Nie mogę przejść obok tego tekstu obojętnie. Nie dlatego, że podoba mi się to co robi Dawkins - bo nie podoba, ale dlatego, że tekst przemyca chyba najbardziej spopularyzowany ostatnimi czasy w kręgach katolickich pogląd, jakoby ateizm był jakąś formą wiary. Ale o tym za chwilę.
Czekałem czekałem i się doczekałem
. Będzie można odnieść się i polemizować z większą partią materiału.
Odnosząc się do pierwszej części wypowiedzi, przyznaję rację że od strony naukowej t.j. biologicznej do Dawkinsa nie będzie się można przyczepić, jego wkład jest jaki jest i najlepiej wiedzą to biolodzy i osoby zainteresowane i w tej kwestii. Jako biologiczny laik ( wiem czego potrzebują rośliny by wydać plon i hoduję je w przydomowych inspektach przynajmniej wiem że są naturalne bez GMO
) nie będę kwestionował w.w. osoby odnośnie jego biologicznej wiedzy.
Reasumując należy on niewątpliwie do grona najbardziej utalentowanych i uznanych popularyzatorów nauki, o czym świadczy wysoki nakłady jego prac tłumaczonych na wiele języków.
Jednakże jeżeli chodzi o sprawy religijne to raczej niczego wielkiego nie dokonał. Dał początek agresywnemu nurtowi ateizmu, który zawsze, ale to zawsze (wiem na własnym przykładzie i kilku osób, które poznałem tu 5 lat temu) przyciąga młode osoby.
Z powyższym już nie mogę się do końca zgodzić. Powiedzenie czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci. Tu na tym forum mogę podać przykład że można zmienić swoje poglądy, nie będę cytował bo można by to zaliczyć do osobistych wycieczek.
(...)w którym określa jak niebezpieczne jest agresywne atakowanie wiary katolickiej. Dlaczego? W prostej linii prowadzi do nawrotu najbardziej średniowiecznych i najbardziej konserwatywnych przejawów tej wiary.
Atakowanie pojęte ogólnie jest formą agresji... od zarania dziejów mamy do czynienia z atakami. Biblijny spór Kain i Abel miał miejsce przed okresem średniowiecza. Wracając do Twojej wypowiedzi można wywnioskować że atakując agresywnie wiarę (w tym przypadku katolicką) doprowadza się jej wyznawców do zachowań widocznych w średniowieczu. Jest to w pewnym sensie odwracanie "kota ogonem", to atakujący wiarę katolicką najczęściej stosują porównania typu średniowiecze, ciemne średniowiecze, zacofanie jak w średniowieczu kończąc na świętej inkwizycji. Więc założenie że agresywne ataki z góry będą powodować u atakowanych zachowania w tym przypadku średniowieczne i konserwatywne przejawy tej wiary uważam za niesprawiedliwe i zbyt pochopne. Patrząc obiektywnie z drugiej strony CacyWitkacy jest powiedzenie... Kto sieje wiatr ten zbiera burzę.
Sam "pokrzywdzony" Agnosiewicz cytuje na stronie Racjonalisty:
"...nie uniknąłem wściekłości rozpętanego wichru.
Uderzył we mnie, wstrząsnął mną całym;
jadowite zęby zawiści poraniły mnie okrutnie,
mimo to przecie nie zostawiłem rozpoczętego dzieła.
Bo teraz dopiero eksperiencja odkryła mi istotę
prawdy, a mianowicie, że tylko mierność od zawiści
na tym świecie jest bezpieczna."
G. Boccaccio, Dekameron
Widocznie widział Kościół i wiarę tylko przez jeden pryzmat, zresztą widać to po jego książkach stronniczość do bólu a w życiu potrzebne jest umiarkowanie. Teraz z atakującego staje się ofiarą wydającą manifesty, to jest zakrzywianie czasoprzestrzeni tylko do swojej rzeczywistości.
Nie wiem jak ma się rzecz z dziećmi czy ludźmi, którzy biorą udział w jakiś tęczowo-wolnościowych happeningach, aczkolwiek zdecydowana część polskich ateistów, przychyla się bardziej ku pozostawienia Kościoła samemu sobie.
