
Może najlepiej jak zaczne od początku. Nie będę Wam tu przytaczała jej dnia urodzenia i tych innych bzdur, bo to zapewne was śmiertelnie znudzi.... Anneliese Michel była młodą dziewczyną z mocno chrześcijańskim podejściem do życia. Ciekawą rzeczą w tej sprawie jest śmierć najmłodszej córeczki państwa Michelów. Będzie to potrzebne do zrozumienia dalszej treści. Anneliese często chorowała. Była podatna na choroby i nic dziwnego- była dziewczyną postury delikatnej i wydawałoby się "kruchej". Chciała zostać nauczycielką. Skończyła szkołę średnią i chciała pójść do WSP- Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Wurzburgu.
Całe przekleństwo zaczęło się w 1968 r. połowie września. Pamiętnej nocy miała atak. Jakaś przerażająca siła trzymała ją w objęciach łóżka. Próbowała zawołać siostry, ale nie mogła wydobyć z siebie żadego głosu. Jej ciepły mocz rozlał się na łóżko.Wszystko ustało, gdy zegar wybił kwadrans. Od tamtej pory zaczęły się wędrówki po lekarzach i psychiatrach. Niestety ataki nie dawały jej spokoju, a do tego jeszcze widziała diabelskie twarze. Anneliese Michel zauważyła, że kiedy się modli to atak przechodzi. Podczas pierwszej takiej modlitwy wyostrzyły jej się zmysły i wcześniej znienawidzone przez nią góry wydały się jej się cudem świata. Lekarze co rusz robili jej jedno i to samo badanie. Było to EEG, które miało na celu stwierdzenie jakichś niepokojących zmian w falach mózgowych. Anneliese z racji tego, że nie dolegała jej choroba fizyczna (chyba, że pod koniec życia anoreksja) to i badanie wykazało nieregularny wykres fal alfa z kilkoma rozproszonymi falami theta i delta. Czyli inaczej rzecz biorąc-nie była to choroba psychiczna.
Wydaje mi się, że lekarze nie brali poważnie jej choroby, gdy nie widzieli skutków. Mimo to wydali receptę na początku na zentropil. Jest to lek przeciw napadom, a lekarz wypisał jej lek mimo tego, że badanie nie wskazywało na epilepsje. Lekarze często odprawiali ją do neurologów, którzy również niewiele mogli zdziałać. Już w 1973 r. Anna i Józef Michelowie zaczęli przypuszczać opętanie u córki. Pogrążona w smutku i cierpieniu znalazła ratunek. Był to wypad do San Damiano. Gdy upragniona chwila nadeszła, tzn. gdy miała wejść do kościółka nie weszła. Chodził wokół budynku, a potem opowiadała, że to miejsce ją wręcz paliło.
Tu muszę jeszcze dodać, że drugim lekiem, jaki Anneliese zażywała w ostatnich miesiącach życia był tegretol. Lek o tym samym przeznaczeniu, lecz o wiele silniejszy i powodował często skutki uboczne. W październiku 1974 r. ksiądz Alt zrozumiał w końcu, że chodzi tu o opętanie, a nie o chorobę psychiczną tudzież fizyczną. Niestety, by wykonać egzorcyzm potrzebna jest jednoznaczna zgoda biskupa. W tym przypadku był to biskup Stangl, który miał wątpliwości co do tej sprawy. Zarządził ks. Altowi zapoznanie się bliżej z sytuacją. Jej całe życie stało się nieustannym koszmarem. Nawiedzenie, trudności z tego powodu z nauką...Nieustanne wędrówki i cierpienia.
KONIEC CZĘŚCI I