
Na to forum trafiłem dość przypadkowo, ale zdecydowałem się dołączyć do szerokiego grona użytkowników, aby w miarę możliwości (przede wszystkim czasowych) uczestniczyć w dyskusjach i przedstawiać swój punkt widzenia.
Krótka notka o mnie. Od razu na wstępie pragnę Was poinformować, że jestem osobą wysoce sceptyczną. Z wykształcenia jestem fizykiem, a moje sztandarowe specjalności to fizyka jądrowa i astrofizyka (stąd też tematyka). Interesuję się także stricte „czysta” astronomią (można powiedzieć „półfachowo”- dwa pierwsze lata studiów spędziłem na astronomii). Tak naprawdę w kręgu moich zainteresowań jest większość nauk przyrodniczych, z zastosowaniem gradientu: „im bliżej fizyki, tym bardziej”. Z oczywistych względów, czym dalej od fizyki, tym poziom mojej wiedzy staje się bardziej popularnonaukowy. Ale muszę przyznać, że niejeden raz udało mi się strawić fachową literaturę z dziedzin nawet bardzo odmiennych.
Interesują mnie także dziedziny nauk humanistycznych jak: archeologia, antropologia, socjologia oraz historia (głównie starożytna). Muszę od razu tu powiedzieć, że zainteresowanie się tym obszarem zawdzięczam w dużej mierze literaturze, którą na pewno czytujecie. I pod tym względem chwała jej za to.
Mam za sobą takie sztandarowe pozycje jak m.in: Z. Sitchin „Dwunasta planeta”; A. Alford „Bogowie Nowego Tysiąclecia”; Cremo, Thompson „Zakazana archeologia”; sporo tytułów E. v. Daenikena; książki G. Hancocka, a także pozycje polskich twórców m.in. Alfreda Mostowicza.
Temat znam więc (myślę, dosyć dobrze) od strony po której już jednakże od wielu lat nie jestem.
Dobra wystarczy informacji o mnie. Przejdźmy do sedna.
Co ciekawego ma do powiedzenia współczesna nauka na temat Sitchinowskiej koncepcji powstania Układu Słonecznego ?
...czyli Nibiru nie istnieje.
Autor: mariush
Mój pierwszy post dotyczy astrofizycznej wiarygodności eposu o stworzeniu: „Enuma Elisz”
Ponieważ cała sitchinowska interpretacja eposu Enuma Elisz jako historii powstaniu Układu Słonecznego jest dla mnie absurdem astronomicznym do potęgi absurd oraz szczytem nadinterpretacji, skupię się na kilku, ale dość kluczowych szczegółach. Być może do reszty zagadnień związanych z eposem dotrzemy w trakcie polemiki.
1. Tiamat to bagnista planeta pełna wody w stanie ciekłym.
NIEPRAWDA.
Typowa temperatura na oświetlonej przez Słońce powierzchni planetoid z pasa to ok. 160 K (ok. -110 *C). Tłumaczenie „ciekłości” wody jakimś ciepłem wewnętrznym planety nie ma sensu. Tiamat musiałaby mieć wielokrotnie większą masę od Jowisza, a tymczasem mogła być tylko ociupinkę cięższa od Ziemi. Wszakże masa wszystkich planetoid („nieziemskich” resztek Tiamat) głównego pasa szacowana jest na 0,2 masy Plutona, czyli zaledwie 0,0005 masy Ziemi.
2. Ziemia powstaje z resztek planety Tiamat w wyniku zderzenia księżyców Nibiru (Marduka) z planetą Tiamat w rejonie pasa planetoid (ona sama to pozostałości po zderzeniu).
NIEPRAWDA.
Obecnie mamy już mocne dowody na to, że pas planetoid jest tzw. „opuszczonym placem budowy”, miejscem, w którym krążą pozostałości z czasów formowania się planet. Za ten stan rzeczy odpowiadają zaburzenia grawitacyjne ze strony Jowisza (kwestia rezonansów orbitalnych, tzw. orbity niedozwolone, można poszukać w sieci). Krótko mówiąc w tym miejscu nie mogła utworzyć się nigdy większa planeta. Jej orbita nie mogłaby być stabilna, gdyż przy swojej masie (nieco większej niż masa Ziemi) była by bardzo zaburzana przez Jowisza.
