Skupianie się na niej i szukanie odpowiedzi w jakiś głębokich medytacjach czy stanach OOBE etc
OOBE jest w moim odczuciu tym samym co świadomy sen czyli jest snem. Nigdzie nie pisze żeby szukać odpowiedzi we śnie.
Pisałem o medytacji to dwie zupełnie różne rzeczy. Nie podpinaj mnie na siłę do „pana przebudzonego który chce wstąpić do czwartej gęstości” nie wsadzaj mnie do jednego worka z takimi ludźmi, tylko dlatego że używam podobnego słownictwa. Paradoksalnie ludzie myślący bardziej „zdroworozsądkowo” nieraz są bardziej świadomi niż ci którzy podają się za przebudzonych, nie ma związku w co wierzysz i uznajesz za prawdę.
Ślepe przywiązanie się do myśli nie jest oznaką „przebudzenia” czy „wysokiej świadomości”, umiejętność nie przywiązywania się do swoich koncepcji jest świetnym jej wyznacznikiem.
Podając swoje koncepty, prawdy uważam je za prawdziwe, ale dostrzegam że nie są prawdziwe jednocześnie. „Wiem, że nic nie wiem”.
To są moje domysły, myśli które nigdy nie oddadzą esencji tego co w istocie ma miejsce w stanie całkowitej uważności, czystej świadomości, ponieważ teraz w tym momencie używam umysłu by choćby napisać ten tekst, a zjawiska o których mowa są po za wymiarem umysłowym, pisząc inny wymiar mam na myśli bardziej metaforyczne znaczenie tego słowa, choć też nie do końca. Inny wymiar postrzegania, ale cały czas fizyczny świat pozostaje oczywiście ten sam.
...to zwykłe oszukiwanie siebie. Doprowadzanie się do stanu kompletnej schizy gdzie traci się "orientację w terenie".
Nie, to jest esencją nie oszukiwania siebie. Oczywiście potencjalnie. Niektórzy wykorzystują tego typu praktyki na pokaz by dowartościować się i wtedy twoje stwierdzenie jest prawdą.
Czy też wykorzystują do ucieczki od rzeczywistości, ja tego nie popieram. Ale co innego jest rzeczywistość, a co innego interpretacja rzeczywistości którą ludzie uważają za rzeczywistość.
Też wiele razy udało mi się zmylić siebie na amen, i przestać czuć ciało i pozycjonowanie siebie. Ale to do niczego nie prowadzi. To niczego nie udowadnia.
Prowadzi do zmylenia siebie i udowadnia że możesz przestać czuć ciało

. Po za tym to co opisujesz to uśpienie świadomości, a nie głębsza świadomość. Jak ze snem, tracisz świadomość ciała, myśli, aż w końcu świadomość że jesteś świadomy, po czym zasypiasz.
Sporo o tym myślałem i widzę w tym zwykłe oszustwo samego siebie. Nie warto skupiać się na fundamentach istnienia świadomości tylko z niej korzystać.
Żaby stwierdzić ze coś warto lub nie warto musi być względem czegoś, rozumiem że masz na myśli ego lub wyobrażenie swojego życia którym chcesz żyć, ok. z takiej perspektywy faktycznie widocznie nie warto. Gdyby było warto to byś przecież powiedział.
A tak obrazowo to widzę tak, zwierze X -> zwierze Y -> zwierze Z -> człowiek "jestem". Dopiero ten na końcu usiadł popatrzył i zdał sobie sprawę z pewnej całości otaczającego go świata.
Mój pies gdy patrzy w lustro poznaje siebie. Cholera jak to się dzieje? On wie że jest, tylko nie używa do tego słów, nieco inna logika i nieco prostsza, nie pełna, a dlaczego? Bo nie wie że myśli. Świadomość ogniskuje się na tym co na zewnątrz przez to nie ma świadomości umysłu, siłą rzeczy nie wie jak z niego korzystać. Widzi że jest obdzielony od reszty, ale nie kwestionuje tego co jest, nie bawi się myślami (nie stwierdza „jestem obdzielony” ponieważ nie wie że można być nie-oddzielonym), dla niego to się po prostu dzieje. Zdaje sobie sprawę z tego co go otacza, ale nie postrzega myśli i siłą rzeczy nie wykorzystuje ich świadomie.
Człowiek doszedł do tego poziomu ponieważ w końcu pojawił się człowiek który dostrzegł wewnętrzny wymiar siebie, swoich myśli.