Wystarczy lub można w pewnym sensie podeprzeć się niektórymi wypowiedziami, czasami myślami strzelistymi, krótko formułowanymi oraz porównaniami do zachowań skrajnie nacjonalistycznych wręcz faszystowskich odnośnie katolików i ich wiary występujących tu na forum. Przykłady można by mnożyć.
Myślę że zdecydowana część polskich ateistów postrzega kościół i wiarę jako przejaw zachowań średniowiecznych... porównując wierzących do głupiego i ciemnego plebsu.
Mamy ku temu powody, pontyfikat Franciszka daje duże nadzieje, pokazując nam urzeczywistnienie trzeciego ocieplenia wizerunku Kościoła. Zobaczymy jak to będzie!
W tej kwestii również mam odmienne zdanie, ale to nie temat na polemikę dotyczącą pontyfikatu Franciszka, inną sprawą jest wizerunek Kościoła a raczej ludzi go reprezentujących mających różne wykształcenie i status społeczny. Będzie jak być powinno... pewnych praw dokładnie tych 10 żaden człowiek nie zmieni, czy wierzący a tym bardziej niewierzący (bo ich te prawa nie dotyczą przynajmniej tak myślą sami poniektórzy zainteresowani).
Co zaś się tyczy rzeczy, która mnie najbardziej w tym tekście zbulwersowała. Jeżeli weźmiemy pierwszy lepszy podręcznik z psychologii osobowości i otworzymy go na rozdziale dotyczącym psychologii egzystencjalnej, będziemy musieli zmierzyć się z teorią, iż wiara jest tylko i wyłącznie reakcją obronną - jedną z wielu - na świadomość śmierci.
Zbulwersowała... zaraz zaraz. Takie twierdzenia byłyby na miejscu gdyby nie było dowodów... ale one jednak są, Jezus i jego świadectwo i mnóstwo innych przykładów. Więc postrzeganie wiary jako reakcji obronnych na świadomość śmierci jest z góry błędnym założeniem.
Stąd tym bardziej nie rozumiem dlaczego osobom niewierzącym zarzuca się jakąś formę wiary w brak Boga albo wiary w naukę. Idiotyczne? Jeżeli mówimy o Bogu to ze strony osób wierzących mamy jedynie przypuszczenie i chęć wiary w jakiś byt transcendentny, ze strony ateistów mamy negacje tego istnienia. Nie można nie wierzyć w nieistnienie czegoś, równie dobrze moglibyśmy rozważać kategorię wiary w nieistnienie postaci z bajek.
Odpowiem Tobie jak ja to rozumiem, skoro ja uważam że Bóg istnieje... dowody które mi przedstawiono jak i moje życiowe doświadczenia pozwalają na stwierdzenie tego jako faktu, a spotykam się z takimi opiniami jakie przedstawia biolog Dawkins w swoich niebiologicznych publikacjach ale opartych na jej podstawach, skłania mnie do twierdzeń, że skoro nie wierzy w Boga to wierzy że On nie istnieje. Najbardziej co mnie zastanawia to brak wiary w swoje przekonania Dawkinsa, czym pochwalił się twierdzeniem które stało się banerem reklamowym: "Prawdopodobnie nie ma Boga. Przestań się martwić i ciesz się życiem". Porównania wiary w Boga odnośnie wiary w bajki i postaci w nich występujących jest sarkastyczne.
Z kolei w przypadku nauki stykamy się z empirycznym dochodzeniem zasad pewnej nauki, nawet w przypadku podzielania wiary w jakąkolwiek z teorii naukowych nie ma charakteru "wierzenia w ciemno", nikt nie powie "wierzę w ewolucję bo jest dobra", aczkolwiek "wierzę w teorię ewolucji, ponieważ jest komplementarnym wytłumaczeniem zjawisk zachodzących na ziemi, która idealnie współgra z teorią doboru płciowego, ponadto, możemy oglądać jej zminimalizowaną wersję przyglądając się dzielącym się bakteriom".
Aposterioryczne dochodzenie zasad naukowych odnoszących się do zjawisk zachodzących na naszej planecie jak i początku powstania życia wynika z możliwości popełnienia błędu (co nie raz było powodem do zmiany naukowych twierdzeń itp). W przypadku wiary nie ma miejsca na takie teoretyzowanie. Tu musimy dokładnie się określić po której stronie stajemy... zła czy dobra, musimy mieć tego świadomość wtedy można nazwać kogoś wierzącym w to lub tamto. Wiara to opowiedzenie się za pewnymi wartościami które ona promuje (w przypadku Chrześcijan jest to dekalog) i trwaniu w tych przekonaniach, oczywiście możemy zwątpić mieć wątpliwości... ale kto ich nie ma.