Badania spektroskopowe planetoid potwierdzają odmienność w składach chemicznych w porównaniu z Ziemią, co świadczy o tym ze powstały w innym miejscu (brak bezpośredniego związku ze sobą). Dla niewtajemniczonych: Skład obłoku protoplanetarnego zmienia się wraz z odległością od gwiazdy centralnej. Przewidywano to już dawno i potwierdzają to obserwacje dysków protoplanetarnych innych gwiazd. A więc wszystko się zgadza.
3. Księżyc (Kingu) w żaden ważny sposób nie ucierpiał w zderzeniu, jak krążył wokół Tiamat tak dalej krążył wokół jej resztek (nowej Ziemi).
NIEMOŻLIWE.
Tak duże zbliżenie ciała tak masywnego, jak Nibiru (z tego, co pamiętam jej średnicę określono na ok. 40 000 km, daje to szacunkowa masę 25 mas Ziemi) doprowadziłyby do rozpadu układu Tiamat-Kingu. Dla potwierdzenia proponuję specom od informatyki napisanie prostego programiku, który symuluje oddziaływania grawitacyjne (wystarczy prawo grawitacji Newtona) w układzie wielu ciał. Ja to kiedyś sprawdziłem, w niezliczonej liczbie kombinacji.
4. Pluton (GAGA) to dawny księżyc Saturna (ANSHAR)
NIEPRAWDA.
Budowa i skład chemiczny Plutona (badania spektroskopowe) jest zbieżna z budową i składem obiektów Pasa Kuipera, w którym ta planetka krąży. Pluton zapewne zawsze tam przebywał, bo tam powstał. Tak nawiasem, jeśli już jesteśmy przy Pasie Kuipera: Jak Enuma Elisz rozwiązuję sprawę obiektu 2003 UB313 („Xena”, od 13 IX 2006 Eris). Krąży po sąsiedzku z Plutonem i jest od niego większy, więc chyba zasługuję na jakąś wzmiankę w „naukowym” eposie o stworzeniu.
5. Chaotyczne orbity komet to ślad kosmicznego zderzenia.
NIEPRAWDA.
Orbity komet jak i wielu innych drobnych ciał są takie, gdyż te ciała są... drobne. Małe masy tych ciał powodują, że ich ruch jest nieustannie zaburzany przez większe ciała Układu Słonecznego. Żadne kilku- lub kilkunastokilometrowe bryłki materii nie mają stabilnych orbit przez dłuższy czas. Prawdziwa rosyjska ruletka.
Analogiczne zjawisko można zaobserwować w skali galaktyk. Gromady kuliste gwiazd wypełniające sferyczną przestrzeń po obu stronach dysku galaktycznego i okrążają centrum galaktyki po wydłużonych, położonych w różnych płaszczyznach orbitach. Oczywiście wszystko w dłuższej skali czasowej.
Aha, i tak samo jak przypadkowe są orbity komet, tak samo przypadkowy jest ich kierunek obiegu wokół Słońca.
6. Marduk powraca w rejony katastrofy (peryhelium orbity) co ok. 3600 lat.
NIEMOZLIWE.
Każda taka wizyta ciała o masie rzędu masy Urana (a nawet wiele mniejszej) w wewnętrznych obszarach Układu Słonecznego to olbrzymia destabilizacja orbit lżejszych planet prowadząca ostatecznie do rozpadu wewnętrznej jego części. Warto sprawdzić to sobie w proponowanym przeze mnie programiku. Potop przy tym to pryszcz na d... . Przy okazji: Na rycinie przedstawiającej kształt eliptycznej orbity Marduka zauważyłem szkolny błąd: jest „perygeum” i „apogeum” zamiast „peryhelium” i „aphelium”. Ale czego można spodziewać się po tak „fachowej” publikacji.
7. Budowa skorupy ziemskiej jako dowód zderzenia z księżycami Nibiru (Marduka)
NIEPRAWDA, CHOĆ NIE DO KOŃCA.
