
Augusto Pinochet (fot. AFP)
Na dwa potworne dni zeszłego tygodnia stolica Chile zamieniła się w krwawe pole bitwy. Samoloty ryczały prawie na poziomie dachów, wystrzeliwując rakiety i zrzucając bomby. Czołgi z hukiem przemierzały ulice, (...) żołnierze wpadali do domów, a odgłosy pocisków odbijały się echem w całym mieście. Cel ataku, Pałac Prezydencki, zniknął za zasłoną dymu i ognia. W środku budynku zginął marksistowski prezydent Chile, 65-letni Salvador Allende Gossens, a wojskowa junta przejęła jego kraj.
"Time", wrzesień 1973
Dokładnie 40 lat temu cały świat poznał tę twarz. Wysokie czoło, starannie przystrzyżony wąsik, dumne spojrzenie chłodnych, często skrywanych za ciemnymi okularami oczu. I usta - zaciśnięte, wąskie usta zawodowego żołnierza, dla którego mundur jest drugą skórą, a rozkaz - najwyższym prawem.
Chociaż 11 września 1973 roku zamachem stanu w Santiago kierowało czterech generałów, historia zapamiętała tylko najważniejszego z nich: Augusto Pinocheta. To on, krótko po przewrocie, ogłosił się nowym prezydentem i przez kolejne 17 lat trzymał w swym żelaznym uścisku całe Chile. Jego służby zamordowały ponad trzy tysiące osób, a trzydzieści tysięcy naznaczyły koszmarem tortur. Mimo to, jak pokazują najnowsze badania, co dziesiąty Chilijczyk uważa go za bohatera, a do grona jego wielbicieli zaliczyć można było wielu zachodnich polityków, w tym Richarda Nixona i Margaret Thatcher.
W jakich okolicznościach zrodziła się, i jak upadła jedna z najgłośniejszych dyktatur XX wieku?
Za wszelką cenę
Gdy Allende dojdzie do władzy, powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by skazać Chile i Chilijczyków na życie w niedostatku i nędzy.
Ambasador USA w Chile w liście do Henry'ego Kissingera, 1970
Salvador Allende nie był nowicjuszem na chilijskiej scenie politycznej - działał na niej już od lat 30. W 1952 roku ubiegał się o fotel prezydenta po raz pierwszy. Przegrał z kretesem. W wyborach w 1958 i 1964 poszło mu znacznie lepiej, ale i tak musiał pogodzić się z porażką. W 1970 roku spróbował po raz czwarty. Kraj miał wiele problemów, ale największym z nich były nierówności: na 2 proc. najbogatszych obywateli przypadało aż 46 proc. państwowych dochodów. Obietnice zaprowadzenia społecznej sprawiedliwości pozwoliły Allende osiągnąć niewielką przewagę nad rywalami i zdobyć poparcie Kongresu, który wskazał go jako nowego przywódcę.
Pierwsze w historii demokratyczne zwycięstwo marksizującego polityka mocno zaniepokoiło USA. Waszyngton od dawna obawiał się, że Ameryka Łacińska, inspirowana przykładem Kuby, wpadnie w orbitę sowieckich wpływów. By temu zapobiec, Biały Dom sięgał po różne środki - od dyplomacji po współorganizowanie zamachów stanu i uzbrajanie prawicowych bojówek. W Chile Amerykanie postanowili zagrać każdą kartą.
Krótko przed inauguracją Allende, Richard Nixon zwołał tajną naradę ze swym najważniejszych doradcą Henrym Kissingerem, prokuratorem generalnym Johnem Mitchellem i szefem CIA Richardem Helmsem. To, co postanowili, podsumowują ujawnione po latach odręczne zapiski Helmsa. "Nie przejmować się ryzykiem. Mamy 10 milionów dolarów albo więcej, najlepszych ludzi i robotę na pełen etat: sprawić, by (chilijska - red.) gospodarka zajęczała" - zanotował. Jego ludzie natychmiast zabrali się do pracy.
W ciągu trzech lat Amerykanie prawie całkowicie wycofali wsparcie finansowe dla Chile i zadbali, by Bank Światowy oraz inne instytucje zrobiły to samo - w 1973 roku kraj otrzymał zaledwie 9 mln dolarów pomocy od organizacji międzynarodowych (pięć lat wcześniej - 260 mln). USA znacznie ograniczyło też wymianę handlową z andyjskim państwem, co wkrótce zaowocowało m.in. brakiem części zamiennych dla stołecznych autobusów (produkcji amerykańskiej) i paraliżem komunikacji miejskiej.
