Wszystko się zgadza, to co opisałaś Kropa <hehe, wzięłaś se nicka po tej wariatce-psychopatce?

> Było już ciemno, wracałam od sąsiadki do domu. Patrzyłam się przed siebie i w świetle latarni zobaczyłam parę cieni. Były olbrzymie, całe czarne, szły tak jakby slalomem. Stanęłam jak wryta i myślę sobie "psy". Ale stały prosto pod latarnią i dalej były całe czarne. I wielkie. Takich psów w życiu nie widziałam. Pamiętam tylko tyle, że miały dziwne ogony. Długie i potargane. Stałam i nie mogłam się ruszyć. Mogłam tylko na nie patrzeć. Czułam, że muszę uciekać, a dom był tylko parę kroków ode mnie. To coś szło w moją stronę i nagle zaczęłam biec jak najszybciej. Wpadłam na podwórko, zasunęłam zasuwkę w furtce i wbiegłam do domu. Mam piętrowy dom i moja mama była już na górze, więc siedziałam sama na dole zwinięta pod kocem. Nagle usłyszałam trzask mojej furtki, jakby coś chciało wejść. Trzęsłam się jak nienormalna dziękując Bogu, że zamknęłam tą furtkę. Potem usłyszałam jak szczekają psy sąsiada dom dalej. Nikomu o tym nie mówiłam, dopiero mojej przyjaciółce, która to tu opisała. Wstydziłam się i wiedziałam, że i tak nikt mi nie uwierzy. Dopiero parę dni temu przyjaciółka mi powiedziała, że na tym forum więcej osób widziało to coś. Właśnie tak to z przyjaciółką nazywałyśmy - "to coś". Chodziłam wtedy do podstawówki, nie oglądałam horrorów i nie wierzyłam w zjawiska paranormalne. Ale to nie były psy. Nawet teraz jak o tym myślę to przechodzą mnie ciarki i nie lubię o tym wspominać. Ale jakieś 2 lata później wracałam na piechotę sama z sąsiedniej wioski do mojej. Musiałam przejść przez las. Jak do niego wchodziłam to na polach przed lasem znowu zobaczyłam takie same cienie. Znowu było ich parę i były całe czarne. Był dzień. Znowu stanęłam jak wryta i nie mogłam się ruszyć. Byłam prawie na początku lasu, ale stałam na otwartej przestrzeni i pomyślałam, że jak się nie ruszę to mnie zobaczą. Ruszyłam się więc i starałam się iść bardzo cicho, ale jak najszybciej mogłam. Jak już prawie wchodziłam popatrzyłam na te cienie. Węszyły na polu. I nagle jeden popatrzył na mnie. Myślałam, że umrę ze strachu. Wbiegłam do lasu i leciałam prawie rycząc. Wiedziałam, że to coś mnie widziało i że na pewno za mną biegną. A do domu w życiu nie dobiegnę. Nagle koło mnie zatrzymał się samochód i znajoma mojej mamy zapytała czy nie chcę żeby mnie podwiozła. Myślałam, że się na nią rzucę i uściskam ze szczęścia. Wpadłam do jej samochodu. Nic nie powiedziała, ale patrzyła się na mnie dziwnie. Pewnie myślała, że bałam się iść sama przez las. <Kropa - to była dr Sordoń> Od tamtej pory śnią mi się czasami dziwne rzeczy. Za każdym razem jak śni mi się las, z którego wychodziło to coś, jak pierwszy raz to widziałam, to nigdy nie jest to normalny sen. Za każdym razem coś mnie w nim goni i chce zabić. Potem gdzieś przeczytałam o dziwnych istotach - jakby psach - wychodzących z jeziora <pamiętasz Kropa? Mówiłyśmy o tym>. A w tym lesie jest właśnie jezioro, a konkretniej 2. To cała historia. Nigdy potem tego już, na szczęście, nie widziałam, ale za każdym razem jak po zmroku wychodzę na dwór żeby zamknąć furtkę albo wystawić śmietnik to patrzę się w tamtą stronę. Wiem jedno - już nigdy więcej nie chcę tego widzieć!!