Napisano
23.10.2008 - 22:54
No to i ja dodam swoją historię. Już ją tu gdzieś zresztą opisywałam,ale pasuje do tematu więc "zapodam" raz jeszcze.
W zeszłym roku w grudniu,leżałam na kanapie po środku pomiędzy mężem,a moją mamą. Rozwaliliśmy się tak na rozłożonej kanapie,by oglądać film. Na przeciw nas było okno. I w pewnym momencie spojrzałam w okno i zobaczyłam całkowicie czarny wysuwający się od dolnej części okna tak jakby "prostokąt" (wiem,że brzmi to okropnie głupio-ale tak to widziałam,a przynajmniej tak mi się skojarzyło-zresztą nawet jak była to postać-to nie widziałabym rąk i nóg). To coś powoli się wysunęło i po chwili...jakby przyłapane przeze mnie zsunęło się znikając za dolną futryną okna.
I teraz nadmienię,że mieszkam b.wysoko to raz. Miałam raz po nieprzespanej nocy wizje wielu cieni wybiegających bardzo szybko zza wzgórza biegnących w moją stronę i znikających gdy próbowałam im się przyjrzeć-więc wiem co znaczy widzieć czarne,poruszające się cienie ze zmęczenia. Ale wtedy nie czułam lęku gdy je widziałam i zdawałam sobie sprawę,że to ułuda.
Natomiast ten cień za oknem... Ktoś kto widział taką rzecz-nie przyjmie tłumaczenia,że mu się przewidziało. Bo jest to coś...nie do opisania. Coś nierealnego,niesamowitego,a jednocześnie realnego i prawdziwego-bo przecież jest i wiemy,że to widzimy.
Oczywiście poinformowałam męża i mamę co zobaczyłam. Oczywiście mnie wyśmiali (mieli ubaw po pachy),do momentu gdy po chwili moja mama... też to zobaczyła!!!!
Opisała dokładnie sposób w jaki to wsuwało się od dołu futryny i zjeżdżało z powrotem. Już się nie śmiała...
Rzuciliśmy się do okna,tak się wychylaliśmy,że prawie wypadliśmy. Nic tam nie było. Pusta ściana,żadnych chustek przyczepionych do parapetu i poruszanych przez wiatr. Rozważaliśmy możliwość świateł samochodu... No,ale w końcu był to cień,a nie światło. Cień czarniejszy od nocnego nieba (bo na tym tle się ukazał).
Do dziś nie wiem co to było... Ale wiem,że widziały to dwie osoby,co mnie nie pociesza,bo mogłabym wierzyć,że mi się przewidziało.