona grafika
Dołączona grafika
  • -1

#96

Alexi Arduscoini.
  • Postów: 717
  • Tematów: 85
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Najnowsze wyniki sondażu :

Komorowski słabnie, PiS goni Platformę


Na kandydata PO chce głosować 41 proc. spośród 984 badanych dorosłych Polaków, a na kandydata PiS - 28 proc. Jednak w ciągu ostatnich dwóch tygodni poparcie dla Komorowskiego zmalało o 6 pkt. proc., a dla Kaczyńskiego wzrosło o 2 pkt. proc.

W II turze Komorowski ma 53 proc. zwolenników; Kaczyński - 34 proc.


Inni kandydaci się nie liczą. Andrzej Olechowski stracił trzecie miejsce (spadek z 5 do 3 proc.) na rzecz Grzegorza Napieralskiego (4 proc.). 16 proc. badanych jeszcze nie wie, na kogo zagłosuje.

W konkurencji partii PO zaczyna czuć na plecach oddech PiS. Wprawdzie poparcie dla Platformy wzrosło w ostatnich dwóch tygodniach o 2 pkt. proc., ale konkurenci zyskali dwukrotnie więcej. W efekcie PO popiera 45 proc. ankietowanych, zaś PiS - już 36 proc.

Różnica skurczyła się więc do 9 pkt. proc., a jeszcze przed miesiącem wynosiła 20 pkt.

Źródło : Interia.pl

Użytkownik Alexi Arduscoini edytował ten post 12.05.2010 - 09:10

  • 0

#97 Gość_osiris

Gość_osiris.
  • Tematów: 0

Napisano

a ty jesteś małym zazdrosnym pajacykiem, o którym nikt nie słyszał i nie usłyszy.

To ja odpowiem pytaniem.
A kim TY z kolei jesteś aby oceniać usera i wyzywać go od zazdrosnych pajaców?
On wypowiada się na temat polityków a nie na temat userów i ma do tego prawo, bo każdy może wypowiedzieć się na temat osób publicznych choćby były to opinie nie pochlebne.
Jakimże np. jest autorytetem Bartoszewski (którego tytuł profesorski ponoć stoi pod znakiem zapytania) który J. Kaczyńskiego nazywa nekrofilem.

edit:Burnago
Dołączona grafika

Użytkownik Burnago edytował ten post 12.05.2010 - 21:10

  • 4

#98

Xellos.
  • Postów: 1090
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Myślałem, że mimo różnic politycznych masz trochę klasy ze względu na wiek. Jak nie widzisz nic złego w tym jak ten kolo obraża polskie autorytety tylko za to, że poparli PO to nie mamy o czym gadać. Moher spadł Ci na oczy.


edit:Burnago
Dołączona grafika
  • -1

#99 Gość_osiris

Gość_osiris.
  • Tematów: 0

Napisano

*
Popularny

Mamy oto taką sytuację, gdzie jedni generalnie siedzą cicho i na nikogo nie naskakują (mowa o PiS) oraz tych którzy wieszczą zagładę Polski, straszą J. Kaczyńskim podejrzewając go o najgorsze, choć ten nic konkretnego nie mówi. (tych chyba nie trzeba specjalnie wskazywać)
Jeśli się odezwie w przyjaznym tonie, tzn. że coś knuje, jeśli nic nie powie to też.
Wręcz samo zło, szatan wcielony i inne demony.
PO nie mając nic do zaoferowania posługuje się - jak na razie - "Babą Jagą" w postaci Prezesa.
Czy propaganda PO musi cały czas opierać się na straszeniu PiS-em, czy tez w końcu wymyślą coś bardziej mądrzejszego, aby nie razić naszej inteligencji?
Jedni kończą to drudzy zaczynają.
Taki Jacek Rostowski wieszczy:

Prezydentura Kaczyńskiego groźna dla Polski


  • 6

#100 Gość_Aton

Gość_Aton.
  • Tematów: 0

Napisano

Myślałem, że mimo różnic politycznych masz trochę klasy ze względu na wiek. Jak nie widzisz nic złego w tym jak ten kolo obraża polskie autorytety tylko za to, że poparli PO to nie mamy o czym gadać. Moher spadł Ci na oczy.


Czyli on nie może mówić dowolnych rzeczy o tych ludziach za to Ty możesz z moherem wyskakiwać. Czekaj, czekaj gdzie ja już tę obłudę widziałem?


A tak w ogóle Mazowiecki, Bartoszewski, Wajda, Szymborska, Michnik. Ehh gdyby jeszcze żył Geremek i Edelman to mielibyśmy komplet. Stare dobre czasy, które nie chcą wrócić. Unio Wolności kochamy cię. Wróóóóóć! Dobrze, że istnieje Platforma Obywatelka i przyjęła wyklęty lud Unii Wolności.
  • 4

#101

snemies.
  • Postów: 645
  • Tematów: 6
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

O naiwności.
Bogaty ma to do siebie że chce jeszcze więcej, więc nie jest to gwarantem odporności na korupcję.
.


Owszem w Polskich warunkach to może i naiwność ale pisze o pewnej zasadzie, jak na zdrowy rozum powinno być. Otóż tak, że to nie kandydat musi chcieć aby go wybrano, to ludzie muszą chcieć go wybrać a to zasadnicza różnica. Ktoś kto chce aby go wybrano jest według mnie z gruntu podejrzany o nieczyste intencje ponieważ zostanie prezydentem czy premierem to nie praca, to służba którą powinien wykonywać ktoś zaradny, kto ma ułożone życie na pewnym poziomie i nie jest mu potrzebne rządzenie do własnych interesów. Co jak co ale przywódcy "ludowi" mający gadane a niewiele potrafiący zrobić to niezbyt dobra droga, przykładów w historii mnóstwo, ale takie niestety zasady demokraci, prawie niemożliwe jest zwycięstwo kogoś porządnego, wygrywają tylko populisci
  • 0

#102 Gość_osiris

Gość_osiris.
  • Tematów: 0

Napisano

Owszem w Polskich warunkach to może i naiwność ale pisze o pewnej zasadzie, jak na zdrowy rozum powinno być.

I tu się zgodzę, tyle że te standardy z zachodu u nas się przyjmą za jakieś 1000 lat, więc trochę trzeba jeszcze poczekać.
Na razie raczej mamy standardy ze wschodu, więc jest jak jest.
  • 0

#103

mjr Tsu.

    Brak już słów

  • Postów: 682
  • Tematów: 30
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano





Niesamowity poziom dziennikarzyny... po prostu niedobrze się robi, w każdej możliwej stacji chcą z JKM zrobić niszowego pajaca.

Użytkownik Tsukiyomi edytował ten post 12.05.2010 - 14:30

  • 1



#104

Dezinformator.
  • Postów: 31
  • Tematów: 3
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Gdy nadciąga czas wyborów wszystkie partie polityczne jeszcze raz przeglądają swoje postulaty, przygotowują argumenty, ale też haki na swoich przeciwników politycznych, drukują plakaty i rozwieszają billboardy. Liderzy partii, bądź kandydaci na fotel prezydenta występują w spotach telewizyjnych, w których pojawia się wiele pięknych słów, wiele wspaniałych obietnic, odnoszą się czy to do tradycji patriotycznych, czy to zachwalają własne osiągnięcia, ogólnie rzecz biorąc, "sprzedają się" najlepiej jak potrafią.
Mowa była o wszystkich partiach zatem, jak to się dzieje, że w demokratycznych wyborach liczą się tak naprawdę dwie może trzy partie, mimo iż mamy ich tak wiele, a pluralizm polityczny jest zasadą wywodzona z Konstytucji? Otóż ten stan rzeczy zawdzięczamy "niezależnym" stacjom telewizyjnym, gazetom, ale również o czym zdajemy się zapominać firmom badającym opinię społeczną.

Przyjrzyjmy się zatem bliżej jednemu z nieodłącznych elementów wszelakich kampanii, a mianowicie sondażom wyborczym.

W ostatnich latach, a zwłaszcza podczas wyborów parlamentarnych i prezydenckich w 2005 roku, mogliśmy przekonać się jak bardzo nietrafione były prognozy przedwyborcze. Wszyscy pamiętamy szczególnie "sondażowe" zwycięstwo D.Tuska w II rundzie wyborów przezydenckich. Wiele tekstów dotyczących sposobów badania opinii publicznej po owych wyborach powstało. Czy jednak wyciągnięto z tamtej lekcji jakieś wnioski ?
W 2006 r. Naszemu Dziennikowi udzielił wywiadu Marcin Palade, współtwórca Polskiej Grupy Badawczej, która w 2004 i 2005 zwyciężyła w stworzonym przez Centrum A.Smitha rankingu zgodności wyników sondaży z wynikami wyborów opracowanym przez Centrum Smitha, i jako jedyna przewidziała zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego w drugiej turze wyborów prezydenckich w 2005. Oto co mogliśmy w tymże wywiadzie przeczytać:
"To prawda, że w ostatniej kampanii wyborczej doszło do poważnych wpadek wielu firm badawczych. Prezentowane prognozy miały się często do rzeczywistych wyników głosowania jak pięść do nosa. Popełniono wiele błędów warsztatowych i systemowych. Już od drugiej połowy lat 90., wraz z kolegami z Klubu Socjometrycznego, zwracałem na nie uwagę. Dotyczyło to między innymi sposobu doboru próby, jak i prezentacji wyników sondaży w mediach. Te wyborcze pewniaki, o których Pani wspomina, i z tym związana - nie bójmy się tego określenia - kompromitacja badaczy w Polsce, to był głównie efekt zastosowania metodologii CATI, czyli ankietowania za pośrednictwem aparatu telefonicznego. Zastosowania, które nie powinno mieć miejsca..."
"...pod względem posiadanych telefonów nie spełniamy kryteriów europejskich w zakresie badań preferencji wyborczych i wszystkie firmy świetnie o tym wiedzą. Oznacza to, że trudno uznać wyniki pomiarów telefonicznych za reprezentatywne. Zwyczajowo w takiej próbie, niezależnie od gimnastykowania się, przeważać będą osoby młodsze, lepiej wykształcone, mieszkające w mieście, kosztem starszych, gorzej uposażonych, mieszkańców małych miast i wsi." (tutaj pełny tekst: http://www.pis.org.p...hp?id=4020&st=1 )
M.Palade wyraźnie wskazuje, że ulubiona metoda badawcza wiodących polskich sondazowni, jest to prostu błędna, a wyniki uzyskiwane za jej pomocą nijak odzwierciedlają rzeczywistość.
Lata jednak upłynęły, wszyscy wiedzą gdzie jest błąd, a jednak wszystko pozostaje bez zmian. Większość publikowanych sondaży dalej przeprowadzona jest metodą telefoniczną. I tak np. SMG/KRC przeprowadził dla TVN sondaż prezydencki. Jego wyniki to: B.Komorowski - 45%, J.Kaczyński - 30%; w II turze Komorowski wygrywa z Kaczyńskim 55 do 34. Na stronach SMG/KRC możemy dokładnie poznać metodę badawczą:
"Sondaż telefoniczny "CATI EXPRESS" z dnia 04/05/2010 zrealizowany przez MillwardBrown SMG/KRC, próba ogólnopolska, reprezentatywna 18+, mix telefonów stacjonarnych i komórkowych, wielkość próby N=1002."
Jak wspomniałem nie znam się na badaniach statystycznych i metodologii takich badań. Ale jestem też mieszkańcem Polski i wiem jaki jest stan telefonizacji Polski, a zwłaszcza obszarów wiejskich i mniejszych miast. Po drugie wiem też jaka grupa wiekowa korzysta głownie z telefonii komórkowej, a w jakiej ten odsetek jest znacząco mniejszy. Doskonale zdaję sobie również sprawę, że wybór pomiędzy telefonem komórkowym na abonament a telefonem na kartę jest często uzależniony od zasobności kieszeni. (a jak sądzę głównie dzwoni się do użytkowników posiadających telefon z abonamentem). Dodatkowo bardzo często osoba figurującą jako abonent tak naprawdę nie korzysta z danego telefonu.
Mając na uwadze powyższe kwestie, zadaję sobie pytanie, na ile wiarygodne są publikowane sondaże. Wspominając wyczyny firm badawczych z 2005 roku, można przypuszczać, że skala błędu i zawyżania wyniku na korzyść jednej partii/kandydata jest być może nawet kilkuprocentowa. A być może nawet kilkunastu (na kilka dni przed drugą turą głosowania GFK Polonia prognozowała, że Donald Tusk miał wygrać z Lechem Kaczyńskim stosunkiem 62 proc. do 38 procent). Jeżeli tak jest naprawdę, dlaczego Polaków z premedytacją się oszukuje ?
Ale to już chyba temat na osobną notkę.

