Przeczytaj swój post a później jeszcze raz mój. Najpierw nawijasz, że dopiero ostatnio "Teraz, to wy chorzy macie najlepsze czasy, bo zauważa się w ogóle wasze istnienie i jednostkę chorobową.", a gdy to zostało obalone wyskakujesz z metodami leczenia - wiec piszesz bzdury.
Nie, to Ty go przeczytaj - ten post jest całością i tak ma być interpretowany, a nie poprzez wybieranie sobie pojedyńczych zdań

A w interpretacji całości postu stoi jak byk, ze w obecnych czasach ta choroba jest zauważana - czyli leczy się ją, wspiera chorych, etc . Zauważenie na zasadzie opisania i próby pomocy elektrowstrząsami uważam za dość...nieefektywne, dla chorego w takiej sytuacji już chyba lepiej było by żeby nikt choroby nie zauważył. No chyba że uwazasz że nietrafione wysiłki w kierunku leczenia czegoś, można już uznać za komfort dla pacjenta. Żebyś znów sobie nie wybrał czegos czego sie mozna czepić - nie, nie uważam że to źle ze próbowano leczyć depresję rosołem. Aczkolwiek komfort życia chorego w owych czasach, począwszy od czasów Hipokratesa o ktorych wspominasz, był beznadziejny, NAWET JEZELI starano im się pomóc- i taki był wydzięk mojego postu, kiedy pisałam "Teraz, to wy chorzy macie najlepsze czasy". Czepianie się ze to bzdura, bo juz Hipokrates depresję zauważył jest...niecelowe. Powtarzam - czy chorzy mieli w zwiazku z tym porównywalny komfort życia jak dzis?? Reasumując- to ze ktoś zauwazył chorobę i ją nawet opisał, nic dla chorych nie zmieniło - złe zdiagnozowanie pociaga za sobą złe leczenie, a to można traktować podobnie jak brak zdiagnozowania.
I przede wszystkim - komus zależało zeby u 85 % społeczeństwa zyjacego biednie, coś takiego zdiagnozować i leczyc, bo zakładam że koleżanka była by raczej w szarej większości niż dajmy na to, królową hiszpańską?
Po pierwsze nie koleżanka tylko kolega.
Po drugie, ta sama uwaga co wyzej, czytaj moje posty i próbuj rozumieć - rozmawiamy o moim poście do Cler, więc w opisywanej sytuacji życia w przeszłości stawiam JĄ, nie CIEBIE.
Po drugie, jakie znowu biedne społeczeństwo ? Mam to gdzieś czy komuś zależało czy nie. Aktualnie jest dokładnie tak samo, a choroba jak była tak dalej jest opisana. Może z tą różnicą, że 15% (skąd to wyliczyłaś to nie wiem, ale opieram się na tym) mogło wtedy się przynajmniej leczyć
.
NIe wyliczyłam, walnęłam na "pałę". To wstaw sobie tam zamiast procentów "większość", bo jak wiemy z historii ludzie bogaci stanowili znikomy procent raczej. Ale chwileczkę, bo ja chyba się zgubiłam - naście % mogło się leczyc? "Wtedy"? Czym, rosołem? A teraz to co, nie mogą się leczyc? I jest "dokładnie tak samo" - czyli co, dalej się uważa że depresję wywołuje czarna żółć tudzież leczy elektrowstrząsami i egzorcyzmem (za wyjatkiem depresji spowodowanej opętaniem- jeśli ktoś wierzy że takowa występuje)?
I dalej w artykule autorka pisze, w jakis sposób "leczono" depresję przez wieki. Napisz prosze pani Joannie Poros, a dokladniej panu profesorowi Vetulaniemu na podstawie ktorego wykladu ona to pisala, ze pisze "bzdury" 
A czy ja pisałem, że te metody były skuteczne ? Nie zauważyłem, żeby w/w Pani bądź w/w Pan negował opisanie depresji już w starożytności. Co wiecej okazuje się, że ludzie nawet wtedy starali się leczyć to schorzenie a nie "zaganiali do roboty i szybko wybijali depresję z głowy"
I znów pokutuje wybranie sobie jednego zdania z mojego postu - nie, ów pan ani pani nie negowali, ja też nie, tyle że z owego opisania nic nie wynikło, zadna skuteczna metoda leczenia, jak wyżej pisałam zła diagnoza = brak diagnozy.
Przeczytaj sobie chociazby Chłopów i jak z depresji 9-letniej wyleczył się Anzelm Bohatyrowicz - oczywiście to postać fikcyjna, ale autor powieści jak najbardziej zyjący w swoich czasach i umiejący opisać postawy jakie wtedy panowały.
Leczenie rosołkiem i elektorowstrzasami nic nie dawało, i albo pacjenta zabiła terapia w jakimś przytułku, albo sam się załatwił, albo musiał się wziać do roboty, bo rodzice wiecznie nie żyją a w dawnych wiekach zusu i renty nie znano, a "żryć panie, coś trzeba było". To tylko teraz można siedzieć na zasiłkach.
Powtarzam - opisanie depresji i leczenie jej nieskutecznymi metodami raczej pogarszało niż polepszało życie chorych i wobec takiej konkluzji nie widzę, jakim cudem twierdzenie że obecnie Ci chorzy mają najlepsze czasy miałoby być bzdurą tylko dlatego, ze w przeszłosci wiedziano o tej chorobie. A jeśli czepiasz się tylko i wyłącznie zdania, ze wczesniej tej choroby nie zauwazano, to owszem masz rację, tyle że niestety nadal nie zmienia to sensu mojej wypowiedzi, o czym napisałam wyżej - w obliczu nieskutecznego leczenia, były dwa wyjścia, albo wziać się za siebie i jakoś na swoje utrzymanie zarobić, albo się zabić, bo zdanie się na przytułek i tak równało się powolnej śmierci.RękaThora - no byli byli...tyle że też sie dla niech za dobrze nie konczyło bo głownie samobojem własnie