Wiele wskazuje, że ok 4.4 mld lat temu w „epoce wielkich bombardowań” tuż po uformowaniu się Ziemi doszło do jej zderzenia z ciałem wielkości Marsa. To zdarzenie wyjaśnia pochodzenie Księżyca (część wyniesionej na orbitę materii; ok.1/81 masy Ziemi), jego niską gęstość (składa się z lekkich resztek powierzchniowych warstw obu zderzających się ciał) oraz dużą gęstość Ziemi (zawyżona przez ugrzęzłe w jej wnętrzu metaliczne jądro intruza). To zdarzenie dobrze wyjaśnia budowę i strukturę skorupy ziemskiej. Marduk tu nie jest naprawdę potrzebny.
8. Marduk nie został dotychczas odkryty, gdyż jest teraz zbyt daleko, aby znalazł się w zasięgu dzisiejszych instrumentów.
NIEPRAWDA.
Można bez większego problemu określić obecną jasność Marduka (Nibiru).
Znając odległość peryhelium (2.8 AU; 1 AU = odległość Ziemia-Słońce) oraz czas obiegu (3600 lat), można na podstawie m.in. praw Keplera określić maksymalną odległość od Słońca (aphelium), jaką osiąga Marduk na swej eliptycznej orbicie. Wartość ta wynosi 462 AU. Przyjmując, że Marduk ma ok. 40 000 km średnicy jego jasność na Ziemskim niebie powinna wynosić:
Wyniki dla trzech przypadków:
Powierzchnia ciemna (0.1 odbicia padającego swiatła); m = 22, 3 mag
Powierzchnia średnio odbijająca (0.5); m = 20, 5 mag
Powierzchnia idealnie odbijająca (1); m = 19, 8 mag
Dla niewtajemniczonych: m to wizualna wielkość gwiazdowa określająca w astronomii jasność obiektu. Czym mniejsza wartość tym jaśniejsze ciało np.
Słońce: – 26, 7 mag
Księżyc w pełni: – 12, 5 mag
Syriusz: -1,6 mag
Najsłabsze gwiazdy widoczne gołym okiem: 6 mag
A teraz zasięg widoczności instrumentów: ( w nawiasie średnica obiektywu i metoda):
Lornetka (5 cm; obserwacje wizualne); m = 10 mag
Teleskop (20 cm, obserwacje wizualne); m = 14 mag
Teleskop (2, 5 m, obserwacje wizualne); m = 19 mag
Teleskop (2, 5 m , fotografia); m = 22 mag
Teleskop (10 m, obserwacje wizualne); m = 22 mag
Teleskop (10 m, fotografia); m = 26 mag
Teleskop (10m, CCD); m = 29 mag
Zasięg Teleskopu Hubble’a; m = 30-31 mag
Różnica 1 mag to ok. 2,5x różnicy jasności. (dokładnie: różnica 5 mag = 100x)
Jak widać mamy możliwość wykrywania obiektów nawet kilka tysięcy razy słabszych niż Marduk w swojej „ciemnej” wersji. Warto dodać, że od ok. 400 lat Marduk powinien zbliżać się w kierunku Słońca, więc na pewno jest nieco jaśniejszy. Jeśli komuś nie pasuje tak duża średnica Marduka, to dla średnicy ok. 10 000 km (zbliżona do ziemskiej) trzeba do otrzymanych wyżej wartości jasności dodać 1 mag.
Rzeczywisty przykład: W 2003 roku odkryto wspomniany już przeze mnie obiekt UB313 (Xena, od 13 iX 2006 roku Eris) o średnicy zaledwie ok. 2500 km, znajdujący się w momencie odkrycia ok. 97 AU od Słońca. Odkrycia dokonano zaledwie 1,2-metrowym teleskopem na górze Muont Palomar.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
DODANE (10.10. 2006 - przeniesienie z innego wątku)
Analiza kluczowego zdarzenia niebiańskiej bitwy Z. Sitchina
Oto bardzo ciekawa i wyjątkowo udana japońska symulacja zderzenia dużego ciała z Ziemią. Chcialbym ja tu zaprezentować w kontekscie analizy domniemywanego przez Sitchina zderzenia Tiamat z księżycem (- ami) Marduka ok. 4, 5 mld lat temu
Symulacja (You Tube)
Domniemania niektórych jakoby film przedstawiał przebieg zdarzeń w zwolnionym tempie nie mają jakichkolwiek podstaw. Animacja przedstawia zdarzenia w CZASIE RZECZYWISTYM. Między innymi w związku z tym obserwowane „fajerwerki” są jak najbardziej realistyczne. Udowodnijmy to.