źródło

A tutaj podaję wyniki ostatnich sondaży prezydenckich MillwardBrown SMG/KRC:
10.05.2010
04.05.2010
26.04.2010

Zdarzają się również skrajne opinie, iż SMG/KRC wprost wspiera jedną z partii, w poniższym tekście PO:

Pisałem już raz "Lekcja 10 - Jak sfałszować sondaż wyborczy" na temat metod retuszowania sondaży wyborczych.
Pojawiło się właśnie nowe badanie przeprowadzone przez SMG/KRC dla Forum w TVP1.

PAP podał informację: "Prawo i Sprawiedliwość może liczyć na 34% poparcia, a Platforma Obywatelska na 33% - wynika z sondażu SMG/KRC przeprowadzonego dla programu "Forum".

Tym razem zaskoczyło mnie nie tyle zmarginalizowanie LPR i PSL (sondażownie zawsze nas marginalizowały i nie ma tu żadnego zaskoczenia), co zaskakująco wysoki wynik Pltformy Obywatelskiej. Na mojego "nosa" po serii ciosów zadanych przez PiS, Platforma zaczyna szybko tonąć i przewiduję, że wkrótce zostanie prześcignięta przez LiD. Tymczasem przeżyłem szok - PO ma tylko o 1% mniej niż PiS.

Ponieważ jestem człowiekiem dociekliwym i upierdliwym postanowiłem sprawdzić kim jest szef polskiego oddziału SMG/KRC.

Krzysztof B. Kruszewski jest młodym typowym yuppie, którego kariera marketingowo - PRowa rozpoczęła się w okresie przełomu.

A wywiadzie z Krzysztofem B. Kruszewskim zamieszczonym na jednym z serwisów o pracy (SMG/KRC to też agencja pracy) dowiadujemy się o początkach jego działalności.

Czytamy tam między innymi:

"Jakie były początki Twojej kariery?
W 1989 r. zostałem zrekrutowany do grupy badawczej, która pracowała dla zespołu Jeffreya Sachsa i Leszka Balcerowicza. Zajmowaliśmy się badaniami politycznymi, które miały pomóc w przeprowadzeniu transformacji ustrojowej Polski. Wspierali nas konsultanci z waszyngtońskiego centrum badawczego Sawyer Miller Group oraz nowojorskiego ośrodka analiz jakościowych Kennan Research Consulting. Rok później za namową naszych amerykańskich kolegów założyliśmy instytutu badań społecznych SMG/KRC Poland. Wkrótce zmieniliśmy profil działalności i porzuciwszy analizy natury politycznej zajęliśmy się badaniami marketingowymi.

Czy ktoś wprowadził Was w tajniki tego biznesu?
Zaprzyjaźniliśmy się z prezesem KRC Nadavem Kennanem. To niezwykły człowiek. Były oficer armii Izraela, absolwent wydziału filozofii w Bielefeld, wzięty psychiatra. Współuczestniczył w procesie selekcji pracowników SMG/KRC, prowadził pierwsze szkolenia. Po zakończeniu projektu uczył nas metod i ducha badań rynku. A robił to zupełnie bezinteresownie. Do dziś odwiedza nas raz na jakiś czas. Wydrukowaliśmy dla niego specjalną wizytówkę: "Nadav Kennan. Living legend".

Lepsze ja pana Krzysztofa spowodowało, że wspiera on ruchy ekologiczne. Np. WWF.
Z wywiadu dla WWF możemy wyczytać, że Pan Krzysztof jest człowiekiem aktywnym i jeśli się w coś zaangażuje to uparcie dąży do celu i chce aktywnie zmieniać świadomość społeczną. Panu Kruszewskiemu nie odpowiada mu rola obiektywnego badacza - naukowca, ale aktywnego kreatora "świadomości społecznej". Tą tezę potwierdza też wykształcenie pana Krzysztofa. Ukończył studia na wydziałach Filozofii i Socjologii, Psychologii oraz Pedagogiki UW. A jest to idealny wręcz podkład dla dobrego manipulatora.

"Czy to oznacza, że możemy po prostu spokojnie czekać na rozwój wypadków?

- Nie chodzi o to, aby tylko czekać. Trzeba podjąć odpowiednie działania informacyjne, prowadzić akcje uświadamiające. Im wcześniej zdołamy doprowadzić do tego co dobre (choćby i tak nieuchronne) tym lepiej. Nieprawdaż? Konieczne jest działanie organizacji takich jak WWF, mediów, liderów opinii. Tylko w ten sposób świadomość społeczna może ulec zmianie. "

Postanowiłem poszukać dalej. Znalazłem jeszcze w Rzeczypospolitej wzmiankę o proeuropejskości pana Krzysztofa:

"Chcemy promować nasz kraj, mniej więcej tak, jak promuje się produkt na wolnym rynku dóbr i usług. W relacji zaś z własnym społeczeństwem chcemy powiedzieć: "Bądźcie tacy! Wykorzystajcie swoje mocne strony. Znajdźcie swoje miejsce na międzynarodowym rynku zjednoczonej Europy. Róbcie karierę!""

Znalazłem jeszcze recenzję książki "Wojna pokoleń" pod red. Piotra Nowaka, w której pan Krzysztof jest jednym z bohaterów. W recenzji w Dzienniku czytamy między innymi:

"W 2004 roku doszło do rozmowy - którą w książce opatrzono tytułem "Spotkanie" - z udziałem Piotra Nowaka, Janusza Ostrowskiego, Pawła Dunin-Wąsowicza, Dariusza Gawina, Krzysztofa B. Kruszewskiego i Piotra Graczyka. Do tego dołączono teksty pozostałe - m.in. Pawła Śpiewaka, Zygmunta Baumana, Aleksandra Ochockiego."

Podczas poszukiwań znalazłem w Google informację o innym Krzysztofie Kruszewskim z UW. Nieco starszym. Tutaj krótka notka z wikipedii.

Wprawdzie Kruszewskich jest sporo, ale na wszelki wypadek postanowiłem zrobić mały risercz. Czy, aby nie są ze sobą związani. I bingo!

Trafiłem do archiwum Gazety Polskiej. Okazało się, że o naszym "słodkim" i dbającym o środowisko yuppie pisał już niegdyś Piotr Lisiewicz:

"Kim są szefowie SMG/KRC? Prezes tej firmy Krzysztof Borys Kruszewski to syn prof. Krzysztofa Kruszewskiego, słynnego sekretarza Komitetu Warszawskiego PZPR, organizatora bojówek, które w 1979 r. katowały uczestników spotkań opozycyjnego Towarzystwa Kursów Naukowych, nazywanego latającym uniwersytetem. W latach 1980–1981 Kruszewski-senior był ministrem oświaty.

Krzysztof Borys Kruszewski podkreśla, że nigdy nie podzielał poglądów ojca. Jego firma została założona w 1989 r. przez grupę młodych absolwentów socjologii i kojarzona była z nowym, „solidarnościowym” rządem. Badania robiła głównie na zlecenie otoczenia premiera Mazowieckiego, ministra Balcerowicza oraz Jeffreya Sachsa, a także zlecane przez Amerykanów. Jak powiedział nam Kruszewski-junior, Amerykanie uważali, że ośrodki, które działały w PRL, są mało wiarygodne. Szukali kogoś nowego i tak trafili do SMG/KRC."

I ja po prostu nie mam zielonego pojęcia, dlaczego sondaże tego POwca, synka komunistycznego aparatczyka, człowieka jawnie agitującego za PO są dopuszczane przez TVPiS. Może mnie ktoś oświecić?

-------
Edit: Jeszcze jedna możliwość:
PiS i LiD dogadały się, że wspólnie "zatopią" Platformę i dokonają podziału łupów. Kruszewski celowo zawyża sondaże PO, żeby przespali dalszą część kampanii, a sztab cieszył się dobrymi "przepowiedniami". A potem nagle w dniu wyborów dostaną kubeł zimnej wody na łeb.

To by oznaczało zaprzedanie "ideałów" PiS. PiS zobaczył, że esbecja jest nie do ruszenia i odpuścił. Celem stało się utrzymanie koryta i podział łupów z SLD.
Jeśli tak jest faktycznie to PiS nie różni się dla mnie już niczym od SLD. Jedna klika. Wielkie stado świnek z parciem do korytka.

