ani nie ściemniam, ani nie wymyślam, ani nie mam, ani sama nie wymysliłam , że jestem istotą wyższą. to powiedział mi Stasiu.
czy gdybym była pod innym pseudonimem to potraktowalibyście mnie poważniej?

wyraźnie nie odczuwaliście takich energii i jest Wam do nich daleko.
gdybym napisała że wychodze z ciała, że podróżuję między wymiarami, to tez byscie uznali mnie za chorą?
tego nie napiszę, bo rzecz sie ma mojego aż za zdrowego kolegi, który mocno pracuje ze swoim ego, energią, wymiarami i nie jest to Stasiu, chociaż Stasiu też jest mocno rozwinięty duchowo
na co dzień nie odczuwam tego wszsytkiego tylko przy wybranych osobach,
wymieniamy sie energiamy, łądujemy przy sobie
i mogłabym uznać sie za kompletnie zdrowa osobę bo tak mówią mi moi duchowi przyjaciele
ale nie, ja ciągle życję w strachu, i chodze ciągle do mojego psychiatry, do którego wysyła mnei narzeczony jeśli widzi cos niepokojącego
a w tej chwili kiedy o tym wszystkim opowiadam, jestem siebie bardzo świadoma, a narzeczony nie jest zaniepokojony
tłumaczę się bo chce być barana na poważnie
nie należę do osób, które robią sobie jaja z innych
w szczególnosci w tak delikatnej materii
oczywiście macie prawo uważać co chcecie
ale nawet specjalnie mam takiego nika, bo osoby, które wiedza co jest grane z rzekomymi chorobami psychicznymi, wiedza że w moim wypadku to jest cos zupełnie innego;)
poza tym lekarz chce mi zmienić diagnozę na dwubiegunówkę (mnia-depresja) a to ma się nijak do schizofrenii;)
No właśnie tak mi się wydawało, że osiągacie jakieś kosmiczne moce
.
coś w tym rodzaju
Ale mi chodziło dokładnie o to co dalej. Bo rozumiem, że to przebudzenie można porównać do zaliczenia matury, która pozwala nam na osiągnięcie czegoś więcej - przynajmniej tak wygląda to życie, stawiamy sobie cel, obieramy drogę i tak jeden cel przybliża nas do kolejnego i tak dalej i tak dalej. A czego wy oczekujecie ? Wiecznego rozwoju ? Wiecznej drogi ?
jeszzcze sama nie wiem... w chwilach kiedy się budze a budze się coraz czesciej, nachodzi mnei wielka radość
ale tak jak dwa dni temu spotkałam się z kolegą dawno niewidzianym
powiedział,z ę to spotkanie należało do tych gdzie zaczął się zastanawiać czy jeszcze mu się chce czy już nie.
ciezko jest zyć wśród spiącego tłumu, tłumu który nie rozumie i obchodzi z daleka jak wariata
cięzko jest żyć w takim świecie, ale jeśli wierzyć temu, że ziemia przygotowuje sie do przejscia w czwarty wymiar...
zycie na ziemi to ciągłe lekcje i tak jak napisałam w swojej ksiązce do szuflady jedną z nich jest lekcja cierpienia, które prowadzi do osiągnięcia stanu miłości.
i odpowiadając na twoje pytanie, oczekujemy ciągłego rozwoju, przechodzenia do coraz wyższych poziomów swiadomości, do caoraz wyższych gęstości, by stać sie jednym z Najwyższym Stwórcą - i nie mówię tu o "naszym " Bogu.
tutaj trzeba wile wytrwałości, niezniechęcania się, wyznaczenia sobie jasnego celu i pracy pracy pracy i jeszcze raz pracy...