W tym samym czasie, gdy Waszyngton starał się osłabić pozycję Allende przy użyciu presji ekonomicznej i dyplomatycznej izolacji, CIA namawiała do buntu przeciwko niemu lokalnych kongresmanów, związkowców i wojskowych. Chociaż chilijska armia - w iście nielatynoskim stylu - z reguły trzymała się z dala od polityki, jeszcze przed inauguracją nowego rządu Amerykanie znaleźli oficerów gotowych do przeprowadzenia zamachu stanu. Przeszkodą dla spiskowców był gen. Rene Schneider, głównodowodzący sił zbrojnych Chile, który zapowiedział, że wojsko uszanuje konstytucję i pozostanie w koszarach. Nie zdążył dotrzymać tej obietnicy - 22 października 1970 roku został śmiertelnie ranny podczas próby uprowadzenia. Jak potwierdziły ujawnione za administracji Bill Clintona dokumenty, CIA dostarczyła broń, a później zapłaciła 35 tysięcy dolarów dwóm generałom, którzy zorganizowali tę akcję - i to mimo tego, że w pierwotnym planie Schneider miał przeżyć, a odpowiedzialność za porwanie spaść na "lewicowych radykałów".
Po śmierci Schneidera i wywołanym przez nią rabanie puczyści wycofali się na pewien czas w cień. Na ich szczęście, Allende miał wielu wrogów i często robił błędy. Nie musieli więc czekać długo, aż w kraju zrobiło się źle.
Na stanowisku
To moje ostatnie słowa. Jestem pewien, że moja ofiara nie będzie nadaremna, jestem pewien, że przynajmniej będzie moralną nauczką, która ukarze zbrodnię, tchórzostwo i zdradę.
Salvador Allende, ostatnia radiowa przemowa, 11 września 1973
Program Allende od początku wzbudzał niechęć części społeczeństwa, zwłaszcza bogatszych klas. Gdy chilijski prezydent podwyższył płacę minimalną i przyśpieszył procesy nacjonalizacji przemysłu oraz redystrybucji ziemi, wielu latyfundystów i przedsiębiorców rozpoczęło bojkot. Sytuacja wymykała się spod kontroli. Przy drastycznym spadku produkcji i braku zewnętrznego wsparcia (Moskwa, jak wynika z dokumentów zawartych w słynnym "Archiwum Mitrochina", ograniczyła pomoc do minimum, bo wątpiła w "chilijska drogę do socjalizmu") półki sklepowe zaświeciły pustkami, a inflacja rosła z każdym tygodniem, przekraczając w końcu 150 proc.
Co gorsza, coraz częściej dochodziło do aktów przemocy - lewicowe bojówki na własną rękę zajmowały majątki ziemskie i fabryki, a prawicowi ekstremiści odpowiadali zamachami i porwaniami. Codziennością stały się strajki, często inspirowane przez CIA. Przekonany, że prawdziwą rewolucję można przeprowadzić tylko w sposób pokojowy, Allende zwlekał z użyciem twardszych metod do opanowania chaosu. W międzyczasie utracił jednak koalicjantów i sympatię wielu obywateli. W czerwcu 1973 roku lojalne mu oddziały z trudem odparły próbę zamachu stanu, a w lipcu ulicami zawładnęły kolejne gwałtowne protesty. Nie widząc innego wyjścia, Allende poprosił o pomoc wojsko. Żołnierze powstrzymali rozruchy, ale wymusili na prezydencie odwołanie uchodzącego za zwolennika "doktryny Schneidera" naczelnego dowódcy armii, gen. Carlosa Pratsa. Na jego miejsce zaproponowali dotychczasowego szefa sztabu, Augusto Pinocheta Ugarte.
Chilijski prezydent wierzył, że powszechnie szanowany generał dywizji będzie korzystnym kompromisem - w oficjalnych wypowiedziach nie stawał po żadnej ze stron konfliktu, a podczas tłumienia zamieszek zatrzymywał zarówno zwolenników lewicy, jak i prawicy. Allende nie przeczuwał, że wojskowy stoi na samym czele starannie utkanego spisku. Był to jeden z jego ostatnich błędów. 11 września 1973 roku, dziewiętnaście dni po mianowaniu Pinocheta na nową pozycję, chilijskie lotnictwo rozpoczęło bombardowanie prezydenckiej siedziby - pałacu La Moneda. Otoczony przez wrogów, Salvador Allende popełnił samobójstwo. Jego ciało zakopano w nieoznaczonym grobie. Spoczywało tam siedemnaście lat.
Atak prewencyjny
Panowie jesteście duchownymi i możecie sobie pozwolić na luksus bycia litościwymi, ja jestem żołnierzem i prezydentem całego narodu chilijskiego, narodu zaatakowanego przez bakcyl komunizmu, który trzeba wyrwać z korzeniami, a marksistów i komunistów trzeba torturować, bo inaczej nie śpiewają.