źródło

Tekst co prawda stary, ale warto się z nim zapoznać.

Podobne kontrowersje możemy odnaleźć wokół informacji na temat CBOS, a tu tekst:

Sondaże mogą zniszczyć lub wylansować kandydata na prezydenta, zdymisjonować ministra, a nawet skasować niewygodny telewizyjny program.
Tymczasem w polskich sondażowniach rządzą ludzie z powołanego przez Wojciecha Jaruzelskiego w stanie wojennym „mundurowego” CBOS, który był orężem generalskiej junty. Dziś zasiadają we władzach OBOP, Pentora, PBS i IPSOS.

Legendarny punkowy zespół Dezerter śpiewał w 1987 r. piosenkę "Szwindel": "Postawią sobie pomnik bohatera/ Wybiorą sobie nowego premiera/ Stworzą nowy system polityczny/ I będą dumni, że jest demokratyczny/ Znowu szwindel szykują nowy/ Znów chcą się dobrać do twojej głowy".

Żyjemy w kraju, w którym demokrację niszczy szwindel. Jest nim przeżarta patologicznymi powiązaniami piąta władza, bo tak nazywa się ośrodki badania opinii publicznej. Władza sondażowni jest ogromna. – Za pomocą sondaży można zniszczyć kandydata na prezydenta lub szanse partii politycznej na władzę. Można zdymisjonować ministra, ogłaszając, że tego chcą ludzie. Można skasować niewygodny program telewizyjny, podając fałszywe informacje o jego odbiorze przez widzów – mówi socjolog, dr Włodzimierz Petroff.
Tam gdzie sondażowiec strzela sobie w łeb...

W 1992 r. w Wielkiej Brytanii wybuchł gigantyczny skandal. Sondażownie przewidywały w wyborach parlamentarnych 2-procentowe zwycięstwo Partii Pracy. Tymczasem wygrali – i to aż 8 procentami – konserwatyści. Przywiązani do demokracji Brytyjczycy uznali, że jest ona zagrożona. Do zbadania skandalu powołano specjalną parlamentarną komisję. Miesiącami, przy udziale najwybitniejszych ekspertów, z chirurgiczną precyzją badano popełnione błędy. Naukowcy opisywali drobiazgowo, punkt po punkcie, wszystkie przyczyny pomyłki. W efekcie skandal do dziś się nie powtórzył i w kolejnych wyborach prognozy były zbliżone do prawdziwych wyników.

W 1995 r. podobne wydarzenie miało miejsce we Włoszech. Jeden z przedstawicieli ośrodków badania opinii publicznie przepraszając za popełnione błędy, udał nawet, że strzela sobie w łeb atrapą pistoletu. Inna agencja wystosowując publiczne przeprosiny, ogłosiła, że rezygnuje z honorarium za przeprowadzone nietrafne badania.

... i tam gdzie jest bezkarny

A u nas? Na tydzień przed drugą turą zeszłorocznych wyborów prezydenckich TVN poinformował za GfK Polonia, że Tusk wygrywa z Kaczyńskim różnicą 24 procent – 62 do 38. W wyborach wygrał Kaczyński, zdobywając ponad 54 proc. przy niespełna 46 proc. Tuska. Oznacza to, że GfK Polonia pomyliła się o... 32 punkty procentowe.

Nikt w GfK Polonia nie popełnił – nawet pozorowanego – samobójstwa. Nie podali się do dymisji szefowie firmy, a badacze zainkasowali pieniądze. Żaden z nich nie trafił za kratki ani nawet na ławę oskarżonych. Bo o ile oszustwa sędziów piłkarskich czy sportowych działaczy nie są już bezkarne, o tyle tych, którzy z premedytacją niszczą wywalczoną w latach 80. przez Solidarność demokrację, nie spotyka u nas nawet ostracyzm.

Elżbieta Gorajewska, rzecznik odpowiedzialności dyscyplinarnej w branżowej Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku (OFBOR) robiła wrażenie zaskoczonej, gdy spytaliśmy ją o odpowiedzialność firmy GfK. – To nie jest wina firmy. Ludzie kłamią ankieterom – wyjaśniła rozbrajająco. Dodała, że za czasów jej rzecznikowania nie było ani jednej sprawy dyscyplinarnej dotyczącej sondażu politycznego. Maciej Siejewicz z firmy GfK powiedział nam, że w jego firmie nie przeprowadzono żadnych procedur sprawdzających przyczyny gigantycznego błędu. – Ale zmieniliśmy metodologię badań – dodał.

Polskie sondażownie czują się bezkarne. Jeśli dziennikarz napisze nieprawdę, można pozwać go do sądu. Ale socjolog, który "pomyli się" o 32 proc., zawsze może się czymś wytłumaczyć. Mówi, że ankietowani go okłamali. Albo jakaś ich część, o określonych poglądach, nie chciała z nim rozmawiać. A inni w ciągu tygodnia zmienili zdanie. Socjologowi nie da się udowodnić, że skłamał. Bo kogo powołać na świadków? "Próbę" tysiąca anonimowych respondentów z całego kraju?

Fałszerstwa sondaży wyglądają więc na zbrodnię doskonałą. Ale także najdoskonalszy zbrodniarz, nawet jeśli nie zostawi dowodów, to nie ma szans zatrzeć wszystkich poszlak. Poszliśmy ich tropem. Rozmawialiśmy z dziesiątkami osób z tego środowiska. Zbadaliśmy życiorysy tych, którzy rządzą "piątą władzą".

Kampania reżyserowana przez sondażownie

"Nie załamuj się... Może i przegrałeś wybory... Ale nadal jesteś liderem sondaży!" – taki komiks robił w zeszłym roku furorę w internecie. Kampanie prezydencka i parlamentarna obfitowały w dziwne wydarzenia, których słynny sondaż GfK był tylko ukoronowaniem. Wiele wskazuje, że w czasie jej trwania sztucznie wylansowani przez ośrodki zostali aż dwaj z głównych pretendentów: Tusk i Cimoszewicz.
26 czerwca 2005. Włodzimierz Cimoszewicz kilka tygodni wcześniej ogłosił, że nie będzie startować w wyborach prezydenckich. Mimo to firma Pentor ogłasza wyniki sondażu, według którego... kandydat lewicy cieszy się 22-procentowym poparciem. Dwa dni później Cimoszewicz ogłasza: przekonały go "liczne głosy rodaków". Choć jest człowiekiem skromnym i niepchającym się na stanowiska, to jednak wystartuje.

9 sierpnia 2005. GfK Polonia ogłasza wynik badania, z którego wynika, że nagle mocno skoczyło w górę poparcie Donalda Tuska, który w ciągu trzech tygodni awansować miał z piątego na pierwsze miejsce w sondażu. W lipcu popierało go 8 proc. Polaków i socjologowie nie dawali mu szans na wejście do drugiej tury. Teraz ma mieć aż 24 proc.

15 września 2005. Po wycofaniu się Cimoszewicza PBS ogłasza zrobiony dla "Gazety Wyborczej" sondaż, z którego wynika, że Tusk jest już bliski zwycięstwa w pierwszej turze. Ma mieć poparcie 49 proc. wyborców. Lech Kaczyński nie ma nawet połowy tego – popiera go 22 proc. Z badań PBS ma wynikać, że po wycofaniu się Cimoszewicza może on zyskać całe... 2 proc. Jeszcze dalej idzie "Rzeczpospolita", która ogłasza, że lidera PO popiera 51 proc.

Jeśli wierzyć PBS-owi, Tusk pozyskiwał wyborców w szaleńczym wręcz tempie – w połowie lipca popierało go zaledwie 8 proc., w połowie września – blisko połowa.

W jakich ośrodkach Tusk i Cimoszewicz uzyskali zaskakująco wysokie poparcie? Tusk znakomite wyniki miał w PBS. Prezesem PBS jest Krzysztof Koczurowski. Był on jednym z założycieli Kongresu Liberalno-Demokratycznego, którego działacze – z Tuskiem na czele – rządzą obecnie PO. Zasiadał w zarządzie tej partii, w 1991 r. był jedną z trzech osób, które kierowały kampanią wyborczą KLD.

Z kolei Cimoszewicz sensacyjny wynik uzyskał w kojarzonym z SLD Pentorze. Kto rządzi Pentorem? O tym w dalszej części tekstu.

Jakie skutki może mieć zawyżenie wyniku jednego z kandydatów? W momencie gdy wyborcy nie mają jeszcze sprecyzowanych poglądów, na kogo głosować – olbrzymie. Ludzie wybierają spośród tych, którzy się liczą, a tych wyznacza sondaż. Wybierając, wolą być po stronie zwycięzców. Wielkie znaczenie ma dla nich wybór "zwykłych ludzi", takich jako oni, który pokazywać powinien sondaż. – Wpływ sondaży na politykę jest ewidentny. Zasada jest taka, że jeśli wygrywasz w sondażach i masz aferę u przeciwnika, to powinieneś wygrać – mówi Jacek Chołoniewski z firmy Estymator, współtworzącej Polską Grupę Badawczą, która najtrafniej przewidziała wynik wyborów z zeszłego roku.

Ubocznym skutkiem tego jest wzrost poczucia bezkarności nieuczciwych badaczy. Bo w przypadku mocno nagłośnionego sondażu często się zdarza, że wyniki sfałszowanego badania potwierdzają, choćby częściowo, wyniki innych ośrodków. Bo pierwszy sondaż zdążył już uruchomić lawinę.

Amerykański psycholog społeczny Robert Cialdini przywołuje w swej książce "Wywieranie wpływu na ludzi" szokującą historię sekty Świątynia Ludu w Jonestown w Gujanie. Jak dowodzi Cialdini, jej 910 członków popełniło samobójstwo m.in. dlatego, że uznawali "społeczny dowód słuszności" – widzieli popełniających samobójstwo współwyznawców.

Według Cialdiniego techniki używane przy werbowaniu ludzi do sekty i zmuszaniu ich do posłuszeństwa często nie różnią się od tych, jakie stosują spece od marketingu. Szefom ośrodków badania opinii publicznej idzie o tyle łatwiej, że nie wymagają od wyborców samobójstwa, a tylko oddania głosu na odpowiednią partię polityczną. A może inaczej: samobójcze skutki zagłosowania na partię np. związaną z oligarchią postkomunistyczną są rozłożone w czasie.

