Bez ryzyka nie ma zabawy

Poza tym warto dobrze poznać reakcje swojego organizmu. Osobiście nie stosuję oddychania holotropowego jako metody relaksacyjnej tylko jako eksperyment. "Co się stanie? Jak zareaguje mój organizm? Gdzie jest granica?". Czysta ciekawość i chęć sprawdzenia się.
Wczoraj znowu spróbowałam i obyło się bez niespodzianek. Chyba byłam zbyt zmęczona bo zamiast poczuć się jakoś nietypowo najzwyczajniej w świecie zdałam sobie sprawę, że odpływam, zasypiam. Starałam się utrzymać szybkie tempo oddechów ale nie byłam w stanie się na tym skupić dłużej niż 30 sekund, po jakiejś minucie zdawałam sobie za każdym razem sprawę, że oddechy znowu są powolne jak przy zasypianiu a uświadomienie sobie tego wymagało sporo wysiłku bo jak mówię - zwyczajnie zasypiałam. Nie pomagało liczenie - nie dość, że myliłam liczby (np. chcąc policzyć 45, 44, 43, 42... w pewnym momencie zaczynałam liczyć 45, 44, 43, 44, 45...) to jeszcze mój organizm najwidoczniej uznał to liczenie oddechów za liczenie owiec


Z odrętwienia wyrwały mnie lekkie mdłości ale nie wiążę ich z oddychaniem holotropowym - po prostu moja kolacja nie była pierwszej świeżości (dodałam do sałatki śmietanę która miała wyraźny posmak lodówki więc musiała leżeć tam otwarta kilka dni, pieczarki też miały dziwny smak - chyba je zmroziło na targu).