Przysiady. Ciężka sprawa, też trenuję, ale bardziej w stronę trójboju, ale jakbyś się zachował, jeśli miałbyś świadomość przed treningiem, że tego danego dnia zrobienie 5 pięciu serii na wysokiej objętości może grozić śmiercią, powiedzmy o ryzyku 15%-20%, taka rosyjska ruletka? Chyba przyznasz, że musiałbyś być wariatem bardzo kochającym to co robisz, a i wtedy pewnie miłość zostałaby zweryfikowana.
Gwarantuję wam że w warunkach wysokiego odtlenienia nie bylibyście w stanie podnieść kluczy z podłogi
a co dopiero robić przysiady.
Skąd wiem? No cóż od jakigoś czasu by być strażakiem z JOTu czyli tym który włazi w pożary musisz przejść przez komorę dymową. Test ma wykazać czy w estremalnych przypadkach niedotlenienia czy stresu nie zrobisz czegoś samobójczego nie tylko zabijając siebie ale też kogoś innego. Dostajesz butlę z spężonym powietrzem, zakładasz pełen nomex, na łeb nomexową kominiarke i hełm czyli czujesz się jak dokładnie zawinięty w kołdrę. Na początku jesteś w butach sportowych coby nie znieszczyć sprzetu "drogocennego "treningowego buciorami.Powietrza masz w sam raz na średnie chodzenie. tyle tylko nie będzie to średnie chodzenie. Najpierw na trenarzerze wspinasz się na "nieskończoną ścianke ściankę " potem jedziesz rowerem treningowym przez minutę generując ok 200W(czyli tyle ile można maksymalnie wydusić ze zwykłego rowerku rehabilitacyjnego.
Potem biegniesz, 6 minut czyli jakiś tam kilometr trochę wiecej. W sumie niby nic takiego ale.... ćwiczysz w masce z średnim ustawiniem tlenu. A organizm potrzebuje nawet z 4 razy tyle tlenu. Te 20 metrów na trenarzerze wspinaczki to jeszcze jako tako, pod koniec czujesz tylko płomień w płucach i rosnące zmęczenie. Przy rowerku się zastanawisz na <tu wstaw ciężkie przekleństwo> ci ten cały test , potem zastanawisz się co oddałbyś za łyk powietrza pełnymi płucami. Potem decydujesz się zrezygnować. Tylko się zastanawiasz jak to zrobić by nie narobić sobie obciachu. Najpierw myśisz zrezygnujesz i olejesz strażactwo(tak boli) za 400 obrotów, potem eee zrobię jeszcze z 200 i koniec .. Byłem przy 10 gdy lekarza pokazał,że koniec etapu i mam biegać.Bieg to już czysta rozkosz, nikt cie nie goni masz tylko biec , jesteś tak znieczulony duszeniem się i przegrzaniem (nomex na wierzchu skutecznie chroni przed ochłodzeniem )jak się nie wywalisz to że nawet nie wiesz kiedy już koniec etapu. Koledzy łapiącią cię , doprowadzają do krzesła i zmieniają buty na ciężkie bojowe . Gdybyś sam spróbował to byś stracił przytomność albo dostał wylewu. To standard i element przygotowania. Teraz do 3 minut przerwy (wciąż w masce na twarzy) ostatnie sprawdzenie stanu (boli?Bardzo?Tętno jest? Możesz oddychać?Podnieś obie rece! .... Kontaktuje .OK )Jak rozmawiasz to już dobrze.
Sam test to już łatwizna.Oczywiście musiałem oprzytomnieć na tyle by usłyszeć od strażaka nadzorujacego cały egzamin "Jesteś duży to zdejmij w zwężkach butle i pchaj przed sobą". Oczywiście włączył mi się jak w takich sytuacjach Tryb "CO ??? Ja niepotrafię? <tu efektowne wielopoziomowo rozbudowane przekleństwo z dużą ilości dźwięcznych RRR> To Patrz!!
