hm... mi najczęściej przytrafiają się dwa rodzaje snów.
1. dziwne stworzenia. chupacabry, zmutowane nietoperze i demony. (sny te mnie fascynują)
2. moi idole. (najpiękniejszy rodzaj snów

)
3. znienawidzeni przeze mnie ludzie.
nie raz miałam już 'połączenie' dwóch rodzajów snów. ostatnio mi się taki zdarzył.
Był bardzo klimatyczny.
Akcja się działa w Londynie gdzieś tak w latach 30. Mieszkałam sobie w ładnej kamieniczce.
Ale nie było tak bajkowo...
w okolicy grasowało Coś. Rozszarpywało ludzi na ulicach, właziło im do domów i zabijało.
Ataki zdarzały sie b. często, mimo wszystko trzeba było kiedyś wyjść na ulicę, żeby nie zgnić w domku
było dużo różnych 'wątków'. Pamiętam ten piękny, jak i okropny widok, kiedy w stresie wracałam skądś do domostwa.
Na ulicy było pełno szczątek ludzkich, już zzieleniałych. Gdzieniegdzie wpedtana w ziemię rączka, dalej łepek... i światła lamp oświetlających ulicę... tak... przerażająco, ale pięknie.
któregoś dnia dorożką przyjechali do mnie moi dwaj idole ukochani. Siedzieliśmy przy świecy w kamieniczce. Rozmawialiśmy.
Nagle poczułam się jakoś nieswojo. Przypomniałam sobie, ze chyba nie domknęłam drzwi... podeszłam do nich i zobaczyłam Coś. Było takie jakieś niematerialne, ciemne, coś jakby energia, a nie istota.
Szybko rzuciłam się na drzwi w celu ich zatrzaśnięcia. Ale było za późno. Coś dostało się. Poczylam jak mnie ogarnia. Czulam jakby wysysało mi życie.
I koniec.
Do dziś mam nadzieję, że Thom i Jonny jakoś się uratowali
P.S.ale sie rozpisałam..