Wolałabyś zostać z depresji wyleczoną czy chociaż zaleczoną lekami, dostać wsparcie od podobnych sobie i terapeuty i jakoś tam w miarę spokojnie funkcjonować, czy być gloryfikowaną i romantyczną..po samobojczej smierci po całym życiu cierpienia?

(- i tak o to udało mi się powrócić do tematu, co lepiej, żyć i walczyć o siebie, czy isć się położyć pod pociag, czyli czY samobójstwo jest głupie?). Zresztą długi ten okres romantyzmu to nie był, patrząc na przestrzeni wieków.
Kraken - przykro mi ,że trafiałeś na partaczy, ale to nie upoważnia Cię do takich słow. Mój przyjaciel na zakręcie życia, kiedy stracił zródło dochodu, zonę i odcieto go od malutkiej córeczki, kiedy mu się zawaliło do tego stopnia że nie potrafił wychodzić z domu, jakoś umiał znaleźć dobrego psychologa, choć też pewnie na kilku partaczy trafił. I to na tak dobrego, ze bez leków żadnych poskładał chłopaka do kupy tak, ze potem ów chłopak potrafił sam poskładać do kupy mnie. Więc SĄ.
Jak to jest że jak się choruje na nowotwór, to się nie zraża jednym, dwoma, trzema niedouczonymi lekarzami, tylko się szuka dobrego do skutku, ale jesli chodzi o psychikę, to tak łatwo przychodzi powiedzieć że"oni wszyscy są bee i nie warto z nich korzystac"?
Alembik - ja się przyznaję, o naturalnych metodach leczenia depresji poza medytacją nie słyszałam

Ale i medytacja, wydaje mi sie ze w przypadku osoby chorej miałaby sens pod nadzorem, z jakimś przewodnikiem, bo człowiek chory się sam nie zmusi do niczego przecież...a znalezienie takiego przewodnika, w zgrai szarlatanów...