Taśmy prawdy i sondażowa ściema

Przykład nieco świeższy. Po emisji taśm Beger Fakty TVN podały, że na PO głosować chce 34,2 proc. wyborców, a na PiS zaledwie 19,2. Jeszcze bardziej zaszalał Pentor, według którego PO wygrywało z PiS 34 do 18,1. – W rzeczywistości notowania PiS spadły o około 2–3 procent – mówi Jacek Chołoniewski z Polskiej Grupy Badawczej, która najtrafniej przewidziała wynik zeszłorocznych wyborów.

W sześć tygodni po sondażach pokazujących około 16-procentową przewagę PiS w prawdziwych wyborach samorządowych padł remis – PO wygrała wprawdzie o 2 proc. w wyborach do sejmików, ale znacznie wyżej przegrała z PiS w powiatach i gminach.

Kto zorganizował dziwny sondaż dla Faktów, pokazujący gwałtowny spadek notowań PiS? Firma SMG/KRC. Była to nie lada niespodzianka, bo ta licząca się na rynku badań marketingowych firma powróciła do badań preferencji politycznych po kilku latach przerwy.
Kim są szefowie SMG/KRC? Prezes tej firmy Krzysztof Borys Kruszewski to syn prof. Krzysztofa Kruszewskiego, słynnego sekretarza Komitetu Warszawskiego PZPR, organizatora bojówek, które w 1979 r. katowały uczestników spotkań opozycyjnego Towarzystwa Kursów Naukowych, nazywanego latającym uniwersytetem. W latach 1980–1981 Kruszewski-senior był ministrem oświaty.

Krzysztof Borys Kruszewski podkreśla, że nigdy nie podzielał poglądów ojca. Jego firma została założona w 1989 r. przez grupę młodych absolwentów socjologii i kojarzona była z nowym, "solidarnościowym" rządem. Badania robiła głównie na zlecenie otoczenia premiera Mazowieckiego, ministra Balcerowicza oraz Jeffreya Sachsa, a także zlecane przez Amerykanów. Jak powiedział nam Kruszewski-junior, Amerykanie uważali, że ośrodki, które działały w PRL, są mało wiarygodne. Szukali kogoś nowego i tak trafili do SMG/KRC.

Pułkownik Kwiatkowski i towarzysz Mauzer

Kim są ci, którzy odpowiadają za stan polskiej socjometrii? Aby się tego dowiedzieć, cofnijmy się o 20 lat, do tajemniczej postaci pułkownika Kwiatkowskiego. Nie tego z komedii Kazimierza Kutza. O ile filmowy Kwiatkowski podawał się za oficera UB, to twórca powołanego w stanie wojennym CBOS płk Stanisław Kwiatkowski (dziś znacznie bardziej znany jest jego syn – były prezes TVP Robert Kwiatkowski) usytuowany był w hierarchii władzy PRL znacznie wyżej.

Urodzony w 1939 r. guru polskiej socjometrii od 1973 r. był doradcą ministra obrony Wojciecha Jaruzelskiego. Pozostał nim także, gdy Jaruzelski został premierem. Doradca Jaruzelskiego miał za sobą publikacje wychwalające szybki rozwój Związku Radzieckiego, wygrywającego gdy chodzi o ekonomiczny rozwój ze Stanami Zjednoczonymi.

Stan wojenny stał się okazją do tego, by Kwiatkowski mógł kontynuować swój zawodowy rozwój w nowej instytucji.

W pierwszym numerze "Biuletynu CBOS" (1/85) Kwiatkowski tak opisywał początki tego ośrodka: "Z zamiarem powołania takiej instytucji noszono się już od dawna. Stało się to jednak właśnie w czasie trwania stanu wojennego, co w połączeniu z faktem, że uchwałę w tej sprawie podpisał prezes Rady Ministrów generał armii Wojciech Jaruzelski, ma swoją wymowę. Z urzędu opiekę nad "noworodkiem" sprawują od początku szef Urzędu Rady Ministrów i przewodniczący Komitetu Społeczno-Politycznego Rady Ministrów".

Odnotowywał, że centrum "ma obowiązek pośredniczyć – jak się zwykło mówić – między władzą a społeczeństwem". Stwierdzał też, że "działalność Centrum ma być w swoich założeniach usługowo-użytkowa w stosunku do potrzeb rządu".

Jakie poglądy reprezentował pułkownik? W wydanej w 2003 r. książce "Szkicownik z CBOS-u" Kwiatkowski przedrukowuje swój artykuł z pisma "Tu i teraz" z 2 marca 1982 r. Ale ze skrótami. Pułkownik pomija pewien niewygodny dziś fragment, w którym – dziesięć tygodni po pacyfikacji kopalni Wujek – wyrażał swą aprobatę dla pomysłu walki z opozycją przy użyciu broni palnej: "Zgadzam się w ocenie co do konieczności przeciwdziałania kontrrewolucji. Nigdy zresztą nie było wątpliwości w sytuacjach skrajnych, gdy przeciwnik sięgnął po władzę i gdy zorganizowaną opozycję przełamywano przy pomocy wszystkich środków, którymi dysponuje socjalistyczne państwo. Zawsze, kiedy wymiana zdań przechodziła w wymianę strzałów, «głos zabierał towarzysz Mauzer»".

Główna myśl Kwiatkowskiego była jednak inna: oprócz robienia użytku z towarzysza Mauzera z opozycją trzeba walczyć także intelektualnie. Pułkownik postulował, by opozycję "pozbawiać bazy społecznej", zaś opozycjonistów "dyskwalifikować politycznie, obnażać ukryte intencje, rozbijać logicznie. Tak przecież rozprawił się Lenin z empiriokrytykami".

Zarówno współpracownicy, jak i przeciwnicy podkreślają, że Kwiatkowski wyróżnia się nieprzeciętną inteligencją. Zbigniew Maj, dziś pracujący w OBOP, mówi wprost: – Pracowałem w dziewięciu firmach w tej branży i powiem panu, że prezes Kwiatkowski był z moich szefów najbardziej światłą osobą.

Sondaże pieczone w mundurkach

W czasach telewizyjnych spikerów w mundurach także stworzony przez Kwiatkowskiego w 1982 r. CBOS współtworzyli dobrani przez niego wojskowi. Kwiatkowski zabrał ze sobą z gabinetu ministra obrony Halinę Hałajkiewicz, którą wspomina jako "pierwszego pracownika z legitymacją CBOS". To Hałajkiewicz redagowała "Biuletyn CBOS". Zajmowała się też pisaniem raportów z badań.

Na wojsku Kwiatkowski oparł też jego lokalne struktury, o czym pisze w "Szkicowniku": "Wpadłem na pomysł, że najszybciej i sprawniej będzie, jeśli koordynatorami wojewódzkimi zostaną, przynajmniej doraźnie, oficerowie z Wojskowych Poradni Psychologicznych". Zbigniew Maj wspomina: – Na początku koordynatorzy to byli pracownicy wojska. Oni wynajmowali ankieterów i dostarczali nam wyniki. Nie zawsze byli to fachowcy wysokiej klasy. Ci, co ewidentnie się nie nadawali, później odeszli.
Jak Kwiatkowskiego traktowała władza? On sam pisał w "Polityce" (4.04.1987): "Kiedyś, w początkach działalności Centrum Badania Opinii Społecznej zdarzało się, że pytano mnie o sprawy, które jedno z ministerstw nazywa wewnętrznymi. Mylono mój mundur z innym mundurem, a badania opinii, z innego rodzaju służbą państwową".

Młodzież, partia, Pentor

Kwiatkowski zadowolony był z efektów swej pracy. W 1985 r. meldował: "Jak sądzę, mogę liczyć, że Obywatel Generał uzna zadanie za wykonane". Z notatek umieszczonych w "Szkicowniku": "Kończę rok 1985 w przekonaniu, że wywiązałem się z zadania, jakie otrzymałem w okresie stanu wojennego". Proponuje, że w tej sytuacji może podać się do dymisji. Kwiatkowski znalazł godnego następcę: "Nadmieniłem, że nareszcie znalazłem odpowiedniego zastępcę ds. badań: dr Eugeniusz Śmiłowski «może kandydować na następcę dyrektora»" – odnotował.

Śmiłowski na uznanie zasłużył zapewne jako publicysta związanego z ZSMP pisma "Pokolenia", w którym opublikował artykuł "Młodzież–partia–społeczeństwo", czyli relację z konferencji "naukowej" zorganizowanej w Pokrzywnej przez "Komitet Wojewódzki PZPR w Opolu przy współpracy Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR" ("Pokolenia" 6/83).

Obecnie Śmiłowski jest prezesem Pentora. Przypomnijmy: ośrodka, który opublikował sensacyjny sondaż z Cimoszewiczem jako liderem.
Jaruzelski jak zawsze najlepszy

Także inni byli współpracownicy Kwiatkowskiego odgrywają dziś w ośrodkach badania ogromną rolę. Elżbieta Lenczewska-Gryma jest dziś Liderem Sektora Badań Medialnych w OBOP. W biuletynach CBOS pisała o nastrojach wśród nauczycieli, podkreślając ich poparcie dla władzy: "Spośród instytucji i grup funkcjonujących w życiu publicznym nauczyciele skłonni byli obdarzyć największym zaufaniem Sejm, wojsko, rząd i Radę Państwa (3/4 badanych), następnie związki zawodowe, PRON i PZPR (2/3 badanych), nieco rzadziej Kościół i milicję (w obu przypadkach po 57%) i najrzadziej opozycję polityczną (co 10 badany)" (Biuletyn CBOS 7/86, test pisany razem z Elżbietą Kościesza-Jaworską).

