
A może różnice w wyniku głosowania biorą się stąd, że osoby będące udział w głosowaniu w USA mają troszkę inne pojęcie o tym o się u nas dzieje? Czytałem gdzieś, że znaczna większość osób biorąca udział w głosowaniu w Stanach, to nasi rodzimi "nieudacznicy" czyli mieszkańcy Jackowa i innych tego typu punktów, skupiających osoby które mimo wszystko jednak nie odniosły oszałamiającego sukcesu zawodowego. Ba, ich sprawność w posługiwaniu się językiem angielskim także jestem niska... bo Ci którym się udało, tak naprawdę mają w dupie to co się dzieje w Polsce.
Natomiast ci 'leserzy', no niestety ale kierują się tylko tym, kto jest dla nich większym "patriotom". Przyjechał do nich, poopowiadał jaki to z niego prawdziwy polak, naobiecywał nie wiadomo czego i mamy efekt. Uważam, że jeśli im on tak bardzo pasuje, to niech może zostanie jakimś przedstawicielem mniejszości polskiej w USA - i będzie to z korzyścią zarówno dla nas, jak i dla nich.
Zresztą, dla mnie sprawą niepoważną jest dawanie możliwości głosu tzw. Polonii. Co innego jak ktoś wyjechał tylko do roboty, powiedzmy na 3 lata i wraca, a co innego, jak ktoś stąd uciekł w latach 70' czy 80' (wtedy też ostatni raz widział Polskę), a teraz udaje nie wiadomo jakiego patriotę i bierze czynny udział w głosowaniu i decydowaniu o tym co się tutaj będzie działo...
Z drugiej strony - czym, że jest takie 70% głosów, jeśli grupę głosującą stanowiło 30 000 osób? Równie dobrze moglibyście się powoływać, że na wschodzie polski, w jakiejś wsi Jaro dostał 68% głosów, i w takim razie wybory są sfałszowane, skoro nigdzie indziej tak nie wyszło.
Takie bzdury jakie on plecie to nic ich nie przebije
To chyba masz słabą pamięć...
Pragnę zauważyć, że chyba tylko w USA tyle głosów dostał nasz Jareczek - w pozostałych krajach miał chyba bardzo mierny odsetek głosów.