Augusto Pinochet w odpowiedzi duchownym protestującym przeciwko torturom
Już w pierwszych godzinach po zamachu wojskowa junta zaczęła pozbywać się przeciwników. Na czarnych listach znaleźli się lewicowi działacze i aktywiści, studenci, artyści, oficerowie i wszyscy, którzy w oczach Pinocheta i jego wspólników mogli stanowić zagrożenie. Miejski stadion w Santiago zamieniono w obóz koncentracyjny, przez który przeszło łącznie 40 tysięcy osób; w ciągu kilku miesięcy w całym kraju powstały dziesiątki podobnych ośrodków. Tortury i egzekucje bez wyroku stały się powszechną praktyką. Ukrywających się dysydentów ścigał na północy i południu państwa specjalny helikopterowy szwadron "Karawan Śmierci", który do końca listopada 1973 roku zabił 97 ludzi.
W ciągu pierwszego roku wojskowych rządów służby bezpieczeństwa zamordowały około dwóch tysięcy Chilijczyków. Cios był tak mocny, że niemal całkowicie pozbawił opozycję woli walki. Późniejsi obrońcy Pinocheta przytoczą to jako argument na jego korzyść - brutalność armii miała zapobiec powstaniu komunistycznej partyzantki i wybuchowi wojny domowej, a ostatecznie ocalić demokrację. Jego przeciwnicy będą odpowiadać, że do momentu puczu ryzyko wojny - o ile w ogóle istniało - było minimalne, a sam Allende na krótko przed śmiercią zapowiedział przeprowadzenie plebiscytu, w którym obywatele mogliby opowiedzieć się za jego przyśpieszoną dymisją. Tymczasem to, co wprowadziła armia, było bardzo odległe od demokracji.
Chociaż po początkowych masakrach skala represji zauważalnie się zmniejszyła, Chile zamieniało się w tradycyjną dyktaturę. Pinochet ogłosił się prezydentem, rozwiązał Kongres, zdelegalizował partie polityczne i wprowadził ścisłą cenzurę mediów. Utworzona w 1974 roku tajna policja DINA (Narodowa Dyrekcja Wywiadu) nadal ścigała rzekomych wrogów państwa, tak w Chile (np. Operacja Colombo - 119 ofiar), jak i poza jego granicami. W Buenos Aires podstawiony przez chilijskich tajniaków samochód pułapka zabił gen. Pratsa, a w Waszyngtonie w podobnych okolicznościach życie stracił były minister u Allende, Orlando Letelier.
Zamach w amerykańskiej stolicy rozgniewał USA, które wycofały część pomocy wojskowej dla reżimu. Chcąc ostudzić zagranicznych krytyków, w 1977 roku Pinochet rozwiązał DINA - tylko po to, by otworzyć ją na nowo pod nazwą Narodowego Centrum Informacji (CNI). Dwa lata później brytyjski dziennikarz William Bemister odkrył, że jednym z doradców pinochetowskiej bezpieki był Walter Rauff - nazistowski zbrodniarz odpowiedzialny za skonstruowanie mobilnych komór gazowych, w których zabito blisko 100 tysięcy Żydów. Za swoje usługi otrzymał dom na przedmieściach Santiago i ochronę przed międzynarodowym wymiarem sprawiedliwości (zmarł w dostatku w 1984 roku).
Dysponując władzą absolutną, Pinochet przystąpił do wprowadzania eksperymentalnych reform gospodarczych. Idąc za radami neoliberalnych ekonomistów wyszkolonych pod okiem Miltona Friedmana na uniwersytecie w Chicago, dyktator zarządził powszechną prywatyzację, ograniczenie wydatków socjalnych, obniżenie ceł i zniesienie przeszkód dla obcego kapitału. Niestety, po początkowych sukcesach, zmiany te okazały się zbyt radykalne. W 1982 roku Chile stanęło w obliczu kryzysu w sektorze finansowym, który szybko rozszerzył się na pozostałe sektory gospodarki. W ciągu dwóch lat krajowe PKB zmniejszyło się o kilkanaście procent, a bez pracy znalazło się około jednej czwartej obywateli. Gdy w kraju zaczęły wybuchać protesty, Pinochet wyprowadził na ulice 17 tysięcy żołnierzy.
Wyciągając wnioski z wcześniejszych błędów, reżim przywrócił część państwowej kontroli nad kapitałem i narzucił ostrożniejsze zasady prywatyzacji. W krótkim czasie pozwoliło to postawić gospodarkę na nogi, a po 1985 roku zapewniało bardzo wysoki wzrost PKB. Dobrobyt nie był jednak przeznaczony dla wszystkich. Przy wielu skutecznych reformach, chilijskie władze długo nie poświęcały wystarczającej uwagi zasypywaniu nierówności społecznych i walce z biedą. Nawet po pięciu latach prosperity, około 40 proc. społeczeństwa żyło poniżej granicy ubóstwa.