Obecny kolega Lenczewskiej z OBOP Zbigniew Maj poddawał szczegółowej analizie sondaż sformułowany tak: "W wyborach do rad narodowych wzięło udział 75 proc. obywateli. To dużo czy mało?". Dalej padało pytanie, komu to zawdzięczamy oraz kto zyskał na takiej frekwencji. I padały odpowiedzi – wśród nich "władza" oraz "partia".
Elżbietę Gorajewską, rzecznik odpowiedzialności zawodowej w OFBOR (wcześniej była jej prezesem), cytowaliśmy na początku tekstu. Jej postawa przestaje dziwić, gdy przeczytamy jej artykuły z lat 80. W jednym z biuletynów obecna szefowa AGB Nielsen Media Research dowodziła, jak popularny w społeczeństwie jest generał Jaruzelski: "Respondenci wybierając z listy zawierającej nazwiska zarówno działaczy państwowych i partyjnych, jak i ludzi związanych z Kościołem, działaczy b. "Solidarności" – tych ludzi, którzy darzą sympatią, najczęściej wskazują na gen. W. Jaruzelskiego – 71,7% i kardynała Glempa – 68,7%". Z badań wynikało, że zdaniem Polaków Jaruzelski przyczynił się do "zachowania suwerenności Polski" (miało tak twierdzić 72 proc.) oraz "zapobieżenia wojnie bratobójczej" (aż 83,1 proc.). Gorajewska konkludowała: "Niekwestionowane są więc dwa osiągnięcia rządu generała Jaruzelskiego: zaopatrzenie rynku i spokój społeczny" (1–2/86).

W innym numerze (3/85) opublikowała tekst "System społeczno-polityczny kraju w ocenie młodzieży szkolnej". Pisała w nim: "Rejestrujemy natomiast spadek krytycyzmu badanych w ocenie 40-letniego dorobku ustroju socjalistycznego w Polsce. (...) Zauważamy również stosunkowo wysokie – zwłaszcza w 1985 r. – na tle innych instytucji i ugrupowań, oceny działalności wojska. Towarzyszy temu brak akceptacji dla działalności nieoficjalnych struktur politycznych – opozycji politycznej oraz spadek ocen pozytywnych Kościoła w stosunku do ocen z 1983 r.".

Beata Jaworska od 17 października jest dyrektorem badań jakościowych w IPSOS. Wcześniej pracowała w Pentorze. Ostatnio przez dwie kadencje zasiadała z nadania SLD w zarządzie Polskiego Radia. W biuletynie opisywała badania "Młodzi o polityce", z których wynikało, że oceniają oni korzystniej milicję niż opozycję polityczną. Jeszcze lepsze notowania miały wojsko i PZPR ("Biuletyn CBOS" 3/87, tekst pisany razem z Elżbietą Gorajewską).

Pluralizm związkowy niekoniecznie

U pułkownika Kwiatkowskiego pracował cały obecny zarząd Pentora – znany nam już Eugeniusz Śmiłowski, Jerzy Głuszyński, i Piotr Kwiatkowski. Głuszyński to były członek Komisji Ideologicznej KC PZPR. W latach 1973–1980 był działaczem SZSP, w którym m.in. przewodniczył Komisji Nauki (dziś byli członkowie tej organizacji tworzą Stowarzyszenie Ordynacka). W PZPR działał od 1978 r. W latach 1984–1986 był członkiem Prezydium Komisji ds. Młodzieży Sportu i Turystyki KW PZPR w Poznaniu. Do wspomnianej Komisji Ideologicznej KC trafił w 1986 r. Działał też w Związku Młodzieży Wiejskiej (ZMW). W latach 1987–1988 był przewodniczącym zarządu krajowego tej organizacji. W wywiadzie dla "Trybuny Ludu" (93/88) Głuszyński mówił: "Jesteśmy dziś jedyną organizacją o charakterze politycznym, powstałą w gorącym okresie posierpniowym, która nie została zawieszona podczas stanu wojennego i która, oczywiście zmieniając się po drodze, dobrze, jak sądzę, wpisana jest w obecny czas dokonujących się zmian". Dodawał, że "sens istnienia związku leży w jego charakterze ideowo wychowawczym i w sferze wychowania musimy przede wszystkim osiągać rezultaty".

W biuletynach są też teksty Małgorzaty Czarzasty – żony Włodzimierza Czarzastego i udziałowca Muzy SA.

W rozmowie z nami żaden z prominentnych dziś w branży byłych pracowników CBOS nie przyznał się do manipulowania sondażami. Elżbieta Lenczewska-Gryma pytana o to, jak wspomina czasy CBOS, odpowiedziała. – Cudownie. To była właściwie pierwsza w PRL możliwość robienia badań nastrojów społecznych.

– Pan chyba dzwoni do nieodpowiedniej osoby, żeby pytać o manipulacje. Ja byłem w CBOS głównym specjalistą – stwierdził Zbigniew Maj. – Żadnych manipulacji nie było, chociaż nie wszystko było publikowane. Były raporty, które otrzymywało tylko kilka osób w państwie, trzymane w szafie pancernej.

Paweł Chełstowski, w latach 80. pracownik CBOS, jest dziś dyrektorem w PBS: – Byłem w CBOS szeregowym pracownikiem. Nikt nie usiłował wpływać na moje badania.

Jerzy Głuszyński, Pentor: To była rzetelna robota badawcza, bez nacisków. Że nie wszystkie publikowano, to oddzielna sprawa.

Na to, jak było w praktyce, wskazują jednak zalecenia KC PZPR. 12 lutego 1985 r. Sekretariat KC ustanowił "zasady informowania o wynikach opinii społecznej". Pod instrukcją podpisało się dwóch członków Biura Politycznego. Według niej uzgadnianiu z odpowiednimi sekretarzami KC w trybie roboczym podlegały "badania dotyczące organizacji i instancji partyjnych" oraz "informowanie o wynikach badań opinii o PZPR", a także "publikowanie wyników badań prognostycznych w odniesieniu do kierunku rozwoju systemu politycznego w kraju".

Niektóre ówczesne wypowiedzi Kwiatkowskiego budzą śmiech. Gdyby wierzyć pułkownikowi, to Polacy bez nadmiernej niechęci odnosili się do... podwyżek. Jak pisał pułkownik w "Polityce" (13.07.1985), 57,5 proc. badanych uznało podwyżkę za nieuniknioną, zaś 41 proc. za konieczną.

CBOS pod wodzą Kwiatkowskiego dotrwał do 1990 r. W 1989 r. centrum zorganizowało osławione badania na zlecenie OPZZ. Wynikało z nich, że Polakom raczej wystarczy jeden związek zawodowy. Kwiatkowski referował na łamach "Res Publiki": "W kwestii pluralizmu związkowego opinie są biegunowo podzielone. Gdyby zrobić ogólnopolskie referendum, przeważałyby o parę procent głosy opowiadających się za jednym związkiem w przedsiębiorstwie. Aż co czwarty Polak nie miałby zdania w tej sprawie".

Od towarzysza Mauzera do GfK Polonia

W 1990 r. Kwiatkowski odszedł z CBOS. Jego miejsce zajęła prof. Lena Kolarska-Bobińska. Ale nie był to koniec kariery pułkownika. "Największe, niezależne, prywatne ośrodki badania w Polsce po 1989 roku tworzyli (od podstaw!) specjaliści z CBOS. Przykładem GfK Polonia i Pentor" – napisze w swojej książce.

Sam pułkownik zaczął tworzyć w 1990 r. firmę GfK Polonia, której dyrektorem był do 1995 r. Dziś mało kto pamięta, że to kolejne dziecko Kwiatkowskiego. Dlaczego? Przez wiele lat GfK nie pojawiała się zbyt często w mediach, bo nie prowadziła sondaży politycznych, a tylko badania marketingowe. Dopiero w ostatnich latach zajęła się polityką, co w branży zostało odebrane jako niespodzianka.

Z jakich ludzi Kwiatkowski stworzył GfK? Odpowiedź znajdujemy na łamach pisma "Brief" (47/2003), w tekście o Elżbiecie Gorajewskiej. "Brief" pisze o niej: "W 1990 r. opuściła firmę. Powód? Z CBOS-u odszedł jego szef, prof. Stanisław Kwiatkowski, który miał stworzyć polski oddział niemieckiego instytutu badawczego GfK. Prof. Kwiatkowski zdołał przekonać część pracowników CBOS-u, aby rozpoczęli pracę w nowej firmie. Wśród tych osób była Elżbieta Gorajewska, która miała zająć się badaniami mediowymi. Ostatecznie, została kierownikiem działu mediów i reklamy firmy GfK Polonia". W GfK pracowała do 1996 r.

Najwięcej plotek w środowisku budzi osoba Marka Markiewicza, dyrektora w GfK Polonia. Markiewicz wyróżnia się tym, że nie jest socjologiem i przed objęciem kierowniczego stanowiska w firmie mało kojarzył się z badaniami. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej, a w latach 1980–1990 był doradcą ministra kultury ds. organizacji i zarządzania. Odgrywa też wielką rolę w lobby badaczy – jest członkiem zarządu OFBOR.

Antykomuniści zawsze słabi w sondażach

Polityczne sondaże po 1989 r. to wielka seria wpadek. Ośrodki zgodnie prorokowały, że do drugiej tury w pierwszych wyborach prezydenckich przejdzie Tadeusz Mazowiecki, a nie Stan Tymiński. Według OBOP wyniki miały wynosić odpowiednio: Wałęsa 38 proc., Mazowiecki 23 proc., Tymiński 17 proc. Miesiąc wcześniej – 17 października – prowadzić miał Mazowiecki z wynikiem 29 proc. przed Wałęsą – 24 proc.

Podobnie bywało w wyborach parlamentarnych. W 1993 r. przewidywał, że wybory miała wygrać Unia Demokratyczna z poparciem 17,6 proc. Dostała 5 procent mniej. – Przyjmijmy, że sondaże zwiększyły poparcie UD o 5 procent. Oznaczało to awans z partii przeciętnej na liczącą się najbardziej – mówi Petroff.

Na wyliczanie przykładów nie starczyłoby tu miejsca, ale reguła jest jedna – w sondażach niemal zawsze pokrzywdzone są partie prawicowe, w szczególności opowiadające się za dekomunizacją, lustracją czy walką z układami. Aż do dziś.

Czy to oznacza, że sondażownie kłamią?

Pomożecie? Trudno powiedzieć

– Gierek zmartwychwstał i chce wrócić do władzy. Jeden z ośrodków badania opinii rozpisuje sondaż z pytaniem: "Pomożecie?". Jako że od lat 70. realia się zmieniły, respondenci mają aż trzy możliwości odpowiedzi na pytanie: "Tak, oczywiście", "Raczej tak" oraz "Trudno powiedzieć" – ten dowcip usłyszeliśmy od jednego z socjologów.