Jestem ja i świat, czym jest ten świat? Rozpatrując to pytanie nie odnosił się do świata który widział (drzewo czy krzak który widział przed sobą w momencie myślenia) ale do myśli, wyobrażenia na które skierował swoją świadomość. Patrzył na formę myślową, która zapewne jak przypuszczał jest światem, ale tak naprawdę nie, to jest myśl o świecie.
Pojawiły się pytania "czym jestem", "skąd się wziąłem", "jak wielki jest świat" etc. To jest dla mnie świadomość.
Jest to świadomość w potocznym znaczeniu tego słowa jednak w rzeczywistości uważam że jest to skutkiem zogniskowania świadomość. Zresztą pisałem już w poprzednim poście. Terminy niedokładne bo wiedzy za mało. Co źródło inne znaczenie słowa świadomość.
Dla mnie to jednak nie oznacza drogi, że pochodzimy od tych obecnie najbardziej rozwiniętych zwierząt, tylko że to oddzielna gałąź ewolucji.
W tej kwestii to nie ma znaczenia.
Czyli u mnie jest kolejność, korzeniem jest komplikacja wszechświata. Czyli w tej kolejności, świadomość powstała zanim człowiek ją zaczął próbować definiować i wyczuć czym jest. A to oznacza dla mnie, że nie ma w tym nic magicznego rodem New Age. Nie ma żadnej magii, która gdzieś tam czyha w środku, bym nagle zaczął tworzyć jakieś psi balle i latać. To powstało dawno temu i skupianie się na tym to regres ewolucyjny. Postępem jest korzystanie z tego narzędzia jak najlepiej się da. Przez lata ludzie korzystali z tego pchając wszystko do przodu, a dopiero teraz się nasiliło głównie poprzez 2012 i New Age, szamanki i te sprawy, nasiliło się nagle mocne skupianie na tym, co dla mnie jest narzędziem od dawna używanym.
Widzę że mnie trochę zaszufladkowałeś
![;]](https://www.paranormalne.pl/public/style_emoticons/default/smile5.gif)
. Nie interesuje mnie magia (nie ma czegoś takiego, wiara w to jest oznaką niezrozumienia zjawiska, dla psa czarem czy cudem może być zapalenie światła w pokoju), czakry, ruch New age, telepatia, telekineza, lewitacja, 2012, gęstości, anioły inne fenomeny na których potwierdzenie nie ma dowodów, choć też nie wiem czy są kłamstwem, po prostu nie interesuje mnie to.
A nie by się tym brzydzić i próbować na siłę przynieść kubek za pomocą energii nie ruszając się z miejsca
Jakby dało się za pomocą umysłu przenieść kubek to i prawdopodobnie można by siłą umysłu zrobić ze swojego ciała papkę, zabić kogoś patrzeniem na niego czy też siłą umysłu zniszczyć świat. Marzenie ludzi omotanych chęcią odczucia władzy i siły, pojawia się zazwyczaj u ludzi którzy czują się niedowartościowani lub słabi w jakimś sensie. Brzmi to pogardliwie ale większość z nas czyje się niedoceniana i słaba to też takie tematy zawsze były popularne i w jakimś stopniu pociągają prawie każdego. Gorzej gdy bezpodstawnie uznajesz je za prawdę.
Wszystko czym jestem jest narzędziem, jestem narzędziem, które tworzy. Bierze udział w zmienianiu otaczającej mnie rzeczywistości. Taki to jest cel życia.
Zapomniałeś dodać „według ciebie”, to jest twoja koncepcja, tak samo jak moja jest moja. Równie dobrze celem może być uświadomienie wszechświata przez samego siebie, a komplikacja może być jedynie narzędziem które to umożliwi. Rzecz w tym że nie możesz określić co jest celem dopóki do niego niedojdzie, lub cel jest przez ciebie ustanowiony. Do celu się dochodzi ustanawiając go bądź gdy ustanowisz go razem z innymi, obiektywnie nie ma czegoś takiego jak cel, musi być ktoś lub coś co go ustanowi. To że wszechświat się komplikuje i „dąży do tego” jest stwierdzeniem które wysuwamy na podstawie tego co widzimy, ale nie możemy tego wiedzieć, wiedzieć że to jest ostatecznym celem. Choć w obecnym punkcie nim jest, dla nas.