Zwężki to rurki ok 70cm. Mam 185 cm wzrostu i ważę nieco ponad 100kg . Brzucha tez raczej nie mam. No po prostu niedźwiedź szeroki w barkach Na mnie dodatkowo nomex , uprząż od aparatu ODO i butle, czujnik bezruchu (jakbym zemdlał w rurze)W rurze mieściłem pod warunkiem że wycignę jedną rękę do przodu a drugą położę w zduż ciała a barki będa na ukos bo inaczej nie przepcham się właśnie barkami.Butle to małe piwo. Oczywiście muszę całkowicie przed rurą wpuścić powietrze z płuc bo tez klata się nie mieści(butla na plecach). Dwie zwężki , po drodze skomplikowany dwupoziomowy system labiryntu. Wypełniony sztucznym dymem,Nadzów w podczerwieni tylko.
Nigdzie się nie wyprostujesz, ,możesz tylko na czworaka popitalać, przesuwasz ściany , otwierasz klapy w podłodze lub suficie. Proste odcinki max 3 metry . Wreszcie koniec. Zdejmuję maskę , każdy oddech smakie jak czysta rozkosz.Padam na dworze na kolana dobrze, że nomex chroni .Fala rozlewającej dopaminy przynosi prawie orgazm. Po pięciu minutach jestem tak szczęśliwy że chce zaraz powtórzyć doświadczenie mimo, że latają mi ręce a nogi ugięły się chyba z 3 razy. 
Jestem jednym z najstarszych roczników strażaków skazanych na ten test , gdybym był o pół roku starszy to już miąłbym o połówę mniej wyniszczjący test.2 lat wcześniej kazali by mi tylko w dymie znaleść kukłę i tyle
.
Komora jest ekstremalnie wymagającym testem, by być dopuszczonym badają Cię czy masz odpowidnie tętno, lekarz przeprowadza przed testem wywiad . By cię dopuszczono musisz mieć dowód i podpisać tuż przed egzaminem bumagę, że wiesz że jest niebezpieczny test i jesteś pełni sił, nie wiesz nic o ukrytych chorobach ukłądu krwionośnego. Kilkukrotnie przypomija Ci, że próba podejścia po nie przespanej nocy , dobrej imprezie, "pod wpływem" , na kacu skończy się prawdopodonie zatrzymaniem akcji serca.
W czasie mojej tury testów doszło do małej katastrofy. Dwóch młodych chłopaków w środku już labiryntu dostało z niedotleniania ataku psychotycznego czy klaustrofobii. W szoku dostali takiej siły, że zanim dotarła "odsiecz" (kwestia kilkudziesięciu sekund) gołymi rękoma i nogami wyrwali kraty zabezpieczone swożniami 10 mm i uszkodzili labirynt
. Po wyjściu na powietrze trzeba ich było dla odmiany reanimować.
Znam przynajmniej jeden przypadek że test zakończył się śmiercią kliniczną a potem koma i trwałymi uszkodzeniami mózgu.
Obecnie upierdliwość zostania strażkiem z uprawnieniami JednostkiOperacyjnoTechnicznej są takie że moja jednostka od 4 lat niema nowych strażków.
Ps Moja jednostka jest jedną z najstarszych w Polsce w której służą tez kobiety. Razem z ze mną przechodziły dwie dziewczyny. Jedna z nich nieco starsza od mnie(ale wygląda na 20 lat młodszą), druga tuż po maturze, Obie świetne strażaczki , bardzo sprawne(poza dźwiganiem ciężarów ofk). Obie przeszły śpiewająco ten test.Lepiej niż większość nawet 18 letnich chłopaków(!).W JOTcie chyba raczej każdy ćwiczy , niektórzy na poziomie półprofesjonalnym. Wiekszość startuje w jakiś tam zawodach. Im potężnisza muskulatura tym ciężej przechodzi się test bo więcej mięśni = większe zapotrzebowanie na tlen.Powiem, że nie spotkałem się nigdy z podobnie ciężkim testem.
W kazdym razie jak myślicie, że się schylicie i nie stracicie przytomności po odtlenieniu to raczej się ździwicie.
Na fotce to ja przed testem . Jeszcze uśmiechniety i w pełni sił. w lewej łapie rękawice i dowód osobisty. Zaraz podpiszę dokument że wiem że może minie to zabić.
i mimo to zaczynam test.