Anegdota pokazuje tylko jedną z metod manipulowania sondażami – wpływania na respondenta poprzez treść pytań lub podanych do wyboru odpowiedzi. Wielu z badaczy podkreśla, że metody manipulacji wcale nie muszą być prymitywne. – Polscy badacze są fachowi, gdy chodzi o warsztat, jeśli porównamy ich ze specjalistami z innych krajów – mówi jedna z ważniejszych osób z branży. – I właśnie dlatego wiedzą znakomicie, jak manipulować badaniami. – Fałszerstwa? Nie spotkałem się – śmieje się inny socjolog. – Dobry fachowiec potrafi uzyskać odpowiedni wynik bez wulgarnych fałszerstw.

Nasi rozmówcy opisali nam wiele takich metod. Oto niektóre z nich.

Pytania o politykę trafiają z reguły do tzw. omnibusa, czyli listy kilkudziesięciu pytań, z którymi ankieter przychodzi do badanego. Jeśli pyta o poparcie dla rządu, wynik można łatwo zmienić, umieszczając przed wspomnianym pytaniem inne, które ukierunkują respondenta. Jeśli wcześniej przeczyta on pytania o bezrobocie, patologie, emigrację zarobkową itp., to prędzej zdecyduje się negatywnie ocenić rząd. Jeśli przeczyta o wzroście gospodarczym, udanym pozyskaniu środków z Unii Europejskiej albo sukcesach w polityce zagranicznej, to częściej zaznaczy pozytywną ocenę.

W szczególności w końcówce kampanii wyborczej odgrywają u nas wielką rolę badania telefoniczne – robione na szybko, z dnia na dzień. Według kodeksu międzynarodowego stowarzyszenia ESOMAR, którego przestrzeganiem chwalą się polskie sondażownie, nie powinno się przeprowadzać badań telefonicznych tam, gdzie mniej niż 85 proc. obywateli ma telefony. Tymczasem u nas telefony stacjonarne – których dotyczą badania – ma zaledwie 73 proc. obywateli. Oznacza to też, że mieszkańcy wsi i ludzie starsi są w sondażach niedowartościowani – czyli partie mające wśród nich poparcie wypadną w sondażu słabiej.

W przypadku badań telefonicznych znaczenie może mieć też godzina, o której badacze zadzwonią do respondentów. Inne wyniki osiągną, gdy dzwonić będą w weekend, a inne w ciągu tygodnia. Inne wieczorem, a inne rano.

Podobnie bywa podczas chodzenia po mieszkaniach. Inne wyniki uzyskamy, ankietując mieszkańców bogatej, a inne biednej dzielnicy. Ankieter odwiedzający słynną "Zatokę Czerwonych Świń" w Warszawie z pewnością zawyży wynik postkomunistów.

Pytania o politykę umieszczane są zazwyczaj pod koniec omnibusa, bo badani odpowiadają na nie niechętnie. W efekcie np. połowa z nich jest zmęczona i na nie nie odpowiada. Badania reklamowane jako przeprowadzane na tysiącu respondentów są więc realnie przeprowadzane zaledwie na pięciuset.

Najbardziej znaną, ale i łatwą do wykrycia metodą jest tendencyjne zadawanie pytań. Pytając "Czy jesteś za obniżeniem podatków, które ma się przyczynić do zmniejszenia bezrobocia?" uzyskamy inną odpowiedź, niż gdy spytamy "Czy jesteś za obniżeniem podatków połączonym z obniżeniem zasiłków dla bezrobotnych i przywilejów socjalnych?".

Badania przeprowadzane przez chcących dorobić studentów często w ogóle są fikcją. Nasz redakcyjny kolega Filip Rdesiński, absolwent socjologii, tak wspomina studenckie praktyki w Poznaniu: Kiedy byłem na studiach, chyba w 2002 roku, gmina Tarnowo Podgórne wraz z moim instytutem prowadziła badania na temat jakości zarządzania tą gminą. Większość ankiet studenci wypełniali sami na kolanie w akademiku. Potem widziałem, jak obecny poseł PO Waldy Dzikowski, były wójt tej gminy, ogłaszał w telewizji jej wielki sukces. Przed badaniami oraz po zorganizowano poczęstunek. Badacze dostali m.in. kiełbaski i beczkę piwa.

Metody kontroli uczciwości ankieterów są mało skuteczne. Niemal każdy student spotkał się z propozycją kolegi co do badań marketingowych: "podam twój numer, jakby co, to potwierdź, że wypełniałeś".

Autorytety jako część systemu

Wielką rolę w utrzymywaniu obecnego skompromitowanego systemu odgrywają medialne autorytety socjologiczne. Tak się dziwnie składa, że z reguły stają one murem po stronie sondażowni. Nazwiska komentatorów zapraszanych do ogólnopolskich mediów można wymienić na palcach dwóch rąk: Ireneusz Krzemiński, Lena Kolarska-Bobińska, Andrzej Rychard, Radosław Markowski, Edmund Wnuk-Lipiński, Jacek Raciborski, Tomasz Żukowski.

Tak się też składa, że poglądy wszystkich tych osób, z wyjątkiem może Żukowskiego, mieszczą się pomiędzy SLD (publicysta pezetpeerowskich "Nowych Dróg" Raciborski) a Platformą (były działacz KLD Krzemiński).

Ważniejsze jest jednak co innego: wszyscy, łącznie z Żukowskim, wywodzą się z socjologicznego "środowiska" i nie zrobią koledze krzywdy oskarżając go o nierzetelność.

W kryzysowych sytuacjach, jak ta po zeszłorocznych wyborach, w mediach ukazują się wywiady z autorytetami naukowymi, które także bronią wiarygodności badań. Takie stanowisko zajmowali również cieszący się powszechnym autorytetem profesorowie Mirosława Grabowska czy Antoni Sułek. Ale nasi rozmówcy zwracają uwagę na fakt, że Sułek jest jednocześnie... konsultantem OBOP. – Kiedy słyszę wypowiedzi niektórych profesorów broniących skompromitowanych ośrodków badania opinii, a jednocześnie wiem, że są oni zatrudnieni na etatach w którymś z nich, zastawiam się w naturalny sposób, w jakiej roli występuje ów profesor – autorytetu naukowego czy lobbysty tej branży – mówi dr Włodzimierz Petroff.

Sondażu nie ma bez mediów

Uzdrowienie rynku blokuje jeszcze jeden bardzo istotny mechanizm. W ubiegłorocznych wyborach wyniki najbardziej zbliżone do prawdziwych uzyskało po raz kolejny (co zostało potwierdzone w analizie przygotowanej przez Centrum im. Smitha) konsorcjum Polska Grupa Badawcza. Mimo to sondaże PGB są zdecydowanie słabiej nagłaśniane przez media niż badania firm skompromitowanych. Branża stara się dyskredytować prowadzone przez PGB badania w miejscach publicznych (tzw. metoda "on street"), mimo że dają one lepsze efekty od pozostałych. Ale w praktyce liczą się właśnie te sondaże, które istnieją w mediach. A większość głównych mediów stoi po stronie tych, którzy nie podzielają poglądów PiS o potrzebie rozbijania "układu".

Poszczególne redakcje blisko współpracują z reguły z wybranym ośrodkiem. Geografia rozkłada się tu następująco: PBS współpracuje blisko z "Gazetą Wyborczą" i TVN. "Rzeczpospolita" korzysta z badań GfK. "Dziennik" i "Fakt" oraz TVP korzystają z badań OBOP. "Życie Warszawy" blisko współpracuje z Pentorem. Zaś badania PGB często bywają dyskryminowane (na przykład wiedzą o nich internauci Wirtualnej Polski, rzadziej Interii.pl, aż po całkowitą cenzurę na Onet.pl). Jak wspomina jeden z konsultantów PGB, gdy we władzach Polskiego Radia zasiadała wspomniana wychowanka Kwiatkowskiego Beata Jaworska, zakazywała zapraszania do studia Marcina Palade, współkierującego do niedawna PGB, i prezentowania wyników firmy. Ale PGB nie funkcjonuje nawet w programach informacyjnych TVP Wildsteina!

Czy z sondażową patologią, niszczącą demokrację, da się coś zrobić? Mamy nadzieję, że powyższy pierwszy w polskiej prasie opis stanu faktycznego może się do tego przyczynić. Pozostaje też mieć nadzieję, że wiedza ta może być przydatna dla prywatnych firm, oczekujących od sondażowni uczciwości. – Kiedy Pentor opublikował badania dotyczące Cimoszewicza, zbulwersowani tym byli marketingowi klienci tego ośrodka. Niektórzy mówili wprost, że skoro ośrodek może robić takie numery przy badaniach politycznych, to może ich oszukać, gdy chodzi o badania rynku dotyczące ich produktów – mówi wpływowa osoba w środowisku badaczy.

Ale z pewnością sprawa nie będzie łatwa. – Najgorsze jest to, że wielu młodych socjologów będących wychowankami starej gwardii nie jest wcale lepszych. Można tu mówić o całych "strukturach zła" – stwierdza Włodzimierz Petroff.

16 stycznia 2003 r. w "Gazecie Wyborczej" ukazało się sprostowanie, w którym pułkownik Kwiatkowski bronił rzetelności badań CBOS z lat 80. przed krytykami. Pułkownik napisał: "Właśnie świętowaliśmy 20-lecie powstania Centrum. Okazuje się, że specjaliści z CBOS są dziś na kluczowych stanowiskach w wielu najważniejszych ośrodkach badania opinii i rynku. Wszyscy z dumą mówili o początkach swojej kariery zawodowej i naszym wspólnym dorobku".

Owo sprostowanie było dla mnie inspiracją do napisania niniejszego tekstu. Muszę uczciwie stwierdzić, że teza pułkownika okazała się prawdziwa w stu procentach

Piotr Lisiewicz - Gazeta Wyborcza

źródło

Jak zatem widać, media są niczym pan i władca umysłów ludzkich. Media kreują zwycięzców, jak również panujących zrzucają z tronów. Polska to kraj młodej demokracji i jeszcze nie całkiem suwerenna, zatem każdy z nas musi myśleć sam za siebie z pominięciem medialnego szumu.

Dla porównania podaję przykładowe niezależne sondaże:
LINK1
LINK2
LINK3

EDIT:
Z całym szacunkiem, ale pan redaktor wykazał się skrajną niewiedzą i arogancją. Zmarginalizował na wstępie kandydaturę JKM, mówiąc to rozmówcy prosto w twarz. Ponadto pokazał, iż nie orientuje się kompletnie w kompetencjach prezydenta oraz roli jaką narzuca mu Konstytucja RP. Żałosny występ.

