Życie to stałe dążenie do przyjemności, tyle i aż tyle. Tylko Ty tych przyjemności nie masz zamiaru dostrzegać. To jest nawet to, że masz gdzie spać i co jeść. A nawet sranie jest przyjemne.
Cieszenie się największym drobiazgiem, nieustannie. Sedno sprawy. Wystarczy? To wszystko rozumiem, to wy nie dostrzegacie trudności, które przeszkadzają mi w takim czerpaniu radości ze zwykłych rzeczy, może i nawet domowych obowiązków. Mam stale przed sobą obraz "nieudanego" pod jakimś względem siebie, w takiej sytuacji mimo konsekwencji, bo czas przecież leci jakos nie wiem za co się zabrać i jak wytrwać w tym co zacznę (żeby to było regularne, na stałe). Nic tu nie widzę z lenistwa, ja chcę się zmienić, ale też nie chcę zaczynać cieszyć sie jakimiś bzdurami. Dom zacznie się walić, a ja mam uznać to za fakt i przejść obojętnie obok tego? A co z działaniami, siłą woli? Na brak siły narzekam i mam rację, jedni ją mają i zmieniają się nie do poznania, inni zmuszeni są albo sie użalać, albo akceptować to co jest. Ja nie zaakceptuję na pewno. Dość pokutowania za feralne geny.
Ja też właśnie pozwoliłem sobie na odrobinę przyjemności pisząc tego posta
Zaczynam rozumieć bardziej o co chodzi w tym cieszeniu się drobnostkami, wszystko polega na założeniu, że coś jest piękne/śmieszne/takie i owakie, choć w rzeczywistości powinno wyp.. np. szczekający pies. Chyba że o inną przyjemność chodziło niż ta z przewidywania reakcji.
Widzisz nadal nie rozumiesz prostoty tego zjawiska mimo, iż dosadnie już Cię na to nakierowałem z tym sraniem.
Przyjemności są automatem, po prostu są. Nie wiem jak inni do tego doszli, czy musieli godzinami medytować i debatować o ego. Ja przede wszystkim skupiłem się na zwyczajnej obserwacji. Zrobienie z siebie obserwatora odczuć automatycznych. W sumie
PTR to zawarł w jednym zdaniu, bo to jest stan naturalny. Stan do którego nieustannie dąży organizm i ma gdzieś co o tym sądzisz, on i tak do tego dąży. Ego nie ma tu znaczenia, możesz o tym myśleć co chcesz. Są to proste klasyczne rzeczy, cała masa rzeczy nad którymi się nie zastanawiasz, np. zmieniasz pozycję siedząc by było wygodniej, drapiesz się bo swędzi, idziesz srać bo ciśnie, idziesz spać bo czujesz zmęczenie, rzygniesz bo się czymś zatrułeś i cała masa innych stanów, po których wykonaniu przychodzi stan przyjemny, stan ulgi, stan naturalny - pierwotny. Stan naturalny to właśnie stan przyjemny. Jak ktoś medytuje to można powiedzieć, delektuje się tym stanem. Ale nie trzeba być żadnym buddystą. Bo cały czas każdy do tego dąży, i przede wszystkim rodzi się z tym. Jeżeli ja napisałem, że dla mnie to przyjemność napisać posta. Przyjemność ta wynika z interakcji z Tobą, to jest to samo co podrapanie się by było przyjemnie, a ja doznałem ochoty wejść na forum i sobie gdzieś coś napisać. Poprzeglądałem różne tematy i tutaj mnie tchnęło z pisaniem. To jest ten sam stan naturalny. Bo tu nie ma rozdzielenia czy coś jest czynnością fizyczną czy umysłową, jest tylko efekt końcowy wspólny. Nie ma żadnych innych uzasadnień, sprawie mi przyjemność popisania sobie do kogoś w Internecie i to tyle. Trzeba umieć znaleźć swoje przyjemności nazwijmy to "ponad standardowe". Czyli każdy wykonuje te różne czynności fizyczne wprawiające nas w stan przyjemności, i to można nazwać standardem, te klasyczne podstawowe małe rzeczy. A te bardziej ambitne to kwestia zdecydowanie indywidualna. Ja np. dopiero kilka lat temu odkryłem, że bardzo dużo radości sprawia mi obcowanie z naturą. Mam swój ogródek, sadzę roślinki, obserwuje jak rosną i różne owady też sobie obserwuje. Robię to bo jest to elementem utrzymywania mojego stanu przyjemności, nie mam z tego żadnego zysku, żadnych celów, nie robię tego na pokaz, nie wymyśliłem tego na siłę podczas "burzy mózgów". Samo przyszło i zostało. To jest właśnie ta naturalność.
Pomyśl jeszcze nad jedną rzeczą. Praca. Gdyby tego wszystkiego wokół nie było, tego ustroju, państwa, podatków i cudów, które można uważać za zniewolenie i przymus. To i tak byś musiał pracować. Żył byś np. po staremu w chatce z piecem. Ktoś by Cię zmusił do pracy ? NIKT. Sam byś uznał, że warto. Bo znałbyś efekt końcowy = PRZYJEMNOŚĆ. Bo wiedziałbyś, że jak jest ciepło jest przyjemnie i tu pojawia się motywacja, wychodzisz na dwór i szukasz opału, rąbiesz drewno. Sam z siebie, dla efektu końcowego. Szukasz pożywienia bo przyjemnie jest się najeść.
W obecnych czasach najtrudniej jest przeskoczyć ze stanu posiadania tej przyjemności z automatu, który dają nam rodzice na samodzielność. Bo jak już zaczynasz pracować, masz tą kasę i potrafisz osiągnąć przyjemność, to nagle widzisz w tym prostotę i wchodzisz z powrotem w automat trwania w tym stanie przyjemnym. Człowiek bezradny i sfrustrowany to człowiek, który nie wie jak do tego stanu dojść, albo który ten stan utracił. Wtedy budzą się demony, np. protesty jak w Grecji czy Hiszpanii. I jest to stan zrozumiały, bo dążenie do przyjemności jest nieskończone, a patrząc na historię ludzkości to by ją osiągnąć bez problemu mordowano innych. Na co dzień też się morduje inne stworzenia dla przyjemności, nie tylko kulinarnej, ale np. łazi w mieszkaniu karaluch, ubijasz dziada i masz frajdę, cieszysz się. Pająka zgarniesz z sufitu i się cieszysz. Cieszysz się bo stanem przyjemności w tym przypadku jest przebywanie w czystym mieszkaniu bez intruzów. A jaką frajdę daje ubicie upierdliwego komara

Obecne czasy to próba pogodzenia różnych ludzi między sobą, by nie było wojen i wybijania się wzajemnie. Taka można powiedzieć, przyjemność kompromisowa. Albo inaczej mówiąc ograniczenie przyjemności nieskończonej. Ustawienie pewnych granic. To dopiero próba, więc efekty końcowe są nieznane. A może tak ma właśnie być, może do tego dąży ewolucja, do postawienia pewnych granic. Na pewno III WŚ była by jasnym sygnałem, że żadnej ewolucji w tym względzie nie było, ciągle jest to samo od zarania dziejów. Czas pokaże.