Lynx
Przyjrzyjmy się bliżej argumentom McCanneya. Choć artykuł porusza ogromną liczbę zagadnień (co jest popularną sztuczką pseudonaukowców mającą na celu zagadanie oponentów i zrobienie wrażenia na zwolennikach), skoncentruję się tylko na argumentach dotyczących bezpośrednio Nibiru.
Ano przyjrzyjmy się, a już po chwili... słowotok, czy nie doczytałeś o IMO - masz przecież prawo tak myśleć jak piszesz a rozumiem że nie wstydzisz się tego co wymyśliłeś.
Artykuł ów faktycznie porusza sporą ilość zagadnień a po przeczytaniu całości trudno jest go jednoznacznie zakwalifikować, jednak Ty... jak zwykle wietrzysz spisek - więc ciekaw jestem tych argumentów o Nibiru.
Teleskop VATT, o którym mowa, został oddany do użytku w 1991 r. (decyzja o jego budowie zapadła kilka lat wcześniej), a więc na cztery lata przed odkryciem komety Hale-Bopp. W związku z tym McCanney musiał w jakiś sposób cofnąć datę odkrycia, żeby jego koncepcja miała jakikolwiek sens. Jak to zrobił?..."
Jak zwylke nie doczytałeś... jednak uważam że jest to Twoja kolejna zagrywka - czyżbyś nadal uważał, że jednoczesne odkrycie komety przez dwóch różnych astronomów i nadanie im nazwy oraz określone w mediach oficjalnego ich stanowiska było faktyczną datą "odkrycia" ? A gdzie w takim razie podziały się wieloletnie naukowe obserwacje, obliczenia i dociekania, może uważasz, że w tym przypadku były one zbędne? Więc co z tego że VATT oddany został w 1991 r... może mi powiesz ?
"Jest dla mnie jasne, jeśli spojrzy się na moje notatki o Harringtonie, że jedną z rzeczy, którą on obserwował, musiała być kometa Hale-Boppa."
- No proszę jaki "poważny argument". Nie ma żadnych zapisów obserwacji, są za to bliżej nieokreślone notatki samego McCanneya na temat innej osoby, z których autor wnioskuje, że MUSIAŁA to być kometa... Tak, z całą pewnością nie mogło być to nic innego, choć czytelnik nadal nie wie o jakie notatki chodzi i co tak naprawdę się w nich znajduje. Mamy więc "niepodważalny dowód" na to, że kometa Hale-Bopp została odkryta już w 1991 r. Dlaczego nikt nic o tym nie wie? To oczywiste:
Jasne że oczywiste, lecz nie dla Ciebie i to z oczywistych przecież powodów a po zapiski z obserwacji musiał byś -jeśli faktycznie z Twojego punktu widzenia są godne uwagi- sam nieco pogrzebać, bo w omawianym artykule ich nie ma, jak zdążyłeś zauważyć.
Kometę "Halle-Bopp" obserwowano znacznie wcześniej niż to sugerujesz, bo widocznie okazała się obiektem godnym uwagi nawet wówczas, gdy nie miała jeszcze oficjalnej nazwy i śmiem twierdzić, że dobrze o tym wiesz, tylko piszesz to, co musisz, ot ci... kłamczuszek.
Tak jest! Znowu te ciemne typki z NASA! Szkoda tylko, że o odkryciu komety nie informuje się NASA, lecz Centrum Małych Planet (MPC) działające przy Międzynarodowej Unii Astronomicznej. Po otrzymaniu informacji o zaobserwowaniu potencjalnej komety, MPC wysyła współrzędne miejsca obserwacji do kilku różnych obserwatoriów, gdzie odkrycie jest weryfikowane. W przypadku pozytywnej weryfikacji MPC drukuje komunikat o odkryciu nowej komety. Dopiero teraz NASA może się dowiedzieć, że coś nadlatuje, ale na wszelkie próby zatajenia jest już za późno, jako że o obiekcie wie już kilka niezależnych obserwatoriów, a informacja o odkryciu jest podana do publicznej wiadomości.
A skąd pewność, że NASA nie śledziła owego obiektu znacznie wcześniej mając ku temu odpowiednie środki, tylko zatrzymała dla siebie tę wiadomość m.in po to, żeby mieć co... ujawniać ? Czyżbyś wątpił w możliwości tej... jednej z rządowych agend, czy faktycznie uważasz, że takie "coś" w kosmosie umknęło by ich uwadze - bo ja śmiem w to wątpić po raz... ?
jeszcze jedna sprawa...
"W roku 1991 to, co zobaczył Harrington, to były dwie rzeczy: kometa Hale-Boppa i coś jeszcze, coś znacznie większego, co się za nią kryło. Planeta X. Przynajmniej ja tak uważam."
- Kolejny argument, który wręcz powala na kolana: McCanney tak uważa! I jak tu się z Nim nie zgodzić?
A właśnie że można, przecież nie musi to być planeta X, może to być równie dobrze planeta Y, W, Z czy jakaś inna, o dowolnej literze alfabetu - to było jego zdanie czego nie omieszkał zaznaczyć, w przeciwieństwie do... niektórych.