Użytkownik Dezinformator edytował ten post 12.05.2010 - 15:03

  • 3

#105

BadBoy.
  • Postów: 737
  • Tematów: 20
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Twoja prowokacja jest tak denna i nie skomplikowana, że zaczynam myśleć, czy czasem nie rozmawiam z rozpuszczonym gimnazjalistą który podaje się za kogoś innego. Tak, może to dla ciebie szokujące ale bez problemu pojmuje znaczenie tej prowokacji. Nawet znam jej cel, bezsensowne prowokowanie ludzi którzy mają inne zdanie. Proszę, nie pisz do mnie dziecko bo najwyraźniej nie rozumiesz ani słowa z tego co napisałem, chciałem zwrócić twoja uwagę na to w jaki sposób się odnosisz do innych ludzi którzy mają inne zdanie od ciebie, ale najwyraźniej jest to bezcelowe. Widzę, że masz radochę robiąc to co robisz, więc pozostaje mi tylko kolejny raz zaraportować twoje wypociny z nadzieją, że dostaniesz Bana.


Moja prowokacja jest tak denna i nieskomplikowana aby tacy ludzie jak ty mogli ją zrozumieć.. jesteś w dodatku zwykłym pozerem nie gangsterem, edytowałeś swój post, w którym usunąłeś wulgaryzymy do mnie skierowane ze strachu przed moderatorem.. zabrakło ci odwagi aby iść za ciosem i pokazać swój oryginalny wpis.. musisz być wyjątkowo sfrustrowanym człowiekiem a twoja irytacja świadczy właśnie o tym, że prowokacja się udała.. ludzie mają dosyć kłamstw ! Nie obraziłem nikogo ani do żadnego z użytkowników nie zwróciłem się bezpośrednio atakując go tak jak zrobiłeś to ty.. wracając do tematu.. tak są to małpie autorytety, żal tego nawet komentować.. Bartoszewski pseudo profesor nazywa brata zmarłego prezydenta nekrofilem.. Jest to poniżej poziomu wody w kiblu.. podobny zresztą poziom do twojego.. jednym słowem chodzi o to aby wypluć za jednym strzałem jak największą ilość jadu, proponuję żebyś poskarżył się mamusi a nie moderatorowi..


A ty co gościu, myślisz że jak obrazisz mądrzejszych od siebie to staniesz się mądry ? Te autorytety mają jakieś dokonania a ty jesteś małym zazdrosnym pajacykiem, o którym nikt nie słyszał i nie usłyszy.


Ci niby mądrzejsi odemnie stosują chwyty na poziomie szamba, sami się zaczynają w nim topić i niedługo utoną, razem z takimi jak ty.. twoja kontra na mój post jest żenująca, wysil się bardziej..



a teraz zacytuję pewien tekst..



Dynamika zmian świadomości społecznej Polaków po 10 kwietnia zaskoczyła wszystkich. Śmiem twierdzić, że nie tylko w Polsce, ale i poza nią, w kręgach zaangażowanych w nasze sprawy wewnętrzne. Być może punkt krytyczny nastąpił 10 maja. Oto robocza próba opisu tej - powtórzę - bardzo dynamicznej sytuacji.

Alfred Hitchcock przedstawia


Wczoraj, w burzowym dniu, mieliśmy do czynienia z przesileniem w kampanii wyborczej, która nawet nie zaczęła się jeszcze na dobre. Naprawdę ciężko to wszystko sobie uporządkować i ogarnąć. Sytuacja od wybuchu afery hazardowej w październiku 2009 rozwija się zgodnie z receptą Alfreda Hitchcocka: "Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć." Gdy już niektórzy zajęli się porządkowaniem hazardowych faktów - tajemniczych spotkań i rozmów premiera i jego podwładnych, by nie pozwolić władzy mataczyć zbyt bezczelnie, pojawiła się afera stoczniowa. W czasie gdy uwagę przykuwały, co bardziej sensacyjne zdarzenia w komisji hazardowej, równolegle można było ze zdziwieniem obserwować dziwną grę Putina i rosyjskiej ambasady w Polsce z polskim premierem i polskim MSZ przeciwko polskiemu prezydentowi. Szok, który nastąpił 10 kwietnia, był tak wielki, że początkowo przykrył natrętną myśl, że to zdarzenie pasowało do układanki tworzonej od dłuższego czasu. Narodowe rekolekcje połączone z pełnym napięcia oczekiwaniem na decyzję Jarosława Kaczyńskiego odmieniły Polskę. Podnieśliśmy wreszcie dumnie głowy, nastawiając się na ciężką walkę, by wygrana wyborów prezydenckich przez Jarosława Kaczyńskiego stała się pierwszym przyczółkiem do upragnionego oczyszczenia i odnowy polskiego państwa. I wczoraj okazało się, że spodziewane przesilenie w kampanii wyborczej nastąpiło u jej progu: pewniak PO, marszałek Komorowski, okazał się wręcz niewiarygodnym bufonem, durniem i nieudacznikiem popełniającym błąd za błędem. Wracając do Hitchcocka - strach pomyśleć, co będzie dalej. I dzielę się z Wami tą przestrogą najzupełniej serio.


9 maja pod znakiem czerwonej gwiazdy


Przyjrzyjmy się przez chwilę dniu przedwczorajszemu. Muszę tu przywołać dawne lata, które wielu z nas jeszcze pamięta. Chodzi mi o pewien symbol - czerwoną pięcioramienną gwiazdę. Symbol, którego Polacy najszczerzej nienawidzili jeszcze w latach 80., mimo iż odgórnie nakazano nam go wielbić. Może nie każdy jeszcze pamięta, że w każdym polskim mieście i miasteczku w centralnym punkcie musiał znajdować się postument z taką gwiazdą - ponure przypomnienie, kto prawdziwie włada Polską. Myślę, że byli nawet ludzie, których ta nieznośna opresja czerwonych gwiazd doprowadziła do szaleństwa (znam taki przypadek, który skończył się samobójstwem, ale pozwolę sobie pominąć szczegóły). Nie przypadkiem o tym przypominam. Możemy być pewni, że 9 maja u wielu Polaków w wieku 30+, nawet tych, którzy od dawna nie chcą nic słyszeć o polityce, dreszcz przebiegł po plecach. Dreszcz ten wywołały czerwone gwiazdy, którymi przepełniony był tego dnia Plac Czerwony w Moskwie, gdzie z wiernopoddańczą wizytą przebywał marszałek Komorowski. Dreszcz ten wywołały także natrętnie pokazywane w serwisach informacyjnych niezliczone gwiazdy na cmentarzach sowieckich żołnierzy w Polsce. Nie sądzę, by tym cmentarzom dotychczas działa się krzywda, ale nagłe wezwanie przez tzw. elity, by je szczególnie czcić po raz pierwszy od czasu transformacji '89, w połączeniu z datą 9 maja, i z widokiem tych gwiazd, to coś, czego nie da się oderwać od kontekstu, jakim jest 45 lat zniewolenia Polski przez Rosję Sowiecką.

Tego samego dnia Komorowski pokazał, jak trudną sztuką jest dla niego dyplomacja, wypowiadając się w Moskwie dla polskiej telewizji tak: "Mamy polską pamięć, że 400 lat temu w trochę innym charakterze maszerowali polscy żołnierze po Placu Czerwonym." O czym wtedy myślał, trudno powiedzieć. Miał minę dość tępą i pełną samozadowolenia. Prosowiecka i wspierająca PO telewizja TVN skomentowała te słowa tak: "Takim chyba żartem Bronisław Komorowski przypomniał, że Polacy jako jedyni w historii zdobyli Kreml w XVII wieku." Niezwykła to wyrozumiałość redaktorów, zwłaszcza, jeśli spróbujemy wyobrazić sobie, jaka byłaby reakcja mediów oraz wszelakich autorytetów, gdyby taki przekaz wyszedł ze strony PiS.

Równolegle z potknięciem Komorowskiego Jarosław Kaczyński umieścił na YouTube film Kaczyński do Rosjan, w którym w krótkiej prostej wypowiedzi zwraca się do Rosjan z podziękowaniem za odruchy współczucia i sympatii po katastrofie 10 kwietnia. Film pod względem treści i formy jest bez zarzutu. Jest też czymś interesującym jako nowa forma politycznej komunikacji. Dotychczas zapisy dostępne na YT były zwykle kopią wypowiedzi dla klasycznych mediów. W tym przypadku to stare media siłą rzeczy nadały rozgłos wypowiedzi internetowej. Było to zręczne posunięcie, gdyż media ze zniecierpliwieniem czekały na pierwszy krok Kaczyńskiego, po którym będzie można wreszcie mu porządnie dokopać. Krytykowanie milczenia było kompromitujące raczej dla krytykujących. Rzucili się więc na ten film, ale wtedy okazało się, że został on wykreowany w przemyślny sposób. W swojej prostocie jest właściwie "przezroczysty". Nie da się go skrytykować ani za "nieodpowiedzialne drażnienie Rosji", ani za nieszczerość. Wszak w żadnym fragmencie film nie negował konsekwentnego dążenia przez PiS do podmiotowej roli Polski na arenie międzynarodowej. I wtedy sfrustrowane elity rzuciły się na... scenografię, a właściwie na pianino znajdujące się w tle. Zaczęły z wykorzystaniem swoich charakterystycznych metod i narzędzi rozkręcać akcję "Czy Jarosław Kaczyński umie grać na pianinie?" Absurdalność tej akcji pozwoliła na jej natychmiastowe ośmieszenie i spacyfikowanie. Dobra nauczka dla elit, które dotychczas całkowicie panowały nad przekazem. Wystarczy przypomnieć próbę wykreowania przekazu przez ś.p. Grażynę Gęsicką ze stycznia 2009 na temat fatalnego wykorzystania funduszy europejskich przez rząd Tuska. Przekaz ten natychmiast został przykryty obelgami Palikota o politycznej prostytucji posłanki PiS. Po chwili wszyscy wiedzieli o awanturze, lecz mało kto wiedział, że u jej źródła chodziło o nieudolność rządu Tuska. Utrata panowania nad przekazem przez elity to ważny element dzisiejszej historii.