Kara nie tu
Pójdę do nieba. Gdzie miałbym według ciebie pójść? Do piekła? Nie, nie martw się, trafię do nieba.
Augusto Pinochet w wywiadzie z 1989 roku
W 1988 roku, w myśl wprowadzonej osiem lat wcześniej przez juntę konstytucji, odbyło się referendum na temat przedłużenia kadencji prezydenta. Ku zaskoczeniu dyktatora, prawie 55 proc. głosujących wrzuciło do urny kartę z zakreślonym "Nie". W obliczu międzynarodowej presji i nacisków ze strony własnych generałów, Pinochet z oporem zaakceptował wyniki plebiscytu. Dwa lata później z zaciśniętymi zębami oficjalnie przekazywał władzę nowemu prezydentowi, chadekowi Patricio Aylwinowi.
Nowy, demokratyczny rząd powołał Narodową Komisję Prawdy i Pojednania. Jej głównym celem było dokładniejsze oszacowanie rozmiaru zbrodni popełnionych przez wojskowy reżim. Według ustaleń komisji, między 1973 a 1990 rokiem z powodów politycznych zamordowano 3200 osób, a ponad 30 tysięcy padło ofiarą tortur. Badacze wymienili 600 żołnierzy, głównie oficerów, oskarżonych o łamanie praw człowieka. Sam Pinochet czuł się całkowicie bezpieczny - oddając prezydenturę, zachował stanowisko naczelnego dowódcy sił zbrojnych i dożywotni immunitet senatorski. Ale i tu czekała go gorzka niespodzianka.
W październiku 1998 roku 83-letni wtedy generał udał się do Wielkiej Brytanii, gdzie przeszedł operację kręgosłupa. Krótko po zabiegu funkcjonariusze Scotland Yardu oświadczyli mu, że jest zatrzymany na podstawie listu gończego wydanego przez dwóch hiszpańskich sędziów oskarżających go o zbrodnie przeciwko ludzkości. Pinochet znalazł się w areszcie domowym. Obrońcy praw człowieka uważali to za triumf sprawiedliwości, zwolennicy byłego dyktatora - za niebezpieczny precedens, który godzi w instytucję immunitetu dyplomatycznego. Po stronie Chilijczyka opowiedziała się m.in. jego zimnowojenna sojuszniczka, Margaret Thatcher (Santiago poparło Londyn podczas argentyńsko-brytyjskiej wojny o Falklandy).
W Wielkiej Brytanii odwiedzili go także polscy politycy Marek Jurek i Michał Kamiński oraz publicysta Tomasz Wołek, którzy podczas godzinnej wizyty wręczyli mu ryngraf z Matką Boską i obsypali pochwałami oraz życzeniami powrotu do zdrowia. Te ostatnie musiały nie zadziałać, gdyż po blisko 500 dniach prawniczo-dyplomatycznej batalii brytyjski sąd przychylił się do opinii biegłych lekarzy i uznał, że Pinochet nie może odpowiadać przed trybunałem z powodów medycznych. W marcu 2000 roku zbrodniarz odleciał do ojczyzny. Ale chociaż zwolennicy zgotowali mu gorące powitanie, ostatnie lata były dla niego jeszcze gorsze.
Zatrzymanie eksprezydenta w Wielkiej Brytanii ośmieliło chilijskich prawników. W połowie 2000 roku Sąd Najwyższy pozbawił go immunitetu, a prokuratorzy oskarżyli o szereg zbrodni obejmujących m.in. porwania, nielegalne egzekucje i torturowanie więźniów. Adwokaci generała skutecznie wykorzystywali jego stan zdrowia do unikania procesów, ale liczba indywidualnych pozwów przeciwko niemu rosła z każdym miesiącem. Na jaw wychodziły też kolejne kompromitujące fakty, takie jak ten, że były dyktator zgromadził 28 mln dolarów na zagranicznych kontach, a w hongkońskim banku zdeponował złoto o ponad pięciokrotnie większej wartości.
Gdy 10 grudnia 2006 roku - w międzynarodowy dzień praw człowieka - Augusto Pinochet zmarł w szpitalu wojskowym w Santiago, tysiące Chilijczyków ruszyły pod pałac La Moneda, by świętować koniec bolesnej epoki. 11 września udadzą się w to samo miejsce, by wspominać dzień, w którym to wszystko się zaczęło.
Michał Staniul, Wirtualna Polska