Bergman to klasa sama w sobie, geniusz kina i mój ulubiony reżyser. Jeśli zaś chodzi o Felliniego to obejrzałem dwa filmy tego reżysera: 'La strada' oraz '8 i pół'. Podczas gdy już w pierwszym strasznie denerwował mnie ten styl, mimika twarzy głównej bohaterki i ogólny klimat to oglądając '8 i pół' z trudem dotrwałem do końca. Strasznie mi to nie odpowiadało i jeżeli wszystkie filmy tego reżysera zrealizowane są w takim klimacie to raczej już żadnego z nich nie obejrzę.
SF ewentualnie można by było nazwać gatunkiem dla marzycieli, bowiem ukazuje przecież rzeczy nieprawdziwe, fikcję, ale czy dla marzycieli bez wiary w siebie? Tutaj mógłbym polemizować. Mój ulubiony film SF to 'Blade Runner' - genialne dzieło Ridley Scotta, jeden z najbardziej klimatycznych filmów jakie widziałem. Przypomina trochę kino noir z lat .40, ale moim zdaniem nawet je przewyższa. Czy można powiedzieć, że film ten jest skierowany do marzycieli bez wiary w siebie? Na jakiej podstawie tak można generalizować i wszystko wrzucać do jednego wora?
Oprócz Bergmana warto by wymienić innych geniuszy kina, czyli:
a) Carl Theodor Dreyer - na razie obejrzałem jedynie dwa jego filmy, ale już wiem, że jest to geniusz. Ktoś mógłby powiedzieć, że to hipokryzja, ale chyba musiały by mi się strasznie nie spodobać wszystkie jego inne filmy, których nie widziałem, abym przestał go tak nazywać. Nawet gdyby zrealizował jedynie Męczeństwo Joanny d'Arc to byłby jednym z moich ulubionych, a przecież jest też rewelacyjne Słowo. Dzień Gniewu, Wampir i Gertruda trafiają na szczyt mojej listy filmów do obejrzenia.
b) Andriej Zwiagincew - także obejrzałem tylko dwa filmy tego reżysera, ale z tego prostego powodu, że ma ich tylko trzy z czego ostatni wyszedł dopiero niedawno i nie miałem jeszcze okazji go obejrzeć. 'Powrót' to arcydzieło zaś 'Wygnanie' ociera się o arcydzieło, ale czy nim jest to nie jestem pewien. W dokonaniach reżysera widać bardzo mocną inspirację kolejnym wielkim, moim zdaniem, twórcą kina:
c) Andriej Tarkowski - mam nadzieję, że nikomu nie muszę przedstawiać tego reżysera.
d) Theo Angelopoulos - znowuż tylko dwa filmy obejrzane, ale moim skromnym zdaniem oba są arcydziełami. Są to mianowicie 'Pejzaż we mgle' i 'Spojrzenie Odyseusza'. Chcę zobaczyć wszystkie jego filmy, ale najwyżej na liście do obejrzenia jest chyba Aleksander Wielki.
Na koniec zostawiłem(a może raczej powinien być pierwszy) reżysera, którego jak dotąd tylko jeden film uważam za arcydzieło. Jeszcze inny ociera się o arcydzieło, a jeden z najważniejszych ze względu na jego długość nadal nie został jeszcze obejrzany. Mowa oczywiście o:
e) Bela Tarr - pominę jego inne filmy i skupię się na IMO najlepszym dziele w historii. Film ten jest dla mnie totalnym arcydziele i filmem, który ma dla mnie bardzo duże znaczenie. To po obejrzeniu 'Harmonii Werckmeistera' zrozumiałem, że kino jest też sztuką, a nie tylko maszyną do zbijania pieniędzy. Mimo iż już na długo przed 'Harmoniami...' oglądałem filmy różnych gatunków to po tym filmie zacząłem oglądać tzw. "ambitne" kino"
*. Film ten może nie zmienił sposobu w jaki patrzę na świat, ale na pewno zmienił sposób w jaki patrzę na kino. Nie potrafię już oglądać większości filmów akcji typu 'Szybcy i Wściekli' czy '60 sekund'(mimo iż pierwszy dawno temu widziałem i nawet mi się podobał, próbowałem ostatnio obejrzeć ponownie - nie udało się; drugiego nie widziałem - próbowałem, ale nie wytrzymałem).
Zapewne oglądając jakikolwiek film powyższych reżyserów większość ludzi będzie narzekało na nudę i "bo nic się nie dzieje" itp. Nikogo do niczego nie zmuszam. Ja po prostu uwielbiam taki rodzaj kina, a jak ktoś tego nie lubi to niech ogląda inne filmy, ale... Ale nie jestem w stanie pojąć jak jakieś filmy mogą nudzić. Szczególnie chodzi mi o te z długimi(ale pięknymi) ujęciami. Mnie bardziej chyba znudziłby film akcji niż obraz tego typu. No, ale są gusta i guściki i o nich się podobno nie rozmawia(ale skoro się o nich nie rozmawia to o czym mamy gadać?

)
Kończę już wywód na ten temat, bo chciałem napisać więcej na temat 'Harmonii'. Chciałem, ale doszedłem do wniosku, że każdy powinien to przeżyć sam i czym mniej na temat tego filmu będzie wiedział tym lepiej. Jedni się wynudzą a drugich film oczaruje, ale spróbować przecież nie zaszkodzi. Warto.
Wspomniano gdzieś powyżej o 'Dwunastu gniewnych ludziach'. Zgadzam się z powyższymi opiniami. Jest to klasyk i na pewno należy go obejrzeć.
Kończę już posta. Chciałbym się tylko odnieść jeszcze do filmu 'Into the Wild' o którym pisało kilku użytkowników. O ile sam pomysł(a raczej fabuła, bo jest oparty na prawdziwych wydarzeniach...) jest niezły to wykonanie filmu i cała otoczka jest moim zdaniem słaba. Wiem, że scenariusz został oparty na prawdziwych wydarzeniach, więc twórcy nie mogli sobie pozwolić na drastyczne zmiany, ale ja chętnie obejrzałbym podobną historię w bardziej zimowych klimatach dziejącą się w X wieku gdzieś na Dalekiej Północy... Coś mnie denerwowało podczas seansu, ale nie pamiętam już co, więc więcej już nie piszę poza tym, że nie podobał mi się.
* Nie lubię tego określenia, bo często ludzie używając tego słowa do jakiejkolwiek formy kultury chwalą się jakby, że właśnie z tak ambitnych form tej kultury korzystają. Nie znam jednak lepszego określenia na ten typ filmów. Tak zaś jak podam hasło "filmy ambitne" to niemal każdy wie o co chodzi.