Rozumiem co przeżywasz. Ten stan, gdy masz tak wielką ochotę się zabić nie masz na nic siły, nic Ci się nie chce, dla Ciebie to wszystko nie ma sensu, czujesz, że to rozwiąże wszystkie Twoje problemy. Czy ktos będzie po Tobie płakał? Nie. Czy będą Cię wspominać w Twoim otoczeniu? Nie, pogadają tylko trochę o Tobie jako wariacie, psychopacie. W sumie chciałbys, żeby ktos zapłakał nad Twoim grobem, chcialbys to widzieć z tamtego swiata. Chcialbys się dowiedzieć czy tak naprawdę Twoje istnienie ma sens. Ale po co żyć na tym głupim swiecie, z mnóstwem problemów, ze złymi ludźmi z każdej strony, w samotnosci.. Podobno często samobójcy, zwłaszcza nastoletni, to zawsze usmiechnięci, chętni do pomocy, radosni ludzie. Ale czemu taka osoba miałaby popełniać samobójstwo? Niestety ludzie widzą tylko tą moją konformistyczną naturę, jestem fałszywy, bo usmiecham się mimo że w srodku boli, cholernie boli. Cierpię sam, bo nikogo nie interesuję, nikt się mną nie przejmuje. Byłem socjofobem, nadal czasem jestem. Źle się czułem w miejscach publicznych, sklepach, pizzeriach itp. Byłem i jestem w sumie otwartym człowiekiem, ale w takich miejscach nie potrafiłem prawidłowo funkcjonować. Zresztą do tej pory czasem trzęsą mi się ręce, gdy mam wyjąć z portfela pieniądze, aby zapłacić w supermarkecie. Moja sytuacja się nieco zmieniła, gdy poszedłem do liceum, teraz jestem dzień w dzień na miescie, już tylko mam czasem objawy owej socjofobii. Ja miałem zaburzenia kompulsywno-obsesyjne, to było straszne sprawdzać po kilkanascie razy czy wziąłem wszystkie książki, trzykrotne sprawdzanie czy zakręciłem wodę. Ale powiedziałem sobie w końcu dosć, powiedziałem, że będzie co będzie, trudno. I już tak nie robię. Co do samobójstwa, nigdy nie odważyłem się na nic poważniejszego niż duszenie się poduszką czy topienie się w wypełnionej wodą umywalce. Być może jestem tchórzem, nie wiem. W sumie, gdy moja matka leczyła się na depresję, mogłem połknąć jej psychotropy i popić jakims alkoholem i trymiga bym zszedł z tego swiata. Ale mimo że to jest wszystko takie okrutne, to jednak mnie cos tu trzyma. Być może to Within Temptation, które poznałem później, które inspiruje mnie, porusza serce i duszę, których muzyka to dla mnie ideał krystalicznego piękna, cos co mówi mi : Ten swiat, chociażby dzięki tym cudownym dźwiękom jest piękny, magiczny. A być może to moja bliska koleżanka, która wyleczyła mnie z kompleksów, ogólnie w liceum dopiero, po zwalonych 10 latach w podstawówce i gimnazjum, poczułem, że ktos mnie może naprawdę lubić, a nigdy nie przypuszczałem, że może się tak stać

Choć teraz jest cholernie ciężko, wszystko jest takie trudne, obowiązki mnie mordują, to jednak nie chcę się poddawać, zwłaszcza, że mam takie wsparcie i dla ducha i dla serca

Nie odbieraj losowi szansy na danie Tobie szczęscia, wierzę, że z czasem i Ty odkryjesz co jest dla Ciebie "sercem wszystkiego", sensem życia...
Edit: Ty nie chcesz o tym tylko podyskutować, chcesz, aby ktos się Tobą zainteresował. Dla Ciebie wszczynanie dyskusji wyłącznie z pobudek naukowych nie miałby przecież dla Ciebie żadnego sensu...
Użytkownik WithinTemptation edytował ten post 01.03.2012 - 23:20