Czyli... wierzysz w teorię ewolucji na podstawie wielu dowodów (jeden z nich przedstawiłeś), na co masz prawo bo wolna wola pozwala Tobie na ich akceptację lub zaprzeczenie... niezdecydowanie to bierna postawa życiowa mogące doprowadzić do szarego życia ale też logiczna przy istnieniu wolnej woli.
Wiara w ciemno... jest powiedzeniem nie na miejscu bo w przypadku zarówno wierzących jak i niewierzących opierają się oni na książkach, opracowaniach naukowych i teologicznych, przekazach historycznych czy wiedzy ogólnopojętej zgromadzonej od tysięcy lat przez ludzi.
Cała sprawa jest rozbita przez duchowość lub jej brak, dla jednych sfera duchowa istnieje dla innych nie. Tu dochodzimy do rozbieżności i pewnie ten spór będzie trwał do końca istnienia tego świata. Ja przedstawię Tobie dowody Ty mi przedstawisz dowody, moje będą po części duchowe, Twoje są czysto fizyczne.
Wydaje mi się, że takie rozumowanie ze strony osób wierzących może mieć charakter psychologiczny, mianowicie zestawienie ateistów na równi ze sobą i zarzucanie im tych samych "błędów", daje poczucie tego, że nasz pogląd jest równy ich poglądowi dla postronnego obserwatora. Ponadto zmniejsza ich "rację" pokazując, iż są zdolni do tych samych słabości oraz dowartościowując samego siebie, zaprzeczając temu, iż wiara jest wynikiem strachu. Kiedyś ktoś zadał ciekawe pytanie - oczywiście jego realność jest niemierzalna - mianowicie jak wielu byśmy mieli wierzących, gdybyśmy nie umierali?
Wydaje się Tobie... serio? Wiara wynikiem strachu lub dowartościowania siebie. To ateiści zarzucają błędy wierzącym znowu odwracanie kota ogonem przykładem jest sam Dawkins i jego biografia ...w kwestii Boga jestem agnostykiem w takim samym stopniu, w jakim pozostaje agnostykiem w odniesieniu do istnienia wróżek.
Skąd takie założenie że wiara jest wynikiem strachu przed śmiercią... przyznasz że upraszczasz i to ostro? Ciekawe pytanie na sam koniec wypowiedzi z cyklu co by było gdyby... ale jest jak jest i możemy się z tym pogodzić lub nie.
Wracając do bohatera, temat poruszyłem bo powiedziano mi że mam przeczytać kilka jego książek ... na wstępie do swojej książki Bóg urojony Dawkins przedstawia zarzuty, jakie pojawiały się pod adresem jego tekstów krytykujących religię i wiarę religijną. Jeden z nich dotyczył tego, że autor Boga urojonego atakuje to, co w religii najgorsze, ignoruje natomiast to, co jest pozytywne. Odpowiadając na ów zarzut, Dawkins stwierdził,że subtelna i uczciwa wiara jest w świecie marginalna.
„Dla przeważającej większości wiernych na całym świecie religią jest coś bardzo zbliżonego do poglądów prezentowanych przez osobników w rodzaju Robertsona, Falwella, Haggarda albo Osamy bin Ladena lub Ajatollaha Chomeiniego. Ci ludzie nie są żadnym folklorem,figurantami – mają olbrzymie wpływy i nie można ich lekceważyć”
Kolejnym zarzutem względem wiary religijnej stawianym przez Dawkinsa jest to, że jest ona źródłem wszelkiego zła na świecie. Dawkins twierdzi, że wystarczy ją usunąć, a świat będzie lepszy. Pisze, że „to, co naprawdę jest groźne, to uczenie dzieci, że wiara sama w sobie jest cnotą. Wiara jest złem przez to i dokładnie przez to, że nie wymaga uzasadnienia i nie toleruje sprzeciwu”
Agresywny ateizm w pełnej krasie... Dobro to zło.
Użytkownik Zbeeanger edytował ten post 18.01.2014 - 08:55