Hologramie, bardzo Ci dziękuję za porządną dawkę dobrego humoru - takie emo użalanie się nad sobą, jak bardzo to nie jesteś pogrzany i jak to Ci źle i nikt Cię nie rozumie zawsze poprawia mi nastrój.
Ale nie o tym chciałem pisać. Skoro tak Ci źle, jak opowiadasz, to czemu nie spróbujesz czegoś z tym zrobić? Wyjdź czasem do ludzi, albo gdzieś od nich (uwierz mi - choćbyś i przeszedł przez całe miasto do lasu, to i tak każdy będzie miał głęboko w "d" to, gdzie i po co idziesz). Zdecyduj się, która wersja Twojego życia jest prawdziwa - masz pieniądze i wszystko, czy też może brakuje Ci zarówno gotówki, jak i czasu oraz pomysłu, jak stronić od ludzi?
Albo też... Spróbuj czegoś, co tak wychwalałeś w innych tematach - pomedytuj sobie, poszukaj odpowiedzi we Wszechświecie, czemu tak Ci źle. I broń Panie Boże, byś skupiał się na miłości - w końcu (jak każda inna idea) to tylko urojenie nieobiektywnego, ludzkiego umysłu, czyż nie? Ew. układ impulsów elektrycznych w Twojej głowie, który miał czelność powstać zupełnym przypadkiem i stworzyć coś tak nieobiektywnego jak uczucie miłości.*
Musiałem to napisać. Zabij, a nie mogłem się powstrzymać
