ostatnio coś z moją klasą mi się śni. pewnie dlatego że jakoś teraz do niej pozytywniej nastawiony jestem.
a tak kiedyś to duużo z demonami/potworami wszelkiej maści mi się śniło

np, że nauczycielka w sukuba się zmienia i uciekamy przed nią przez całą szkołę, wpadamy do Kazika Konserwatora, bierzemy jakieś miecze[?] i ją w tubę

no albo taka zielona maź co po szkole łaziła i wchłaniała wszystko (a rzucaliśmy weń krzesłami i ławkami), w końcu rzuciliśmy jakimś nauczycielem i zanim go przetrawiło, to uciekliśmy

takie różne fajne rzeczy.
jeden miałem, najstraszniejszy ze szkołą związany...kurde, to było normalnie jak w filmie.
wchodzę do szatni (w piwnicy u mnie w gimnazjum to było), patrzę, nikogo nie ma, tylko taka moja kumpela jedna stoi na drugim końcu korytarza ze słuchawkami na uszach. za mną, uchylone drzwi, ciemno za nimi. nagle uświadamiam sobie, że coś tu śmierdzi benzyną...patrzę pod nogi, mokro. zaczynam biec, krzycząc do niej 'uciekaj!', ale nie słyszy przez słuchawki...biegnę, odwracam się i widzę...widzę najstraszniejszy obraz jaki widziałem, wpół oświetlona twarz, oczy mordercy, psychopaty, światło bije od zapałki. zapałka upada. i wtedy przyspieszam...łapię ją i wyciągam na górę, jakoś dajemy radę...nigdy chyba nie zapomnę tego snu. i widoku tego kolesia...uch.