A moim zadaniem jest dalej tworzyć i jeszcze bardziej komplikować otaczającą mnie rzeczywistość.
Komplikacja dla samej komplikacji może być bardziej bezsensowna niż ci się wydaje.
- w bardzo dużym skrócie, to odczuwanie różnych stanów, przy czym te pozytywne są motorem napędowym chęci do życia i blokadą przed samobójstwem.
A więc fundamentem tego przekonania jest strach przed tym że utracisz chęć do życia?
Zauważ że są też negatywne stany które życie odbierają.
Więc teraz chętnie bym przeczytał coś na mój wzór. Czyli jakbyś zlepił swoje myśli w całość i napisał jak wedle Ciebie to wszystko wygląda, bo w sumie tak w całości to nie wiem jaki jest Twój światopogląd odnośnie tych spraw. A tak łatwiej chyba zrozumieć co chce drugi człowiek przekazać.
Ciężko będzie mi to ująć. Zacznę od tego że nie uznaje luk logicznych w postaci magii czy tajemniczych, niewyjaśnionych jak to wcześniej ująłeś bzdur. Uznaje zasadę że jeśli nie doświadczyłem czy też nie widziałem, to nie mam podstaw by w to wierzyć lub jeśli nie doświadczyłem to przynajmniej na poziomie umysłu muszę zrozumieć, wtedy mogę coś założyć, ale też nie wiedzieć na pewno. Tutaj jak widzę mamy podobne podejście poznawcze.
Uważam że nie należy robić czegoś bez zgłębienia przyczyny danego działania, choć też nie uważam że każdy powinien się do tego dostosować.
Ludzie często mówią, robię to czy też żyję tak ponieważ „wierze w to”, „uważam tak”, „lubię to”, „chce tak” czy też moje ulubione „bo tak zostałem wychowany” lub „bo inni tak robią”. Spytasz ich dlaczego i następuję koniec rozmowy, na zasadzie „bo tak” lub powiedzą „bo tak czują”. Wtedy spytasz znowu dlaczego tak czują? Następnie zazwyczaj jest agresja, lub podciąganie faktów pod swój pogląd który jak mniemam ma mnie przekonać do ich poglądu, tak jak bym go podważał.
Istotą tego typu pytań niekoniecznie musi być ciekawość dlaczego tak uważają w sensie co ich skłoniło do obrania takiej drogi, ale jak to się dzieje że „zaobserwowanie uważania takiej drogi za dobrą następuje”. Proste pytanie, mało kto odpowie najczęściej dalej próbuje mnie przekonać mimo że nie podważam jego przekonań, tak jak by się bał że mu je odbiorę bądź że jego życie będzie mniej prawdziwe.
Także chodzi mi jedynie by pójść o krok dalej, odchylić to co jest za zasłoną naszego wnętrza, by być tego świadomym i tyle.
Nie obchodzą mnie te różne nadprzyrodzone „bzdury”. Podniecanie się nimi wynika z nie radzenia sobie ze światem, nie rozumienia go, nie akceptowania bądź z chęci wyróżnienia się posiadaniem unikalnej, tajemniczej wiedzy. Choć niektóre mogą być prawdziwe, łyżka np. też jest prawdziwa, ale nikt się tym jakoś nie ekscytuje.
Praktykowanie oczyszczania umysłu w celu przytomniejszego bardziej świadomego spojrzenia na świat nie jest negatywne choć potencjalnie można przez to cierpieć, gdy wydaje się nam że jesteśmy świadomi. Wtedy rodzi się egocentryk, który robi to by być kimś lepszym, pogłębia ego. Oczywiście nie ma nic złego w ego, jeśli postrzegający nie uzna że tak jest.
Nie interesuję się tym dlatego że liczę na jakieś oświecenie, bycie wyższą istotą ponieważ to również jest koncepcja umysłu, ja staram się dostrzec dlaczego na to liczę ja czy kto inny. Gdy się to widzi można dostrzec że wynika to z nieakceptowania tego co jest, a więc jak widzisz wynika coś z tego. Uświadomienie nieakceptowania stanu rzeczy świadczy o słabości, a nie o sile. Dalej dlaczego tego nie akceptuje… itd. Tak wiec interesuje mnie to z powodów czysto praktycznych, a nie wydumanych scenariuszy prowadzących do oświecenia ludzkości pełnej miłości i pokoju czy innych utopijnych wizji.
