Niestety często idzie w to w parze z samotnością, bo w tych czasach nie szanuje się ludzi słabych, unika się ich... i nawet najlepsi przyjaciele potrafią w takiej sytuacji po prostu zniknąć. Mnie właśnie to spotkało...
A były czasy, kiedy takich ludzi szanowano i pożadano ich towarzystwa? Ja się ośmielę stwierdzić, ze w "tych czasach" to macie najłatwiej - psycholog niemal na kazdym rogu, telefony zaufania, internetowe fora wsparcia, fundacje przeciwdziałajace wykluczeniu społecznemu, "anonimowi depresanci", ale przede wszystkim zrozumienie, że istnieje taka dolegliwość jak depresja! - to tak na szybko co mi przyszło do głowy. Wiesz co by było 400 lat temu? Albo byś się zabiła, albo by Cię zagonili do roboty i szybko tę depresję z głowy wybili. Ktoś doceniał i szanował takiego Van Gogh'a? Taaa..po śmierci, za życia nikogo nie interesował jego stan. I stwierdzam że im dalej wstecz w czas, tym bardziej traktowano to schorzenie jako fanaberię a receptą na to było "weź się w garść i przestań użalać nad sobą". Teraz, to wy chorzy macie najlepsze czasy, bo zauważa się w ogóle wasze istnienie i jednostkę chorobową.
..a że unika się osób słabych? Cóż, w tych czasach ciężko zadbać o siebie samego, nie dziwota że niektórzy ludzie unikają innych, którzy mogą się na nich, brzydko mówiąc "uwiesić" emocjonalnie. Za dużo własnych problemów. A czy mają rację - ja nie wiem, bo nie miałam nigdy do czynienia z depresjami innymi niż własne, zatem nie umiem powiedzieć jak taka osoba wpływa na innych ludzi.
Użytkownik Visenna edytował ten post 09.01.2013 - 12:48