Obliczymy maksymalną możliwą względną prędkość Ziemi i asteroidy w momencie zderzenia.
To, co nam jest potrzebne to wartości prędkości orbitalnej obu ciał w interesującej nas chwili. A więc do dzieła. Obliczenia nie są zbyt skomplikowane.Skorzystamy tu ze wzoru:
Chwilowa prędkość orbitalna
Dodatkowy komentarz do wzoru:
a – wielka półoś orbity (w przypadku orbity kołowej to po prostu jej promień, w przypadku orbity eliptycznej połowa długości jej dłuższej osi.)
M – masa obieganego ciała ( w naszym przypadku Słońce M = 2*10^30 kg; „10 do potęgi 30”)
m – masa obiegającego ciała (we wzorze jest ona pominięta; można tak zrobić w przypadku, gdy jest ona niewielka w porównaniu z masa obieganego ciała)
------------------------------------
Zderzenie ma miejsce na orbicie Ziemi, więc r = 1 AU (1 AU = odległość Ziemia-Słońce)
Obliczamy prędkość dla Ziemi (można ją znaleźć także w różnych tablicach itp.)
Czy możemy zaniedbać masę Ziemi? Masa Ziemi wynosi:
m = 6*10^24 kg (to jest 0.000003 masy Słońca, można jak najbardziej)
dla a = 1 AU
Mamy: v = 29,5 km/s
Obliczamy prędkość dla planetoidy:
Zrobimy to dla trzech prawdopodobnych przypadków pochodzenia owego ciała:
a = 2,8 AU (pas planetoid)
v = 38, 1 km/s
a = 50 AU (pas Kuipera)
v = 41, 8 km/s
a -> nieskończoność (ciało z głębokiego kosmosu, np. o ekstremalnie eliptycznej orbicie)
v = 42,0 km/s
Ta ostatnia wartość to maksymalna wartość prędkości ciała niebieskiego okrążającego Słońce przy r = 1 AU (v = 42,0 km/s)
W ekstremalnym przypadku (zderzenie czołowe) uzyskujemy względną prędkość w momencie zderzenia:
v max = 71,5 km/s
I nie da się więcej...
A teraz wyobraźmy sobie tą prędkość z kosmicznego punktu widzenia, jaki mamy we filmie.
-----------------------------------------------------------
A co z ko(s)micznym zderzeniem Sitchina?
-----------------------------------------------------------
Analogiczne obliczenia wykonane dla domniemanego zderzenia Tiamat z księżycem (-ami) Marduka w rejonie pasa planetoid (r = 2, 8 AU) dają maksymalną wartość względnej prędkości zderzających się ciał:
v max = ok. 50 km/s
Jest to wartość jeszcze mniejsza niż w przypadku symulacji, którą przedstawia film. Wynika to z większej odległości miejsca tego hipotetycznego zdarzenia od Słońca i wskazuje na jeszcze „spokojniejszy” jego przebieg. Warto wziąć to pod uwagę, przy zachwycaniu się scenami „niebiańskiej bitwy” w ujęciu pana Z. Sitchina.
O jakimś rozpadaniu się Ziemi na kawałki nie ma nawet mowy. Takie zderzenia w skali planet wyglądają zupełnie inaczej niż analogiczne zderzenia ciał mniejszych (np. kilkukilometrowych). Niestety, większość niezorientowanych w zagadnieniu osób jest przekonana, że w skali planetaranej wszystko wygląda tak samo, a różnica wynika tylko z większej skali zjawiska. Nic bardziej mylnego.
I w tym miejscu pojawia się fantasta Sitchin, który wykorzystując ową niewiedzę (a może i swoją?), wciska takie nieprzeciętne kity. Kity będące jawną kpiną z podstawowych praw fizyki.
Zapraszam do dyskusji.
