Problematyka ,,seryjnych morderców", to niezgłębiona, przytłaczająca, jak i ciekawa gałąź tematyczna, obejmująca swym zasięgiem ramy wielu dziedzin nauki. Przed szerszą wypowiedzią pod tym artykułem, chciałbym polecić pewną literaturę, z której sam mam zamiar skorzystać (posiadam jedynie pierwszą z wymienionych pozycji) omawiającą pod względem naukowym i z perspektywy zwykłego ,,zjadacza chleba" przedmiot rozważań ,,seryjnych / psychopatycznych morderców". Oto lista polecanych przeze mnie pozycji:
1) "Seryjni mordercy. Suma wszystkich lęków", Urszula Szczęch
2) "Seryjni mordercy", Jarosław Stukan"
3) "Profil mordercy", Paul Britton".
Seryjni mordercy mają zupełnie inny, z perspektywy osoby ich obserwującej stosunek do kultury życia i śmierci. Z biologicznego punktu widzenia są ludźmi, lecz pod względem moralno-etycznym, przypisywanym przeciętnemu człowiekowi, patrząc się na jakiegoś seryjnego mordercę nie widzimy nic więcej oprócz fizycznej powłoki, pod którą kryje się wynaturzona przez zło dusza, istota zatracona w zboczeniu i skrajnej perwersji; demon, który przez bramy piekieł ,,zstąpił" na świat ludzi. Istoty żywe z genetycznego punktu widzenia nie są stworzone, ba, zdolne do tego, aby zabijać osobników tego samego gatunku - stąd nasza bulwersacja, przerażenie, odraza do tego ,,co robią" i jak to robią seryjni mordercy, wyrażane na różny sposób, często odwołujący się do porównań takowych zabójców z bestiami, wilkami, czy skąpanymi w szaleńczym bluźnierstwie, chaosie i anarchii umysłu, jednostkami. Seryjni mordercy stają się zatem wykluczeni z życia publicznego, a takie indywidua trzeba po prostu potrafić zrozumieć, zacząć z nimi umiejętnie i w sposób uważnie nastawiony, rozmawiać, czy, co istotne, badać ich przeszłość: każdy aspekt ich życia mający wpływ na to dlaczego stali się tym kim się stali. Obecnie te metody poznawcze umysłów seryjnych morderców, są intensywnie stosowane, lecz mimo to wiele pozostaje do odkrycia w sferze psychicznej i biologicznej, jako czynników wyjaśniających mechanizm kształtowania się ,,seryjnych morderców". Takowi zwyrodnialcy nie muszą być postrzegani jako psychicznie chorzy. Pozostaje kwestia, w jakim stopniu można o nich powiedzieć, jako o: psychopatach, socjopatach i charakteropatach?
,,Czy to, co widzimy okiem jest prawdą czy snem głębokim" - Edgar Allan Poe... Ten cytat wiele mówi o tematyce, o której nieco napisałem powyżej.
A na koniec fragment rozmowy dziennikarza z polskim seryjnym mordercą Karolem Kotem, pochodzący z publikacji Urszuli Szczęch pt. "Seryjni Mordercy. Suma wszystkich lęków":
,,Rozmówca: Czy współczuł Pan ofiarom, które przeżyły? Przez wiele miesięcy walczyły ze śmiercią, cierpiały.
KK: Współczucie znam dobrze, ale jeśli komuś współczułem, to tylko sobie. Nigdy nie przyszło mi na myśl, że należy czuć to w stosunku do ofiar czy ich rodzin. Cieszyła mnie moja robota, krew, śmierć, cierpienie ofiar i to było najważniejsze. Powiem więcej, gdy się dowiedziałem, że niektórzy wylizali się z moich uderzeń, to byłem zły na siebie, że mogłem tak spartaczyć robotę.
(...)Rozmówca: Co by Pan robił w razie zwolnienia z więzienia?
KK: (...)Planowałem też wysadzenie wiaduktu kolejowego, mordowanie dzieci i starych. Nie zdążyłem, trudno."