Nic Ci nie podpowiadało. A może nie chciałeś słuchać podpowiedzi? Tego nie wiesz. Może jednak gdzieś tam były jakieś wątpliwości.
Nie wiem, może źle tłumaczę, a może Tobie trudno jest pojąć, ale On nie może w cudowny sposób zatrzymać ręki ojczyma. To jest Ktoś taki, jak drogowskaz. Pokazuje Ci drogę do celu, ale nie nakazuje nią jechać koniecznie, bo masz wybór, możesz skręcić i wybrać inną.
Ha ha ha! Donosiciel. Niezłe. Ubawiłam się. Bóg i tak wie, co ma wiedzieć

(jestem osobą wierzącą, nie wiem jak Ty.) A zastanowiłeś się chociaż kiedyś nad tym co mogło się stać? Ile uniknąłeś rzekomo sam? Ktoś dobrze powiedział, ze A.S. jest odzwierciedleniem nas samych.
Według mnie on istnieje. Nie rozmawiałam z nim, nie widziałam go. Obecność odczuwam. To mi wystarczy.
No ale nie będziemy tutaj tego rozważać.
Teraz ja opowiem swoje doświadczenie.
Rok temu jechaliśmy autem. Z przeciwka jechał inny samochód. Nagle zjechał na pobocze. Patrzyłam na to zdziwiona. Ułamek sekundy później kierowca odbił i pojazd postawił się w poprzek jakieś 5m przed nami. Słychać było tylko pisk hamulców i uderzenie, ale wszystko jak przez wodę. Nie przeleciało mi życie przed oczami. Przeciwnie. Miałam przed nimi jeden obraz. Mężczyzna stojący pośród zieleni, dziwnie znajomy. Mogę się tylko domyślać, kim był, ale teraz to nie jest ważne.
Siedziałam z tyłu na środku. Nie miałam zapiętych pasów, nic. Policja dziwiła się tylko, jak to możliwe, że z takiego wypadku, po tym, jak strasznie rozbite było auto, wszyscy wyszli cało. A najdziwniejsze było, że ja byłam ciągle w tej samej pozycji, nie wyrzuciło mnie do przodu. Siedziałam tak, jak wcześniej, a naokoło policjanci powtarzali tylko "cud".