Prosisz mnie bym ujął to w koncepcję, teorię której zadaniem będzie streszczenie tego co uważam za „jakieś”. Ale to wciąż jest sfera umysłu która naśladuje rzeczywistość nie jest nią. Świadomości która jest ponad umysłem nie można wytłumaczyć umysłem, ponieważ jest ponad nim. Nie przejawia się tym że należy robić tak czy tak, czy że świat jest taki czy taki, ponieważ jest to wciąż twór umysłu.
Jeśli oczekujesz bardziej konkretnej odpowiedzi która może bardziej ciebie zadowoli to po prostu widzę w tym potencjał ponieważ zwyczajnie mało o tym wiemy, wręcz żenująco mało, a jak widzisz leży to u podstaw wszystkiego innego.
Także krótko mówiąc tu nie chodzi o to że mam jakąś teorię odnośnie wszystkiego, tylko próbuje dostrzec dlaczego ją postrzegam i to podejście podciągnij pod każde „robienie”. Jak widzisz jest to tak indywidualne że nie mogę tego komuś narzucić czy przekonać ponieważ taka „racja” się nie sprawdzi w życiu kogoś kto postrzega tylko po przez koncepcje umysłowe. Siłą rzeczy nie jest to też lepsze czy gorsze, po prostu jest i cały urok jest w tym że tylko samemu można to odkryć. To jest w gruncie rzeczy życiem, istnieniem nie można określić jednego słusznego sposobu na przejście życia, dlatego też głupotą by było przekonywanie kogokolwiek do moich przekonań. Coś sprawiło że masz takie, a nie inne przekonania wiec nie masz powodu by akceptować moje ponieważ twoje doświadczenia były inne. Zaczniesz się nad tym zastanawiać, ale to wciąż jest umysłowe wyobrażenie oparte na swoim postrzeganiu, doświadczeniu. Także większą głupotą było by jakbyś to zaakceptował nie mając podstaw by je przyjąć bądź też uznał je za prawdziwe z powodu np. lęku przed życiem które jak już napisałem jest w zasadzie świadomością. Pytanie tylko czy życie jest faktycznie twoje czy po prostu jest, w sensie ty jesteś życiem, a nie koniecznie kimś kto je doświadcza, mimo że tak się wydaje. Nie uważam też że tak jest, ponieważ to nie jest prawda obiektywna, ale względna, która może być prawdziwsza od tej potocznie uznawanej za obiektywną i niezmienną. Postrzegający o tym decyduje, a właściwie nie tyle postrzegający, a postrzeganie.
Powiesz zapewne że jest to wciąż oszukiwanie siebie ponieważ człowiek „zdrowy na umyśle” dostrzega w tym że mimo iż ktoś nie odczuwa cierpienia po przez nie utożsamianie się z ego to i tak z perspektywy zdrowego człowieka jeśli go przeklnę, on się na to godzi, to nie jest ok. Ale wtedy w błędzie jest ten zdrowy ponieważ skoro tamten nie utożsamia się z ego i nie cierpi gdy ktoś powie mu coś przykrego to on jest w błędzie, ponieważ zakłada coś odnosząc się do swojego postrzegania, a ostatecznie nikt nie odczuwa tego cierpienia, wiec ten zdrowy jest w błędzie. Np. reaguje agresją jak on może dawać się tak poniżać, rzecz w tym że nie ma tam nikogo kto mógł by to odczuć.
Jest to oczywiście skrajny przypadek który odzwierciedla to jak to postrzegam. Człowiek jako ego przeminie prędzej czy później, ten drugi nie, ponieważ go tam nie ma, nie ma jednocześnie będąc, a mimo to sposób postrzegania tego pierwszego jest uznawany za prawdziwszy. Jeśli nie uwzględnisz czasu to faktycznie tak jest, ale nieistnienie to oczywiście problem jutra.
Przypominam że myślenie o tym jest wciąż postrzeganiem z perspektywy ego, a wiec odbierane jako najgorsze z możliwych, ale nie dlatego że takim jest tylko dlatego że jest ono najgorsze z punktu widzenia egotycznego umysłu, ponieważ godzenie się na to jest śmiercią ego które niczym żywy organizm chce żyć naszym kosztem.
Poproszę byś też nie brał tych przekonań w sposób skrajnie jednoznaczny bo takie nie są.
P.S. Chyba najdłuższy post jaki napisałem na tym forum

.