Przesilenie 10 maja


Jak napisałem we wstępie, po 10 kwietnia i narodowym tygodniu stanęliśmy do walki o zwycięstwo w wyborach prezydenckich z podniesioną głową. Od początku wiedzieliśmy, że to będzie ciężka walka z silnym przeciwnikiem nie wahającym się przed stosowaniem brudnych chwytów. Ale i walka niezbędna. Mobilizacja Polaków wokół patriotycznych idei szybko przyniosła efekty. 6 maja PiS zarejestrował kandydaturę Jarosława Kaczyńskiego z 1 650 000 podpisów. To była liczba dnia, ta wiadomość zdecydowanie dodała nam skrzydeł i osłabiła morale przeciwników. 9 maja wspomniana wyżej wizyta Komorowskiego w Moskwie oraz akcja palenia zniczy na sowieckich cmentarzach w Polsce nie przyniosła przeciwnikom spodziewanych punktów. Nawet oficjalne sondaże, dalekie od wiarygodności, zaczęły pokazywać bardzo wyraźną tendencję wzrostu poparcia dla PiS i Jarosława Kaczyńskiego kosztem PO i Bronisława Komorowskiego. To wszystko dawało solidne podstawy, by wierzyć w sukces Jarosława Kaczyńskiego.

Wydarzenia wczorajszego dnia pokazały, że po pierwszych niepowodzeniach i potknięciach kandydata PO, ten - zamiast wziąć się w garść - doprowadził do kolejnej swojej kompromitacji. Tą kompromitacją było jego uczestnictwo we wczorajszym programie Tomasz Lis na żywo. Pomijając wiadome kwestie polityczne, pod względem oglądalności jest to najlepszy program publicystyczny na rynku, swego rodzaju fenomen, jak piszą w branżowych portalach. Gromadzi średnio ponad 3 mln widzów. Bronisław Komorowski był tam na swoim terenie, mógł więc w miarę bezstresowo zaprezentować się tak szerokiej publiczności z najlepszej strony. Jednak wypadł on po prostu żenująco, zaczynając od tak elementarnych spraw jak zachowanie, ton głosu. Nie umiał nawet normalnie zasiąść w fotelu. Gdy padały trudne pytania, ton jego głosu stawał się momentami bełkotliwy. Zdecydowanie nie błyszczał, ani inteligencją, ani charyzmą. Wpadał w nudne słowotoki, których za nic nie pozwalał sobie przerwać, choć byłoby to raczej na jego korzyść. Kolejny minus to obronny zacięty wyraz twarzy wzmagający się przy niewygodnych pytaniach, mimo że Lis formułował pytania bardzo łagodnie i ograniczając się do spraw standardowych w tej sytuacji. Z kolei intonacja u marszałka cechowała się sztywnością oraz częstym popadaniem w charakterystyczny dla niego odpychający mentorski ton. Nawet nie próbował się uśmiechać, nie mówiąc jakimś celnym dowcipie a nawet jakimkolwiek dowcipie.

Na zastrzeżenia Tomasza Lisa, co do skuteczności kampanii wyborczej PO oraz na kwestię ostrzegawczych wyników sondaży odpowiadał niezmiennie tak: "Ja swoje bardzo wysokie notowania utrzymuję cały czas, one się nie zmniejszają." ... "Utrzymuję bardzo wysoki poziom poparcia społecznego." ... "Jestem liderem sympatii i zaufania społecznego i to mnie bardzo cieszy." Sformułowanie "jestem liderem sympatii..." jest niesympatyczne samo w sobie, a w ustach marszałka było niesympatyczne podwójnie. Przeczyło to jego znaczeniu formalnemu i spowodowało efekt groteskowy. Nie mówiąc o tym, że takie samozadowolenie kandydata jest przez wyborców z zasady źle odbierane i prowokuje do "ukarania" za arogancję.

W programie Lisa zwróciła uwagę reakcja publiczności, a właściwie jej brak. W tym programie publiczność raczej nie kryje swoich wiadomych sympatii. Tym razem dokładnie przez cały czas trwania rozmowy zachowała ona zdystansowane milczenie. Szczególnie dało się to odczuć, gdy Lis nawiązał do przemiany, jaka nastąpiła w PiS i w Jarosławie Kaczyńskim. Komorowski wtedy jedyny raz usiłował zażartować, błędnie zakładając jako rzecz oczywistą, że zostanie potraktowany przez prowadzącego i publiczność jako "swój człowiek". Bez namysłu, machinalnie wypalił: "Spytałbym pana redaktora, czy pan w to wierzy... [milczenie] i państwa też, no?... [cisza]", wyraźnie oczekując reakcji w formie tradycyjnego rechotu z "tego głupiego Kaczora". Musiał się, biedak, bardzo rozczarować.

Właściwie nie warto wspominać o stosunku Komorowskiego do przyzwoitości w polityce - deklaracje rażąco rozmijają się z praktyką. Stwierdził on, że "w polityce nie tylko efektywność się liczy, przyzwoitość też," sugerując rytualnie, że PiS jakże nieprzyzwoicie nadużywa katastrofy w Smoleńsku w kampanii wyborczej. Za chwilę jednak, gdy padło pytanie o niedawną wypowiedź Bartoszewskiego, w której ten z daleko posuniętym brakiem przyzwoitości i kompletnym brakiem dobrego smaku zasugerował nekrofilię i pedofilię Jarosława Kaczyńskiego, to Komorowski nie odciął się zdecydowanie się od tej wypowiedzi, przeciwnie - stwierdził, że "obawy Bartoszewskiego muszą być brane bardzo poważnie pod uwagę."

W tej krótkiej w gruncie rzeczy rozmowie dałoby się wychwycić jeszcze kilka różnych niedociągnięć marszałka, ale opowiem tu jeszcze tylko o gwoździu programu cytowanym następnie ze zdumieniem na niezliczonych blogach prawicowych i wstydliwie przemilczanym przez zwolenników PO. Chodzi o charyzmę a właściwie jej brak u marszałka Komorowskiego. Zwrócę tu uwagę na 2 aspekty. Pierwszy to śmieszność samego wdawania się w dyskusję na temat własnej charyzmy, a drugi to słynne już powołanie się na Jaruzelskiego jako na autorytet. Gdyby mnie ktoś zarzucił brak charyzmy, to starałbym się ewentualnie zmienić trochę oś sporu. Nawiązałbym być może do swojej wizji, planów, i zasugerowałbym, że posiadam dokładnie te cechy, które potrzebne są do ich realizacji. Może uciąłbym krótko, że nie zgadzam się z tą opinią, a może zareagowałbym jeszcze inaczej, ale ostatnią rzeczą byłoby wdawanie się w polemikę, czy mam charyzmę, bo to z definicji wygląda komicznie, gdy ktoś próbuje słownie udowodnić, że posiada tak nieuchwytną cechę. Komorowski, usłyszawszy ten zarzut, zaśmiał się sztucznie, po czym wybrał najgorsze rozwiązanie warte dokładnego zacytowania: "Pierwsza tego sformułowania użyła pani profesor Staniszkis, która jest stronniczką Jarosława Kaczyńskiego (...). Wie pan, dzisiaj pan generał Jaruzelski, jeden z najwyższych dowódców z zupełnie innej bajki niż moja, powiedział coś wręcz przeciwnego, że właśnie mam charyzmę, że świetnie to robię i jako żywo bardziej tu ufam generałowi, niż pani profesor, która nawet nigdy harcerką nie była, jak się okazało, więc jeśli chodzi o cechy przywódcze, to bym się zdał tutaj na opinię generała." Wyraźnie zszokowany Lis próbował przerwać ten kompromitujący wywód, ale Komorowski chyba nawet nie pojął, o co mu chodzi. To oświadczenie Komorowskiego jest tak bezdennie głupie z punktu widzenia jego szans wyborczych, że świadczy o zadufaniu tak silnym, że aż przerodziło się brak politycznego instynktu samozachowawczego, a może i jest to zwyczajna głupota. Marszałek kolejny raz wykazał się arogancją, w tym przypadku w stosunku do kobiety - pani Staniszkis. Powołał się na generała Jaruzelskiego jako na autorytet i przeciwstawił go profesor Staniszkis, znanej między innymi z tego, że w PRL-u działała w opozycji i spotykały ją za to represje. Przyznał mimochodem, że z Jaruzelskim wiążą go jakieś relacje - sądząc po komplementach - bardzo dobre relacje. A ta ostatnia sprawa jest przecież polem, na którym przynajmniej przed wyborami we własnym interesie powinien poruszać się wyjątkowo ostrożnie, bo o jego związkach z postkomunistycznymi służbami, szczególnie WSI, słychać w Internecie coraz głośniej. Last but not least można kwestię Komorowskiego odwrócić i zapytać, czy przywództwo generała Jaruzelskiego jest dla niego wzorem i jak to się ma do jego planów sprawowania urzędu prezydenta.

Program Lisa pokazał w jaskrawy sposób, jak bardzo nieudanym kandydatem na prezydenta jest Bronisław Komorowski. Zobaczyła to ogromna publiczność tego programu. Takie zdarzenia mają szanse wydatnie przyspieszyć i tak już wyraźną erozję od lat sztucznie nadmuchanego poparcia dla Platformy Obywatelskiej i jej czołowych przedstawicieli. W tle cały czas toczą się procesy zapoczątkowane wstrząsem 10 kwietnia. 10 maja nastąpiła dalsza integracja wspólnoty wokół tego historycznego wydarzenia, przed Pałacem Prezydenckim znowu zapłonęły znicze. Wszystko wskazuje na to, że 10 czerwca nastąpi ciąg dalszy. Pani Irena Szafrańska zauważyła, że z socjologicznego punktu widzenia takie wstrząsy znajdują pełne odzwierciedlenie w preferencjach elektoratu po 2-4 miesiącach. Przed 10 maja można było jeszcze wyobrazić sobie jakieś spektakularne działania obozu władzy zmierzające do spacyfikowania tych nastrojów społecznych. Jednakże jego rzeczywista reakcja jak na razie świadczy o braku rozeznania w dynamice sytuacji. Sprowadziła się ona do standardowych operacji medialnych, a także do wycofania i chowania się w decydujących momentach (szczególnie widoczne w przypadku premiera Tuska). Wszystko to skłania mnie do tego, by uznać 10 maja za punkt krytyczny w kampanii wyborczej, a szerzej w dynamice zmian w społecznej świadomości. Nastrój duchowej przemiany wywołany katastrofą w Smoleńsku i nową integracją wspólnoty narodowej następującą po tej katastrofie zdaje się nie ustawać, a wręcz widać tendencję do krzepnięcia tej wspólnoty.

Autor : filozof grecki
Całość tekstu : CZYTAJ TU

pozdrawiam ;)
  • 1




 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 2

0 użytkowników, 2 gości oraz 0 użytkowników anonimowych