Te bakterie nie żyją w próżni. Mleko wychodzi sterylne z gruczołu, ale bakterie żyją w krowich wymionach i na nich. Dlatego pewne stężenia tych bakterii znajdziesz w mleku jeszcze przed wydojeniem.
Bakterie przebywają tam gdzie mają pożywkę. Np. szlachetne drożdże winiarskie żyją na winogronach i stamtąd się je pobiera i selekcjonuje. Bakterie zakwaszające ogórki żyją na samych ogórkach i też nie trzeba ich dodawać z zewnątrz.
Zatem nie masz racji - bakterie występują same z siebie w mleku, tak jak występują same z siebie na ogórkach, co słusznie zauważyłaś.
Ok, masz mnie. Rzeczywiście bak. fermentacji mlekowej w mleku występują - chociaż właśnie to wydaje się trochę nielogiczne (po co mają występować w wymionach i rozkładać laktozę? To co z głównym źródłem energii dla karmionego tym mlekiem cielaka? Wydawało mi się to trochę wbrew planom matki natury (: ). Pewnych rzeczy nie wzięłam pod uwagę podczas mojego "intensywnego" procesu myślowego zaburzonego ponad 2 miesięcznym nic nie robieniem. Zdarza się! [;
No, ale czy nie potwierdza to tego co mówiłem, że takie mleko ma niekorzystne proporcje "ocalałych" baketerii?
No oczywiście, że w pasteryzowanym mleku nie ma już dobrych bakterii f. mlekowej, które przez CHWILĘ blokują psucie świeżego mleka. Ale jak dowiesz się niżej - jedynie przez chwilę. Pasteryzowane mleko dłużej nadaje się do spożycia pomimo wszystko...
Eeee, wydaje mi się, że ma dłuższy termin niż 24h (zależy w jakich warunkach trzymać i co uznać za zakończenie procesu fermentacji). Potem, jak się do tego dobrze do tego zabrać, to można zrobić ser pleśniowy
Tak czy siak, wiadomo, że wszystko się w końcu psuje, ale ja nie o terminie przydatności, ani o ilości, tylko o proporcjach bakterii mówiłem.
Właśnie - wydaje Ci się. Jak widzisz wyżej, mi też kilka rzeczy się wydawało (;
Wiesz jak wygląda fermentacja mleka? Dzielimy to na kilka faz. Najpierw jest faza w której wszystkie mikroorganizmy znajdujące się w mleku ulegają wzrostowi (te które się do niego dostały z otoczenia również). Jak wiadomo rozwój bakterii powoduje zużycie tlenu przez co bakterie tlenowe giną, a zaczynają rozwijać się paciorkowce, które właśnie odpowiedzialne są za rozkład laktozy, powstaje więc kwas mlekowy. Wraz ze wzrostem stężenia kwasu mlekowego spada pH (wtedy właśnie zaczyna ścinać się kazeina i powstaje ten charakterystyczny skrzep na wierzchu). Potem do akcji zaczynają wkraczać kolejne bak. które przeprowadzają o wiele intensywniejszą fermentację. Intensywniejsza fermentacja = coraz większy spadek pH które niby zabezpiecza przed rozwojem bakterii gnilnych, ale nie przed rozwojem grzybów, które zaczynają szybko rozkładać powstały dobroczynny kwas mlekowy. Zaczynają pojawiać się inne bakterie, które dalej niszczą kwas mlekowy, powodują powstanie innych produktów różnych fermentacji, które z kolei podnoszą pH środowiska, dzięki czemu spokojnie i b. szybko dochodzi do rozwoju bakterii gnilnych, które nadają Twojemu świeżemu mleku, prosto od krowy, okropny gorzki, toskyczny smak
Jak więc widzisz szkodliwe mikroorganizmy dość szybko zaczynają przejmować kontrolę nad tymi dobrymi. Niestety.
Oczywiście przez te kilkanaście/kilkadziesiąt godzin zanim dojdzie do zepsucia Ty zdążysz zjeść to swoje zsiadłe mleko do kartofli.
Jest dużo produktów, które mają krótki termin przydatności do spożycia, a są przecież zdrowe. Z drugiej strony rzeczy konserwowane najgorszymi konserwantami mają długi termin przydatności, ale nikt nie powie, że są zdrowe.
Oczywiście, że tak. Zgadzam się tu z Tobą w zupełności. Ale z drugiej strony - są niby zdrowsze, ale czy bezpieczniejsze pod względem mikrobiologicznym od tych konserwowanych?

Ja też nie twierdzę, że przegotowane mleko to trucizna. Jednak powoływanie się na argument, że w tym są bakterie, a w tym drugim nie jest bez sensu. Otaczają nas miliardy bakterii i w naszych przewodach pokarmowych i tak żyją ich miliardy. Chodzi o to żeby mieć w sobie bakterie korzystnie wpływające na zdrowie, a nie patogeny i tyle.
No właśnie, więc chodzi też o to, że niepasteryzowane mleko jest niebezpieczniejsze
pod względem mikrobiologicznym niż mleko pasteryzowane. Dajmy chociażby taki przykład... Bacillus cereus, który jest bak. występującą w glebie, z gleby łatwo może przedostać się do wymienia krowy. B. cereus toleruje b. szerokie zakresy pH, więc spokojnie przetrwa obniżone pH przy fermentacji mlekowej. Bah, zatrucie gotowe. Co prawda wytrzymuje też temp. pasteryzacji, ale mleko bywa też sterylizowane (co oczywiście w tym momencie wiąże się już ze stratami pewnych ilości witamin i takich tam). Przed wszystkimi, jak właśnie przed bak. przetrwalnikującymi (B. cereus, Clostridium botulinum), odpornymi na niekorzystne dla innych bak. warunki (niskie pH, wyższe temp) i uwalniającymi toksyny, się nie uchronisz choćby nie wiem jak silną i prężną miałbyś swoją mikroflorę.
Ale od znajomego gospodarza to mogę pić prosto od krowy i wiem, że mi to wyjdzie na zdrowie.
No niekoniecznie

btw. wydaje mi się, że coraz bardziej zaczynamy odchodzić od głównego nurtu dyskusji, czyli o szkodliwości mleka ogółem. Jak na razie prowadzimy dysputę o wyższości mleka pasteryzowanego nad niepasteryzowanym tudzież na odwrót
Użytkownik ~Blood edytował ten post 11.08.2011 - 15:57