"Nic dziwnego, że był taki raban".
- jaki raban, skoro o tym odkryciu nikt nie wiedział? McCanney brnie w swoje konfabulacje, a dziennikarz wdzięcznie mu przyklaskuje.
Po raz kolejny śmiem twierdzić, że się błażnisz kolego, czy wyobrażasz sobie że ten "raban" -a może nawet panika- miał być transmitowany przez telewizję żeby... ludzkość sama zmniejszyła swą populację ?
Tak więc "konfabuluj" dalej, zobaczymy dokąd zajedziesz, bo ciekawość już mnie niemal zżera.
No proszę - zatajone przez NASA"która każdego dzwoniącego witała informacją, że coś leci na Ziemię. I nikt jej nie uciszył...? Wygląda na to, że McCanney liczy, iż jego czytelnicy są obdarzeni naiwnością większą niż oba szczyty Kilimandżaro.
I znowu widać jak na dłoni manipulację - skąd to wytrzasnąłeś: " informacje w mgnieniu oka obiegły świat przy dużym współudziale sekretarki,", czyżbyś nie zrozumiał czytanego przez siebie tekstu (nie uwierzę!), skoro uważasz że wszystko co się w NASA i rządzie USA dzieje jest nabierząco oznajmiane światu ? Mowa była o "ścisłym kręgu zainteresowanych" a nie o publice, a jeśli nie "mowa", to widocznie można lub trzeba było się domyśleć, lecz... wówczas nie dało by się przekręcić faktów.
"A jak wiadomo, dawno temu... jeden z towarzyszy Nibiru dokonał potężnych zniszczeń na Ziemi".
- Dawno temu, za górami, za lasami... Bardzo konkretny argument, nie ma co.
Ano nie ma co - skoro dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami... , kiiedy jeszcze nawet nikt nie myślał o teleskopach - chciał byś zobaczyć wydarzenie to na dokumentalnym filmie ? Było by wiarygodniejsze ?
"Velikovsky' miał rację, twierdząc, że Wenus była kiedyś ogromną kometą, która przedzierała się przez układ słoneczny i została przechwycona przez pole grawi*tacyjne Jowisza, zaś po około 600 latach od momentu przechwycenia zbliżyła się do Ziemi, po czym ustabilizo*wała się, stając się planetą, jaką dziś znamy."
- I już. Nic dodać, niż ująć. Velikovsky miał rację, ponieważ McCanney tak twierdzi. A nie wierzący w te bajki się mylą. O.
Bardzo prawdopodobne właśnie jest to, że nie wierzący... się jednak mylą. Masz jakąś bardziej wiarygodną wersję tych wydarzeń, bo rozumiem że jeśli nawet, to typowo naukową - a czy poparta będzie ona jakimś... filmowym dokumentem ?
"Wtedy Harrington oczywiście wiedział bardzo dobrze, gdzie ona była. i to z powodu, który już podałem."
- tzn. z powodu, że McCanney tak uważa...
Rozumiem że Ty właśnie tak sobie to tłumaczysz - dał byś już spokój tym swoim domysłom, przecież nawet obecne przedszkolaki nie dadzą się na "takie coś" nabrać.
"Rzecz w tym, że,to, iż widzimy, że te planety [Uran i Neptun] są "ściągane w dół", niczego nie załatwia. To daje tylko korektę ich położenia w płaszczyźnie planet [ekliptyce]. Ten obiekt był wystarczająco duży już wtedy, w roku 1991, żeby ściągać Urana i Neptuna z ich orbit. Jest aż tak wielki!"
- No no... Ściągnął z orbity Urana i Neptuna! Tylko ciekawe czemu tysiące astroamatorów na całym świecie nie zauważyły, że brakuje dwóch planet. Co więcej, po dziś dzień w miejscach, w których powinny się one znajdować, obserwuje się obiekty łudząco do nich podobne. Czyżby makiety?
Jeśli są to makiety, to zrobione o niebo lepiej niż te z misji Apollo. Cóż tu komentować a raczej do czego się odnieść, skoro kpisz sobie już nawet z... samego siebie.
Gdybym chciał tak myśleć jak Ty, to z pewnością również czerpał bym wiedzę i to całymi garściami z polecanych stron - dziękuję bardzo za takie... szacunki, skoro już na wstępie oznajmia się, że pomiar wielkości komety jest niezwykle trudny nawet przy użyciu HST i na dodatek... podważa się dotychczas obowiązujące kanony(?)
Czy jesteś tak bardzo pewny, że "niezależne" uniwersytety i inne agencje kosmiczne publikują to, co im się rzewnie podoba... ? A może by tak... jakiś dowodzik ?
Widzę już następnego komentatora, ale po mariush-u nie spodziewam się aplauzu jednak również zapomina o IMO - przecież nie twierdzę, że nie odbierasz tego tak jak odbierasz, wolno Ci bo masz swoją wolną wolę, chociaż czy na pewno swoją nie jestem tego taki pewny.