A dzięki komu? Dzięki samym „wiernym”. Najłatwiej przecież narzekać na wszystko i na wszystkich, jednocześnie samemu niczego dla Kościoła nie czyniąc. A jak nic nieprzynoszące narzekanie się znudzi, czy „przyjemność” (dobre słowo”Zadajmy sobie kolejne pytania - ile miłości jest w KK?? Moim osobistym zdaniem niewiele...

A przecież wiara chrześcijańska opiera się ściśle na fundamencie miłości...
Przecież wystarczyłoby się stosować do zasad wiary, a wszystko na pewno lepiej by wyglądało. Na szczęście są ludzie, którzy z tym nie mają problemu. Ich szczera wiara, ich życiowy przykład przyciąga i inspiruje innych. Ale tym osobom wiary nie zaburzają sprawy drugorzędne. Nie rozwodzą się nad tym, że ksiądz X z miasta Y coś tam złego zrobił, że w Biblii Bóg mówi "Uczyńmy..." itd.
Prawdziwi chrześcijanie zdają sobie bowiem sprawę z tego, że w tym wszystkim najważniejsza jest ich prawidłowa relacja z Bogiem – z niej wynika wszystko... a Kościół to ich dzieło, ba, to oni sami.