Większość z Nich nie różni się pewnie w ogóle od Ciebie.
Jakieś 90% osób zapodaje tutaj tylko z wielce odkrywczej gadki i czeka na 2012 jakby, nie wiem co... miał się skończyć "Świat"? Jeśli ów rzeczywiście nastąpi to ich agitacja wzmoży się i przyjmie formę zwrotu "A NIE MÓWIŁEM/ŁAM?!... TRZEBA BYŁO MNIE SŁUCHAĆ!!... GŁUPCY WY WSZYSCY!!".
Te same osoby będą właśnie tymi, które utracą cząstkę siebie, jeśli nic się nie stanie, ponieważ w swoim dociekaniu "prawdy" zapędzili się tak daleko, że pozwolili pewnym informacjom/hipotezom wejść w ich tożsamość tak głęboko, że te stały się częścią ich osobowości.
Garstka osób, która ze sobą coś robi, jest warta dysputy. Ci są wygrani - jeśli 2012 nie będzie (w >tym< sensie), a oni będą się rozwijali w nadzieji, że pomoże im to przetrwać... to w bilansie końcowym na tle reszty społeczeństwa wyjdą na plus. Jeśli jednak w związku ze zmianami, które mają osiągnąć apogeum w 2012(?), zacznie się początek końca to ich szanse przetrwania wzrosną niepomiernie i daj Bóg, żeby przetrwały

.